#11 – Witold Ziomek

17 stycznia 2019, Author: Szymon Kasolik

Witold Ziomek – fotograf podróżnik. 2 godziny w domu to dla niego strata czasu. W tym odcinku bardzo często padnie jedno słowo: CHAOS. Podobno to słowo najlepiej określa postać Witolda i jego specyficzne podejście do przygotowania, a raczej jego braku, do podróży.

witold-ziomek

Rozmawiamy m.in. o:

– W jaki sposób Witold (nie) przygotowuje się do podróży?

– Dlaczego nie cierpi zdjęcia z wodospadem?

– Jak przetrwać z jedną parą spodni na Islandii?

– O charakterystycznych opisach pod zdjęciami Witka.


www: witoldziomek.com

Instagram: witold_ziomek


Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na Youtube, iTunesie oraz Spotify.

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk

Kogo chcesz usłyszeć w kolejnym odcinku? Napisz!


Poniżej transkrypcja naszej rozmowy:

Po czym poznać, że moim gościem jest fotograf podróżnik? Po tym, że po raz pierwszy nie rozmawiam z moim gościem przez Skype, tylko w cztery oczy, bo mój gość chciał do mnie przyjechać. Witold Ziomek jest moim gościem, cześć!

Witam, cześć.

Daleko nie miałeś, bo z Krakowa, ale i tak bardzo doceniam, że Ci się chciało. Kto nie zna Witolda? W sumie fotografujesz dopiero od 2017, głównie publikujesz na Instagramie. Darowałeś sobie Facebooka przez to jak tnie zasięgi?

Wstydziłem się szczerze mówiąc… Nie wiem czemu, Instagram jest bardziej fotograficzny, a zakładanie Fanpage to już trochę wyższy poziom niż prezentowałem, gdy zaczynałem. Takie miałem odczucie. A później chciałem go założyć, ale słyszałem, że straszna kicha, jeżeli chodzi o zasięgi i to się już nie opłaca.

Ja nawet nie zakładam fanpage też tych podcastów i swojego bloga, tymbardziej, że opierałoby się to tylko na linkowaniu, a Facebook w momencie linkowania do innych stron tnie zasięgi jeszcze mocniej.

Facebook się kończy pod tym względem…

Chyba tak. Mimo, że Instagram jest fotograficzny, to opisy w Twoich zdjęciach są ważne…

(śmiech)

Czytając opisy Witka, możecie się naprawdę uśmiać – o ile tylko trafi do Was jego specyficzne poczucie humoru.

Bardzo specyficzne.

Moim ulubionym opisem jest zdjęcie foki cz też – cytując Cię Witku – „ślimaka, który przesadził z testosteronem”. Nie od razu te opisy wprowadzałeś, bo przejrzałem Twojego Instagrama w całości. Skąd się to wzięło?

To się zaczęło naturalne od wyjazdu do Birmy, czyli grudzień 2017. Pojechałem tam sam na dwa tygodnie, więc miałem co robić i dużo notowałem. Nie miałem internetu, siedziałem w knajpie i notowałem co się działo 5 minut temu, jakieś spostrzeżenia – im głupsze tym lepiej. Potem zacząłem coś z tego montować i zauważyłem, że ludziom się podobają te głupoty. I tak to ze mnie, zupełnie randomowo, wypływało. Często przy wrzucie zdjęcia, siedzę z papierosem i kawą i tak myślę: napisać coś, nie napisać, a napiszę!

witold-ziomek

Ten opis ma dla Ciebie jakieś znaczenie?

Kompletnie żadne (śmiech)

Zacząłeś od 2017 roku swoją fotograficzną karierę, ale przeczytałeś gdzieś, że już w gimnazjum fotografowałeś. Czy to już wtedy była fotografia pejzażu?

Kompletnie. To było dno. To były fatalne kwiatki w ogródku. Później był skatepark, bo jeździłem trochę na desce. Potem miałem zajawy na reportaż. W wieku 16 lat załapałem się na staż do „Gazety Wyborczej” na jakiś miesiąc, tam poznałem fajnych ludzi. I kompletnie nic z tego nie wyniosłem poza tym, że nigdy już nie chciałem być reporterem (śmiech).

Inaczej: każdy fotograf, jeżeli ma zajawkę na reportaż myśli o fotografii wojennej albo jakichś zamieszkach. A takie rzeczy się w Krakowie cholera nie dzieją, możesz fotografować ew. kosze na śmieci.

Niby tak, ale o Twojej reporterce jeszcze porozmawiamy, bo to nie jest do końca tak, że odciąłeś się od tego na dobre.

Nie, to gdzieś we mnie siedzi.

Sporo nagród masz na koncie – mimo młodego stażu. Mają dla Ciebie jakieś znaczenie?

