#34 – Radek Polak

28 listopada 2019, Author: Szymon Kasolik

Radek Polak – portrecista i reportażysta, który bardzo umiejętnie łączy ze sobą te dwa gatunki. Autor zdjęć do książki kulinarnej „Gruziński Smak”, zafascynowany Gruzją, gdzie również w niej wykonał serię „System of fathers”, który niespodziewanie stał się projektem bardzo osobistym. Myśli o fotografii projektowo, nie potrafi robić przypadkowych zdjęć.

Radek Polak mówi m.in. o tym, że:

Nie musisz robić ładnych zdjęć | Nie umie robić zdjęć przypadkowych | Warsztaty u niego to nie tylko po prostu nauka robienia zdjęć


www: radekpolak.com

FB: radekpolakphotography

INSTA: @radekpolak


Wpadnij na grupę na Facebooku:  Fotograficznie Rzecz Biorąc

Jak i gdzie słuchać podcastu?

Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na  Youtube | iTunes | Spotify |

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk


Cześć Radku!
Witam, cześć.

Co ostatnio fotografowałeś?
Kogo właściwie, bo jako portrecista fotografuję głównie ludzi. Niech pomyślę… Zespół RAZ DWA TRZY prosił mnie o nowe zdjęcia z okazji swojego 30 – lecia istnienia. Tuż przed nimi fotografowałem Elektryczne Gitary, a jeszcze przed nimi mistrza Fronczewskiego czyli Pana Kleksa oraz Pana Bakę, którzy zagrali w nowym filmie i dystrybutor poprosił mnie o stworzenie plakatu do tego filmu.

Czyli ambitnie, myślałem, że powiesz coś na szybko, np. że sfotografowałeś coś smartfonem.
Właśnie kompletnie nie. Często moja żona ma pretensje, że jej nie robię zdjęć. Ja myślę projektowo o zdjęciach. Moje projekty to wypowiedzi merytoryczne. To dla mnie narzędzie bardzo konkretne, a takie codzienne fotografowanie nie ma tego we krwi. Gdy jadę na wakacje to cieszę się patrzeniem. Mam notatnik w głowie, ale nie używam telefonu.
Moja fotografia to wypowiedź trochę intelektualna, autorefleksyjna, a na pewno taka wypowiedź, która ma bardzo określone etapy. Do każdego projektu robię dogłębny research. Szukam źródeł: filmowych, fotograficznych, w literaturze, w reportażu, w historii. Lubię przypadkowość w fotografii, ale lubię ją na moim określonym terenie łowieckim. Nie szukam go na co dzień. Jeżeli robię autorski projekt fotograficzny o ojcach i synach albo swojej relacji ze swoim ojcem, to dla mnie fotografowanie na ulicach na co dzień jest po prostu bez sensu, bo kogo i co ja tam mam fotografować? Co z tego, że widzę atrakcyjnie wizualne sytuacje, kiedy tam nie ma mojego tematu.
To może też rzecz, która wynika z mojego podejścia do fotografii i mojej osobowości.

radek-polak

W Polskim Radiu powiedziałeś, że bałeś się kiedyś ludzi i wolałeś sięgać po tematy, w których ich nie ma. Przełamałeś tą barierę. Jak to się stało?
Tak, mówiłem wtedy o bardzo wczesnym okresie fotografowania. Chodziłem wtedy na Powiązki i fotografowałem zdjęcia nagrobne lub światło na klatkach schodowych. Takie typowe pierwsze tematy początkujących fotografów. Zaczynałem w latach 90 – tych na analogu. To były tematy, które mi pozwalały poznać sprzęt.
Pamiętam, że pokazywałem te zdjęcia mojemu przyjacielowi Łukaszowi Barczykowi, który jest teraz reżyserem, i on mi wtedy powiedział patrząc na moje zdjęcia: „Bardzo ładnie, ale kiedy zaczniesz ludzi fotografować?”. (śmiech)
Poczułem, że ktoś mi rzuca wyzwanie, a ponieważ z natury jestem przekorny i lubię wyzwania. To był pierwszy impuls do myślenia o tym, żeby fotografować ludzi. Musiałem przełamać bardzo dużo własnych psychologicznych barier pokonać, żeby zacząć ich fotografować, bo wydawało mi się, że co ja będę ludziom głowę zawracał? Co to w ogóle znaczy, że ja od nich coś chcę?
Teraz, gdy z kolei sam uczę ludzi, to widzę, że sporo ludzi ma to samo przekonanie w głowie: „Co ja będę tym ludziom zawracał głowę”. Okazuje się, że w praktyce, że jest odwrotnie. Ludzie lubią zainteresowanie sobą. Jeśli ich zaprosisz do relacji w czujny sposób, nieostentacyjny i chamski, to oni bardzo chętnie w tą relację wejdą. Później dopiero elementem tej relacji staje się fotografowanie.
Co się stało, że się przełamałem? To zasługa Łukasza i jego wyzwania…