Kompletnie żadne. Wiem, że one nic nie znaczą. Nawet te najlepsze, najważniejsze – jakieś odkrycia roku, pitu pitu – można to wsadzić między bajki. Nic to kompletnie nie daje.

A startujesz w nich bo…? Dla nagród?

To strasznie głupie (śmiech). To silniejsze ode mnie. Każdy fotograf chce być doceniany, ale z czasem zauważyłem, że nic nie daje. Fajnie, jak Twoje nazwisko hula po internecie, ale… Nie daje to żadnych profitów, poza wydawaną kasą, którą może jak dobrze pójdzie, zwrócisz jakąś większą nagrodą.

Wracajac do Twoich fotograficznych przygód z gimnazjum… Czy wg Ciebie dał Ci coś ten epizod?

Nie. Poza podstawami czyli czas naświetlania, iso, czyli coś co każdy nauczył się tak naprawdę w 24 godziny to nie dało mi to nic. Moje oko było wtedy żadne, nie miałem do czynienia z pejzażem, w ogóle mnie natura nie jarała wtedy.

Wtedy miałem 17, 18 lat, zacząłem ponownie jak miałem 23, teraz mam 25. Kiepski jestem z matematyki, nie powiem Ci ile lat minęło (śmiech). Ta przerwa dobrze mi zrobiła.

Najpierw były podróże, a nie zdjęcia. Czy pamiętasz swoja pierwszą podróż, z której przywiozłeś satysfakcjonujący kadry i powiedziałeś: o kurczę, chyba chcę to robić.

Styczeń 2017 – pierwszy wyjazd.

Jak symbolicznie, początek roku…

Tak jest. Dokładnie 2 lata temu zacząłem kminić, żeby gdzieś pojechać. To był koniec grudnia 2016. Myślę sobie wtedy: strasznie mnie telepie w tym Krakowie, ja tylko sprzedaję pamiątki i moje życie jest nudne i denne poza imprezkami i alkoholem. Pomyślałem sobie na szybko, że może gdzieś pojadę i jedyne takie ciepłe rejony, które wydawały mi się osiągalne finansowo, to były Kanary albo Madera. I poleciałem na Maderę. To było tak szybko – klik, klik 4, 5 dni wsiadłem w samolot i poleciałem.

witold-ziomek

Kolejną podróż planowałeś już pod kątem fotograficznym?

Polecieliśmy w marcu do Norwegii z dwoma, okołofotograficznymi kumplami. I wtedy już było tak niby pod zdjęcia, ale pod względem fotograficznym był mega słaby.

Wg Ciebie 2 godziny w domu to strata czasu. Faktycznie jesteś ciągle w podróży?

Na pewno nie jestem w domu. Jestem w pracy albo w podroży. Często z podrózy wracam nocnym samolotem, jestem o 6:00 na lotnisku i idę na 9:00 do pracy na 12 godzin i to jest u mnie normalne. Jestem wiecznie niewyspany i odczuwam powoli problemy zdrowotne z tego powodu – ciągłe wyczerpanie. A przy tym ciągle chcesz więcej.

Ten fakt, że ciągle Cię gdzieś nosi – to się zaczęło od 2017 roku czy już wcześniej tak miałeś?

Zawsze. Mnie już od czasów gimnazjum, liceum nie było w domu w ogóle. Nigdy nie byłem domownikiem.

Musisz jakoś ogarnąć to zdrowie, masz jakiś plan? Nowy rok idzie…

Żadnego. Generalnie pod koniec tego roku miałem plan rzucić pracę, ale przekalkulowałem to i jednak jeszcze za wcześnie. Postanowiłem, że jeszcze te 12 miesięcy może wpłynie jakoś na moją, w cudzysłowie, karierę. Odłożę trochę hajsu, bo przez te 2 lata rozwalałem kosmiczne kwoty albo na sprzęt, albo na podróże, albo na głupoty. Kocham buty i plecaki (śmiech).

Wy tego nie widzicie, ale faktycznie – za Witkiem jest plecak, na nogach buty – wszystko się zgadza (śmiech). Patrząc po Twoim Instagramie kwestią czasu jest, że jakaś firma odezwie się z propozycją współpracy.

Na to liczę, ale w Polsce to jest kiepskie, to nie działa. Poza paroma blogerkami modelkami modowymi.

Wydaje mi się, że dość trudno jest krajobrazówce… O ile jesteś portrecistą, ślubniakiem – to dużo łatwiej zdobyć klientów. Nawet nie wiem na czym się zarabia w krajobrazach – kalendarze, odbitki?

W Polsce przede wszystkim nie ma takiej kultury wieszania ludzi na ścianach, w sensie zdjęć.

Bardziej myślałem o firmach, które sponsorują Ci cały wyjazd.

To jest możliwe. Popatrzmy sobie choćby na Niemcy. Wiadomo, że to są inne zasięgi i wyższy poziom fotograficzny. Tam mamy zlecenie w postaci fuchy – zrób zdjęcia samochodu, dostajesz G klasę np. Gdyby w Polsce byłby taki poziom, że firma daje Ci samochód na wyjazd, nawet jak nic na tym nie zarobisz, to już byłoby ekstra. Ja jestem w stanie to zrobić nawet za darmola, bo lubię wyzwania. Trzeba mieć siłę przebicia? Znać ludzi? Pisać maile? Wszyscy olewają moje maile…

Pisałeś?

Jak drona rozwaliłem to pisałem. Dostałem 10% zniżki, a potem zostałem olany.

To dziwne, że nikt nie zgłosił się nawet na zasadzie barteru…

Jak jesteś Radwańskim to może wtedy, bo to jest jednak najwyższy poziom.

Skąd wynika delikatność Twoich prac plus mocno kontrastowe opisy?

(śmiech). Nie uważam swoich prac za subtelne, nie myślałem o tym nigdy, po prostu robię zdjęcia.

Sam fakt tematyki, którą podejmujesz – z reguły są to piękne widoki. Jadąc np. do Indii mógłbyś pokazać syf na ulicach, biedę, która tam panuje, a wyszukujesz jednak piękne landscapy…

To jakoś samo wychodzi. Nie myślę nad tym.

To jednak ciągle jeden Ziomek, nie ma dwóch Ziomków – jeden fotografuje, a drugi robi opis?

To jestem ja. A przy tym jak ktoś jeszcze zobaczy jak wyglądam, to już w ogóle kocioł.

(śmiech) A co Ty masz do swojego wyglądu? Siedzi przede mną chłopak z dwoma wytatuowanymi rękawami, w okularach… Twoje tatuaże mają coś wspólnego z podróżami?

Kompletnie. To jest chaos. Zawsze się chciałem wydziarać i po prostu to zrobiłem. Zajęło mi to pół roku.

Kusi mnie zapytać Cię o Twoje przygotowanie do podróży, ale pod jednym Twoim zdjęciem czytam: „Czego nauczyłem się z tego poranka? Zakazy wjazdu są po to, żeby je łamać . A po drugie: Ziomek, matole, weź buty wodoodporne”. To jak się przygotowujesz do tych podróży?

Byle jak. (śmiech). Pakuje się zwykle w 10 minut. Przez tydzień składuje sprzęt, kalkuję: ładowarki – a potem ciuchy: dobra, jedne spodnie wystarczą, jedna bluza.

Wziąłem jedną parę spodni na trzy tygodnie do Stanów. Trzeciego dnia miałem dziurę w kroku już na dwie pięści (śmiech). Na Islandię wziąłem też jedną parę, która była przemoczona po 12 godzinach i schły przez tydzień. Musiałem kupić spodnie trekingowe na Islandii, nawet nie były takie drogie!

witold-ziomek

Witold, to nie rób poradników…

Nie, zdecydowanie, bo tak samo nie mogę zrobić poradników podróżniczych: gdzie jechać i co zobaczyć. Działam bardzo chaotycznie. Mam kilka gwiazdek na dany kraj albo jak nie mam kompletnie gwiazdki, to poświęcam może 30 minut, żeby zrobić research w necie, a potem lecę i niech się dzieje.

Czyli w zasadzie gubisz się w miastach?

W miastach staram się w ogóle nie przebywać, ale tak – staram się gubić i to też jest fajne.

A jeżeli chodzi o noclegi?

Gdziekolwiek, jakkolwiek – w aucie bardzo często śpimy. Śpiwór, jakoś tam się poskładasz… Kolana bolą, plecy bolą, dwie godziny spałeś, ale jest super.

Śmiesznie to wszystko brzmi, fajnie i luźno – ktoś może sobie teraz pomyśleć – to biorę plecak i jadę, ale czy miałeś kiedyś sytuacje, w których bałeś się o swoje życie?

Nie. Przenigdy. Jedynie bałem się, gdy jechałem do Birmy – nie wiedziałem gdzie jadę. Idę sobie na dworzec kolejowy w Krakowie i mi się nogi telepały. Miałem 35 kg na sobie i myślałem: Ziomek, matole, co Ty robisz? Gdzie Ty lecisz w ogóle? Nie miałem zielonego pojęcia, jedyne co słyszałem wcześniej to, że milion ludzi ucieka z Birmy do Bangladeszu, bo są czystki etniczne. A potem przyjechałem na miejsce i okazało się, że ludzie są prześwietni.