To oficjalnie dziękujemy Łukaszowi, że dzięki niemu mamy świetnego fotografa portrecistę na polskim rynku (śmiech). Czy dzisiaj możesz z ręką na sercu powiedzieć, że nie boisz się już fotografować ludzi?
Tak, nie boję się.

W Twoim portfolio można znaleźć wiele znanych postaci ze świata mediów. Jak Ci się z nimi pracuje?
To są bardzo ciekawe spotkania. Przekonałem się, że te znane osoby zazwyczaj cechuje spora otwartość i ciekawość świata. Zawsze byłem fotografem, który w czasopismach był uznawany za fotografa do tzw. trudnych przypadków. Te trudne przypadki to np. Władysław Bartoszewski, Ryszard Kuc czy Dennis Urubko albo Janusz Głowacki. To generalnie tacy faceci, którzy na hasło „fotograf” mówią: „Dobra, dobra mam 5 minut”. Kluczem do tego typu postaci jest po prostu dobry research. Przygotowując się do każdej sesji czytałem wszystko co mogłem na temat moich bohaterów.
Wystarczyło zahaczyć o ich temat w czasie rozmowy i nagle ci ludzie czuli, że maja partnera w rozmowie, kogoś żywo zainteresowanego ich tematyką i kompetentnego. To bardzo przełamywało bariery. Okazywało się, że po drugiej stronie stoi ktoś niezwykle ciekawy z dużym potencjałem opowieści.
Pamiętam sesję z Władysławem Bartoszewskim. Wiedziałem, że jest gadułą i że jednym z jego koników jest historia Żydów polskich. Zadałem tylko jedno pytanie i przez 18 minut sesji prof. Bartoszewski mówił nieprzerwanym ciągiem, ja zresztą wiedziałem, że to zrobi i nagrałem wszystko na dyktafon.
Każde z tych spotkań, gdzie spotykało się autorytet, to okazywało się, że to pełnokrwisty człowiek z historią, o której chętnie opowiada. To też rozbroiło mój strach.

Jaka jest różnica, gdy robisz editorial, a realizujesz sobie własny projekt?
Pierwsza podstawowa różnica jest taka, że jak robię Editorial to dowiaduję się o tym tydzień wcześniej, a czasami trzy dni wcześniej. Robię go przez jeden dzień i przez następne dwa zajmuję się post produkcją. Kiedy robię swój własny projekt, to robię sobie research przez trzy miesiące, a projekt przez następne cztery lata. Projekt własny dojrzewa, nie mam w nim pośpiechu i deadline’u. Mogę zaprosić do niego kogo chce. Mam też czas przemyśleć pewne gruntowne sprawy. Czasem te projekty zmieniają się kompletnie. Robię teraz projekt o Czeczenach w Gruzji i o relacji Ojciec – Syn w kontekście tej społeczności, zamienił się on w projekt o mojej relacji z ojcem. Wydaje się, że to kompletnie dwa odmienne tematy. To się stało w przeciągu 3 ostatnich lat.
Podsumowując, to we własnych projektach wychodzę od punktu A, ale nie wiem gdzie dojdę. W Editorialu wiem gdzie dojdę i kiedy.