A jak z warunkami atmosferycznymi, czy dały Ci kiedyś mocno w kość?

Nie, wszystko jest do przeżycia.

Żadnych problemów zdrowotnych?

Nie (śmiech).

Miałem nadzieję, że dasz jednak jakąś poradę, po której ludzie dojdą do wniosku, że jednak trzeba się przygotowywać do podróży…

Nie trzeba (śmiech).

Zabawnie się tego słucha, bo mam niedawno opublikowaną rozmowę z Karolem Nienartowiczem…

(śmiech) no dobra, ale umówmy się, bo to jest zupełnie inny poziom fotograficzny i podróżniczy.

(śmiech) Właśnie wiem i pamiętam, jak ten facet jest wyważony i przygotowany od a do z, mimo wszystko mający ogromny respekt do tego, co może go spotkać.

No dobra, tylko popatrzmy na to, jak on podrózuje i fotografuje. On faktycznie penetruje te góry, śpi i łazi gdzieś po nocach, śpi na lodowcach. Mega szacun! Ja się telepię przy +10 stopniach w samochodzie jak śpię!

Ale tworzycie jednak inny rodzaj fotografii. Karol to weteran, 15 lat w tym siedzi i też ma za sobą mnóstwo poradników…

15 lat temu to ja za piłką biegałem w podstawówce… A nie! Przepraszam! Trenowałem tenis stołowy, byłem w tym całkiem niezły.

Pytałem Cię o trudne warunki… Zapewne odpowiesz mi: nie, ale nie miałeś żadnego kryzysu podczas swoich wypraw?

Nie, mam kryzys jak wracam, bo chciałbym więcej. Zawsze się biczuję, że nie wykorzystałem miejsca, światła, czasu, że mogłem inaczej.

Przygotowujesz się sprzętowo? Nie zdarzyło Ci się nigdy zapomnieć karty pamięci, baterii?

Nie. Pod tym względem jestem ułożony bo za bardzo mi zależy.

Czy Twoje podróże to obecnie już stricte cel fotograficzny?

Tak! To się zmieniło w lipcu 2017. Mam ten problem, że za wcześnie zaczynam się we wszystko wczuwać. Wtedy, w lipcu, wracałem z pierwszego wyjazdu na Islandię z kumplem i byłem wściekły na siebie. Bardzo zawaliłem, kompletnie nic nie przywiozłem – tak mi się wydawało. A przywiozłem to zdjęcie z wodospadem, którego teraz już nienawidzę z całego serca.

Przez jego popularność?

Tak. Za dużo.

witold-ziomek

Patrzysz na niego pod tym kątem, że dziś zrobiłbyś go lepiej?

Może nie zrobił, co obrobił. Obrobiłem to byle jak i bardzo szybko, bo zajęło mi to chyba dwie minuty. Wrzuciłem na Instagrama i poszło.

I jakbyś go obrobił dziś inaczej?

Pewnie gorzej. Za dużo bym przy tym siedział, tak często bywa. Ale troszkę za dużo tej popularności. Czasem tak bywa, że jak ktoś jest popularny – tzn. ja nie jestem popularny, głupio to brzmi – ale wybija się na jakimś motywie, niech to będzie muzyk, który wybił się na jednym kawałku, to po pewnym czasie czuje się takim muzykiem jednego kawałka. Wiesz o co chodzi… nie docenia się innych zdjęć, tylko jest to jedno.

Mówisz, że nie planujesz swoich podróży, ale jeżeli one stały się już Twoim fotograficznym celem, to masz już w głowie kadry, które chcesz przywieźć?

Nie, to jest chaos. To się dzieje. Gdybym miał w tym momencie np. lecieć do Indonezji, na pewno zacząłbym szukać teraz miejscówek i myślał w kategorii konkretnych kadrów, ale przy jakichś bliższych destynacjach to nie. Weźmy np. Islandię – tam gdzie nie pojedziesz tam prawie nigdy nie ma światła, słońca więc możesz być o każdej porze.

Ile zdjęć robisz na jednej swojej wyprawie? Rozumiem, że to zależy, więc możesz dać przykład.

Wyciągam ze 2, 3 tysiące.

Jak podchodzisz już do samej selekcji?

Straszny mam z tym problem. Ja mało fotografuję pomiędzy miejscówkami. Jeśli jesteśmy np. na Islandii, mamy dwa wodospady – to ja przywożę np. 3 tysiące zdjęć z 10 miejscówek i nic poza tym i potem mam problem, że siadam nad Lightroomem i mam dwa zdjęcia. Nie potrafię składać zdjęć w historie – to jest mega fajne i mnie zawsze jarało, ale nigdy nie umiałem tego robić.

Selekcja to Twoja indywidualna i intymna sprawa, czy może dzielisz się z nią z kimś?

Czasem dziewczynie pokazuje i szanuję zdanie swojej kobiety. (śmiech) Często dostaje po łbie, że wyciągam za mało, że powinienem obrobić inne zdjęcia. Ja podchodzę do tego inaczej, wiesz o co chodzi, człowiek patrzy w inny sposób na swoje zdjęcia.

Jakie jest Twoje podejście do sprzętu? Nie pytam o konkretne marki aparatów, ale czy masz coś w swojej fotograficznej pracy, bez czego się nie obejdziesz?

Generalnie dron to dla mnie teraz podstawa. Nie jestem fapaczem do sprzętu, ale jest to dla mnie ważne. Nauczyłem się po czasie czego mi trzeba, co mnie ogranicza i staram się to eliminować. Dron to nr 1 na ten moment, choć nie chcę być takim zdecydowanym dronowcem, jak np. Radwański.

Mam tam kilka szkieł, postawiłem też drugi system przypadkiem. Przed wyjazdem do Jordanii postawiłem Fuji X pro 2, bo wkurzała mnie waga mojego Nikona d600 ze szkiełkami. I Fuji wagowo spoko, mimo że kumpel mówił, żebym olał to APSC, że nie powyciągam z cieni, nie zgaszę tak świateł jak z pełnej klatki… Ale ta waga, to mnie szlag trafia. 3 tygodnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez tydzień nie wyciągałem aparatu, plecak ciągle na plecach, non stop te 15 kg musisz dźwigać… A z Fuji możesz biegać i biegać.

W fotografii ślubnej działa to tak samo. Mnóstwo fotografów przerzuca się właśnie na Fuji czy Leica…

Jak już przeskakujesz na Leica to wiesz…

Tak, to już musisz brać za wesele więcej niż 1200 zł (śmiech). Jak podchodzisz do postępu technologicznego? Czy są może aplikacje, które pomagają Ci w Twoim fotografowaniu, akurat jestem zwolennikiem takich rzeczy, a może w pejzażu coś konkretnego Ci pomaga?

Raz czy dwa skorzystałem z Sun Calk. Nie jestem na biężąco z postępem technologicznym. Coś tam czasem przeczytam, ale bardziej z ciekawości lub o tym, co jest dla mnie ważne.

Wydaje mi się, że w Twojej fotografii podróżniczej mogłyby się przydać aplikacje, które pomogą Ci się nie zgubić, ale w sumie Ty tego chcesz.

Nie no, Google Maps to wiadomo – podstawa, ale gubienie się fajne.

Jak bardzo ingerujesz w swoje zdjęcia w postprodukcji? Czasem mówisz, że siedzisz przy tym za długo i nazywasz się sam „lebiegą lajtrumowym”, tak? (śmiech)

Zdecydowanie (śmiech) To zależy, są zdjęcia, które wypluwam w 2, 3 minuty, bo coś idzie gładko. A czasami się męczę. To nie jest nie wiadomo jakie dłubanie, tylko raczej rozciąga się to w czasie bardziej przez moją niewiedzę lub szukanie. Czasem używam jakiś presetów, ale nie na zasadzie „preset i out” masowo, tylko szukam pomysłu, kolorystki, cieni. Mam jedną czy dwie paczki presetów, ale je kompletnie modyfikuję i w efekcie końcowym wygląda tu zupełnie inaczej niż na początku. Dlatego właśnie schodzi sporo z czasem.

Możesz powiedzieć, że masz już swój styl czy jeszcze go szukasz?

Nie myślałem o tym, nie wiem czy szukam swojego stylu. Po prostu obrabiam je tak, jak czuję. Ale one są chyba rozwalone stylistycznie, jak tak popatrzysz. Chaos jeden wielki.

Być może Tobie się tak wydaje, a może właśnie w tym chaosie jest porządek. Przyjmując, że Twoje podróże to chaos, Twoja obróbka to chaos, Twoja fotografia to chaos – to wszystko się zgadza! Jesteś uporządkowany w swoim chaosie. Ty się w tym odnajdujesz, więc jest to pewnego rodzaju porządek.

Tak, może tak być. Ja chcę być sobą i dlatego mam durne opisy pod zdjęciami, obrabiam je tak jak chcę, nie robię zdjęć tylko w pionie, bo teraz to jest na Instagramie modne. Wisi mi to, ja mam zwykle poziomy kadr, te boki są dla mnie ważne. Więc robię to wszystko po swojemu, to może się nie podoba albo wręcz przeciwnie.

witold-ziomek

Fotografia pejzażowa wg mnie wymaga jakiegoś większego formatu, choćby popatrzenia na zdjęcia na dużym ekranie komputera. Nie wkurza Cię to, że większość Twojej widowni ogląda Twoje zdjęcia na Instagramie?