radek-polak

Seria o Czeczenach, czyli „System of Fathers” to poszukiwanie odpowiedzi na pytanie czym jest męskość. Pojechałeś aż do Pankisi na terenie Gruzji. Co chciałeś sfotografować, bo na stronie piszesz, że podczas tego projektu odnalazłeś w nim nagle odbicie siebie samego. Podejrzewam, że mowa tu o Twojej relacji z ojcem…
Mam trzech bohaterów tego projektu. To trzej mężczyźni z różnym wieku, dwóch z nich to ojciec i syn. W tle tej relacji są liczne konflikty zbrojne, którymi ta społeczność żyła, szczególnie mężczyźni, którzy znikali na bardzo długo z domu walcząc na froncie wojennym. Ta relacja była przerywana, pełna napięcia i milczenie z jednej i drugiej strony. Do tego dochodzą lęki syna, którym on sam musiał stawić czoło. Potem pojawienie się ojca po latach, odbudowywanie relacji na nowo. Nie wiem jak to się stało, ale 1:1 przypominało mi to moją relację z ojcem. Mimo tego, że nie był on na wojnie. Dynamika tej relacji natomiast była praktycznie ta sama. Obarczona była ona archetypicznym konfliktem i też ma podobne rozwinięcie, bo wracamy po latach do tej relacji ze sobą i przerywamy to milczenie z jednej i drugiej strony. Te dwie historie się na siebie nałożyły, dlatego tak dobrze udało mi się zaprzyjaźnić, poznać mężczyzn z kompletnie odmiennej kultury i religii, bo widziałem w ich historiach swoją, czyli coś uniwersalnego. Niestety takie przerwane relacje, pełne niedomówień, są udziałem bardzo wielu mężczyzn tutaj, których znam. Wydaje mi się, że w wielu rodzinach takie sytuacje mają miejsce. Szukam uniwersalnej historii w tym wszystkim.

radek-polak

 

Jest to dla mnie rzecz niebywała, bo jedziesz do odległej wioski, gdzie podejrzewam, że ludzie nie są zbyt otwarci. Jak przekonać ich do siebie i do tego, by dali się sfotografować?
Otwartość i ciekawość to są pierwsze rzeczy. Druga to czas i cierpliwość. Aparat wyciągnąłem po roku od pierwszego spotkania. Musieliśmy się najpierw poznać i polubić, a dopiero potem mogłem coś proponować. Przyznam szczerze, że na początku chciałem zrobić projekt o męskości i o archetypach męskości w tej społeczności. Potem przerodziło się to w bardziej osobistą historię. Musiałem im też wyjaśnić co chcę zrobić i dlaczego tam.

radek-polak

 

Zdjęcia, które realizujesz ze swoim tatą masz zamiar dołączyć do tego projektu?
Tak. W sierpniu tego roku pojechałem do Pankisi ze swoim ojcem, bratem i synem brata. Razem poszliśmy z jednym z bohaterów tej serii w góry i zrobiłem tam sporo zdjęć swojej rodziny. Chcę to połączyć, ale na razie tego nie pokazuję, bo pracuję nad edycją. Gdzie dojdę, sam jeszcze nie wiem…

 

Dla mnie Twoje reportaże to portrety, a te portrety to reportaże. Tak samo jest z serią „Borderline personality”, która opowiada o Mateuszu Malinie – wicemistrzu świata w swobodnym nurkowaniu (swobodne nurkowanie polega na nurkowanie bez butli z tlenem). Jak z kolei tutaj tworzyłeś tą historię?
Wypadałoby wspomnieć, że to projekt, który tworzyłem wspólnie z Mają Kaszkur, kuratorką i fotografką. Mieliśmy taki epizod, kiedy razem fotografowaliśmy. Obecnie Maja zajmuje się pracą kuratorską i edytorską. Jest też edytorem mojego gruzińskiego projektu.

radek-polak
After every day of training, there is one day of rest in which Matt’s organism regenerates. Egypt, Dahab, Red Sea.

Natomiast z Mateuszem to był efekt mojej fascynacji swobodnym nurkowaniem. Zadawałem sobie pytanie: Jakim trzeba być człowiekiem i co trzeba mieć w sobie, jakiego rodzaju cechy, żeby chcieć tak mocno zbliżać się do granic ludzkiej wytrzymałości.
Swobodne nurkowanie poznałem w Egipcie na Synaju, gdzie jeżdżę od 12 lat, bo mieszka tam moja mama. Tam widziałem ludzi foki, którzy ginęli gdzieś w głębinach z jedną płetwą i wynurzali się po 4 minutach.

radek-polak
Matt Malina – vice-champion of the world in free-diving. His life record is diving 106 meters deep without diving fins. Egypt, Red Sea.