Takie mamy czasy i nie zmienię tego. Mogę zabawić się w wystawę, o ile ktoś by chciał mnie wystawiać…

To bez opisów (śmiech)

(śmiech) Naciskałbym na opisy, zdecydowanie! Ale no ile osób przyjdzie? 50? W internecie jest siła pod względem ilości, dostępu ludzi do Twoich prac. Taki jest plus, że telefony mają coraz większe wyświetlacze, to chociaż tyle.

Twoje odbitki można już kupić, a czy myślałeś o albumach?

Nie. Generalnie kminiłem, że chciałem odbyć konkretną podróż na kilka miesięcy, którą chciałbym fajnie opisać. I wypuścić to jako książkę. Tylko to nie byłby album fotograficzny z opisami, ani nie książka podróżnicza ze zdjęciami. Stawiałbym mocno na zdjęcia i ich jakość. Często bywa tak, że książka podróżnicza ma beznadziejne zdjęcia, a książka fotograficzna ma zwykle dwa zdania w opisie i to jakieś nudne. Więc fajnie byłoby to wypośrodkować.

Jak długo potrafisz wyczekiwać na moment, światło?

Zależy z kim jadę. Jak jadę sam, to mogę siedzieć tydzień w jednym miejscu, jeżeli to będzie warte zachodu, tudzież wschodu. Jest kilku ludzi, z którymi podróżuję i którzy mają zajawę na zdjęcia – to z nim pewno pod tym względem lepiej się dogaduję, bo wiemy, że możemy siąść na tyłku na 2, 3 godziny, palić szlugi i w końcu się doczekamy. A są tez osoby, które mają mniejszą tolerancję na takie wymysły fotograficzne.

Ale to każdy pejzażysta mówi, że jak idzie na zdjęcia to albo sam albo w towarzystwie właśnie fotografa. Nawet jeżeli ta osoba się nie skarży, to on ma z tyłu głowy takie poczucie, że kto się nudzi albo mu zimno itp. itd.

Dokładnie tak.

Czyli czekasz długo. A miałeś już taki moment, że poddałeś się w czekaniu i później żałowałeś?

Zawsze mi się wydaję, że jestem w złym miejscu, albo w nieodpowiedniej porze. Jestem mistrzem przyjeżdżania o 20 minut za późno – to jest klasyk. Jak byliśmy w Stanach to prawie każdą miejscówkę łapaliśmy w beznadziejnym świetle tak naprawdę i po prostu za dużo chcieliśmy upchać w tych trzech tygodniach.

Czyli jesteś czasem wściekły na siebie, że za mało z siebie dałeś…

Zawsze! Poważnie!

witold-ziomek

Skoro jesteś tego świadom, to myślisz, że będziesz próbował nabrać kiedyś takich cech planowania, żeby nie spieprzyć roboty? Powiedz co np. w momencie, gdy miałbyś jakieś zlecenie? Gdy masz świadomość, że dostaniesz za to grubą kasę?

Nie wiem co powiedzieć… W momencie, gdyby była to kwestia zlecenia to na pewno dałbym sobie większe widełki czasowe i raczej jechałbym tam sam lub z osoba, która miałaby podobną, mocną zajawę. I wtedy faktycznie mógłbym poświęcić się tematowi w 100%.

Przeszła mi przez głowę myśl… Czy przypadkiem to nie jest tak, że niektóre firmy boją się odezwać do Ziomka. Przeczytają opisy i pomyślą: „Fajne robi gość zdjęcia, ale kurcze, jak pisze niecenzuralne rzeczy i o tym, że nie jest zorganizowany, to może lepiej nie…” Myślisz, że jest w tym coś prawdy?

Zdecydowanie. Mam tą świadomość, tylko że trudno. Stawiam tutaj na siebie.

Broń Boże nie namawiam Cię do tego, żebyś się zmieniał pod firmy!

Jasne, ale akurat bloga zacząłem pisać spokojniej, chociaż kiepsko mi to idzie. Na pewno to jakoś blokuje, ale trudno.

Z drugiej strony nie każda firma jest teraz super poważna, więc może akurat Twój styl i sposób bycia przyciągnie właśnie konkretną firmę, której styl jest zbliżony do Twojego.

Może tak, ale tak jak już mówiliśmy – w Polsce jest to mocno zacofane, więc nawet się nie nad tym nie zastanawiam. Musiałbym być modelką, żeby rozkminić jakieś colabo…

Wspominałem wcześniej, że będę chciał pogadać o jednym z Twoich zdjęć z portfolio. I to jest zdjęcia, jak wspinacie się w Tatrach, gdzie śnieg dosłownie miota nas po twarzach. Jak ono powstało, jakbyś mógł przypomnieć sobie teraz ten moment… Jak aparat to przetrwał o ile się nim w ogóle przejmowałeś…

Kompletnie się nim nie przejmowałem. Miałem cały sprzęt w śniegu – to było tak, że poszliśmy w w Tatry całą ekipą, 10 osób. Mieliśmy wyjść na dwa szczyty, ale kompletnie nie popatrzyliśmy na pogodę – takie podejście Witolda Ziomka. I gdzieś w połowie, gdy wyszliśmy z doliny to się okazało, że tak strasznie wieje. Wiało w porywach do 140 km/h. Było przyjemnie. To była Dolina 5 stawów. Bardzo nie lubię Tatr w lecie. W zimie to jest wypas.

Mieliśmy zdobyć dwa szczyty, ale tak wiało, że to byłoby samobójstwo. Więc siedliśmy w schronisku, nawaliliśmy się i gdzieś ok. godziny 15:00, więc powiedzieliśmy: dobra, przejdźmy się na jakiś spacerek! I wtedy wziąłem torbę fotograficzną, która mi się nie domykała. Cały sprzęt w środku w śniegu i tak powstało to zdjęcie. Wróciliśmy i piliśmy dalej.

Wszystko działało?

Tak. Jestem w szoku, że mój sprzęt dalej działa, bo to co on przechodził…

witold-ziomek

W przypadku fotografii podróżniczej czy pejzażu to chyba patyczkowanie się ze sprzętem nie ma sensu… A masz jakiś backup?

Nie. (śmiech)

Człowiek jeździ po świecie, a nie widział tego, co ma pod nosem. Mało Witku w Twoim portfolio zdjęć z Polski, z czego to wynika?

Bo jest nudno? W tym roku pojeździłem trochę po Polsce, ale mało zdjęć z tego wyciągałem. Nie mam zajaw, pomysłów na zdjęcia w Polsce kompletnie.

A jakbyś miał powiedzieć, jakie miejsca najbardziej Cię przyciągają? Chodzi mi bardziej o to, czy szukasz może jakiejś adrenaliny? Tak jak pytałem Karola Nienartowicz, on mówił, że lód i zimno to jest coś, co go pociąga. W tym sensie jakbyś mi odpowiedział…

Nie, to jest chaos. Po prostu lecimy gdzieś, są tanie bilety, tniemy koszta, śpimy w aucie.

Witold „Chaos” Ziomek gościem podcastu (śmiech) Czyli nie ma szans na tą Polskę?

Może kiedyś.

Gadaliśmy też o tym, że trochę Cię do tej reporterki ciągnie, co nawet było widać na blogu. Jakieś plany?

Miałem taki plan od samego początku, że jak będę gdzieś jechał to będę z tego dodatkowo wyciągał małą, stricte reporterską część, a udało mi się dokładnie po 12 miesiącach skleić pierwszą. To była ta Birma i w sumie nic poza tym. Na pewno to jest fajny pomysł na dalsze podróże, bo jaki reportaż mogę wyciągnąć z Islandii?

Fotografujących Chińczyków…

O!

Jak się czujesz fotografując ludzi?

Nie lubię tego, ja się strasznie boję. Nie ich reakcji, ale nie potrafię tak wchodzić ludziom w życie. Mam blokadę, chociaż z tymi dzieciakami się udało, mimo że się nie zapowiadało zupełnie.

witold-ziomek

Z reguły na swoim Instagramie w swoim BIO, masz opis „NEXT” i tam piszesz, gdzie już niebawem będziesz. To powiedz co obecnie oznacza ta ikonka „łezki” tam? (śmiech)

Bo nie mam pojęcia! Generalnie mam teraz chaos w pracy. I potem chyba z moją kobietą pojedziemy w Dolomity, ale to samochodem.

Czyli nie wszystkie Twoje podróże są samolotem?

Nie, coraz więcej samochodem, bo mam fajny. Volskwagena T5 z namiotem na dachu, więc mamy w nim spanko.

Czyli proszę, człowiek Chaos jednak kupił sobie samochód pod swoje podróże! Nie boisz się, że kiedyś braknie Ci miejsc do odwiedzenia?

Nie. Byłem trzy razy na Islandii i kombinuję powrót. Jest mnóstwo miejsc, które można powtarzać. Inne pora roku, inne światło i już kompletny inny wyjazd.

Fotografujesz na dobrą sprawę 2 lata i chyba głupio Cię o to pytać, ale czy miałeś już jakiś fotograficzny kryzys?

Ja w sumie zawsze mam fotograficzny kryzys, prawie po każdym wyjeździe myślę, że nic z tego nie przywiozłem. Za mało zdjęć, nic ciekawego, zawaliłem. Jak np. teraz byliśmy w Jordanii z dwoma innymi fotografami – 7 osób. Widziałem jakie oni wyciągają zdjęcia, a ja taka klapa… To przede wszystkim tyczyło się tego fotografowania pomiędzy miejscówkami, za bardzo się nastawiłem na jedną czy dwie miejscówki, przy których oczywiście dałem dupy, a pomiędzy miałem problem, żeby chwytać fajne momenty.

Ostatnio usłyszałem takie mądre słowa, żeby porównywać swoją fotografię do swojej sprzed lat, a nie innych. Mnie to dużo dało, bo oglądałem dużo innej fotografii i się załamywałem.

Jasne, tylko, że to Cię nakręca, gdy patrzysz na innych to chcesz robić to lepiej, więc chyba czasem lepiej się biczować i iść do przodu, niż patrzeć do tyłu i się głaskać po głowie.

Kto inspiruje Witolda Ziomka?

Nikt. Naprawdę. Miałem kilku fotografów, których śledziłem mocniej, ale z czasem coraz więcej widziałem w tym jakiejś chały. Podważałem te swoje numery jeden i nie mam teraz żadnego. Widzę ładne obrazki – jaram się, ale nie mam tak, że chcę być na takim poziomie.

Czyli inspirują Cię bardziej miejsca, nie ludzie? Nie oglądasz na co dzień żadnej fotografii?

Tak. Prawie w ogóle nie oglądam, jestem tutaj mocno egoistą. Mało nazwisk znam, mało zdjęć oglądam, na Instagramie scrolluje raz na dwa tygodnie.

witold-ziomek

Dość szybko zatem doszedłeś do etapu, do którego dochodzą doświadczeni fotografowie, czyli żeby sobie bardzo ograniczyć ilość oglądanych fotografii. Dla mnie jest to szkodliwe.

Im więcej oglądałem innych, tym bardziej się dołowałem, że mnie tam nie było, czy nie złapałem tego światła. Więc wolałem to po prostu ze swojego życia wyrzucić, żeby nie mieć z tym styczności, bo siedzisz w robocie i szlag Cię trafia, że pojechałbyś gdzieś i oglądasz kolejne piękne zdjęcia z miejsca, gdzie byłeś a Ty tego nie wyciągnąłeś. Porównujesz się głównie do ludzi, którzy żyją z tego, którzy praktycznie spędzają lata w podróży. Widzisz np. fotografa, który był w danym kraju, oglądasz jego stories, a kompletnie nie widzisz zdjęć z tego miejsca, bo się okazuje, że nic z tego nie wyciągnął. Tylko, że przeskakuje do innego kraju, z którego wyciąga 10 mega klatek. Lepiej nie oglądać…

Pewnie często dostajesz to pytanie, ale ja też je zadam. Jakąś masz poradę dla początkujących bądź też zaawansowanych fotografów?

Najczęściej jak byłem dzieciakiem i czytałem fora fotograficzne, to czytałem, że najważniejsze to cały czas fotografować i to jest cholera prawda. Nie mam żadnych rad w stylu: weź takie szkło itd. Rusz dupę po prostu, weź aparat i kombinuj. Miej zajawę. To jest najważniejsze, bo bez tego wszystko szlag trafi prędzej czy później.

Gdzie się widzisz za 5 lat – śmieszne pytanie?

(śmiech) Nie mam pojęcia. Tyle rzeczy stało się przez 2 lata, że naprawdę ciężko mi powiedzieć co by było za 5. Ostatnio znalazłem fajną aplikację, że możesz wysłać do siebie maila za 5 lat. Piszesz wiadomość i sobie ustawiasz kiedy ma do Ciebie dojść, za rok czy 5 lat. Wysłałem sobie coś takiego, co się dzieję generalnie wokół mnie, na jakim poziomie jestem w życiu czy właśnie w zajawie – ciekawe co będzie 5 lat jak go otworzę. Nie wiem co będzie za 6 miesięcy, więc 5 lat to może być kosmos.

Myślisz, że będziesz dalej fotografował?

Tak, zdecydowanie.

witold-ziomek

To może jeszcze jakieś fotograficzne marzenie?

Nie mogę przeklinać nie?

Śmiało.

Generalnie plan jest taki, że chcę być przechujem. Przepraszam. Nie mam żadnych konkretnych planów fotograficznych, tylko do przodu i być jak najlepszym, tyle.

To ja Ci życzę bycia tym, kim chcesz (śmiech) Będę śledził, obserwował i patrzył co się u Ziomka dzieję. Gościem podcastu był Witek Ziomek, dzięki raz jeszcze.

Dzięki wielkie.