Pomyślałem, że fajnie byłoby wiedzieć o tym coś więcej. Okazało się, że jednym z Championów jest Polak z Krakowa. Znalazłem go w internecie, zadzwoniłem i powiedziałem, że chcę zrobić o nim projekt. Pracowaliśmy razem prawie przez 2 lata. Wiedziałem jakiego rodzaju lokacji i zdjęć potrzebuję. Fotografowaliśmy w Krakowie na Zakrzówku, w Egipcie, w RPA, w Norwegii na Lofotach. Szukaliśmy psychologicznego portretowego ujęcia, nie interesowała nas fotografia sportowa. Emocja i psychologia wokół tematu głębi, trochę podświadomości. Ciekawe rzeczy dzieją się, wg różnych relacji free diverów, poniżej 70 m zanurzenia w czasie narkozy azotowej. Nawet Mateusz, który ma bardzo techniczny i inżynieryjny umysł mówi o narkozie azotowej, że to jest dotknięcie najgłębszych podkładów podświadomości lęków człowieka, wyobrażeniach o granicach. To było fascynujące i myślę, że szukaliśmy tej odpowiedzi w zdjęciach.

radek-polak
106 meters. To that depth Matt dove when gaining the vice-championship of the world in 2011. Chapmans Peak, South Africa.

Kiedy uznajesz, że skończyłeś dany projekt?
To dobre pytanie, ale nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Tak najprościej mówiąc to wtedy, kiedy mogę zrobić sobie edycję 20-25 super siedzących fot ze sobą. Są też takie projekty jak książka, gdzie wiadomo – z 25 zdjęć nie zrobimy.
Powiem Ci szczerze, że nie wiem! Mam wrażenie, że te projekty nigdy nie są skończone (śmiech). To pułapka perfekcjonizmu lub wysokich oczekiwań wobec siebie. Czasem ktoś zewnątrz mi powie, że już dosyć. Dlatego potrzebuję pracować z edytorem.

Selekcję robisz na bieżąco?
Tak, etapami.

Możesz podać ile padło klatek, choćby w serii z Mateuszem?
Wszystkie własne projekty robię wielkim albo średnim formatem, więc tych klatek nie jest tak dużo. Myślę, że powstało 60-70 klatek.
Przy tym projekcie pracowaliśmy z Mają tak, że rysowaliśmy storyboard. Czasem jakiś wyjazd, sesja jest częścią dokumentacji. Na jej podstawie rysowaliśmy storyboard i potem go realizujemy. Tak było w przypadku tej sesji.

radek-polak
Cold is not an issue, the depth is. Matt Malina – vice-champion of the world in free-diving. Cracow, Poland. Quarries Zakrzowek.

Jak podchodzisz do obróbki, bo zauważyłem ciekawą rzecz. Jeszcze raz przytaczając przykład tej sesji o nurkowaniu – jest ona obrobiona w niebieskawych, zimnych tonacjach, które świetnie nawiązują do tematu wody i głębi.
Nad tą kolorystyką pracowaliśmy wspólnie z Majką. Większość rzeczy powstała na slajdach w tym projekcie. Ta kolorystyka siłą rzeczy jest związana z tematem. Z kolei przy serii o Pankisi to szukaliśmy rudawej i zgniłej kolorystyki, bardziej kojarzącej się z militarnym klimatem, surowym, czymś monochromatycznym, a jednak kolorowym. Kolor i ton serii, spójność jest dla mnie dosyć ważna.

Nie oglądałeś innych fotografów, a szczególnie portrecistów. Czy to wg Ciebie klucz do tego, by swój styl kreować?
Myślę, że na jakimś etapie tak. Odnosisz się do mojej wypowiedzi, mówiącej o okresie mojego wzrostu fotograficznego. Mówię tutaj o tym wzroście znaczącym. Wtedy faktycznie nie oglądałem zbyt dużo fotografów. Teraz jest inaczej, bo mam styl wykrystalizowany, wiem co mi się podoba i jak pracuję. Teraz chętnie oglądam inspiracje, zresztą Majka jest w tym świetna, bo jest dobrym internetowym grzebaczem. Analizujemy sposób myślenia innych fotografów. Na tym etapie swojej drogi jestem na to gotowy. To trochę mapowanie innych autorów. Nie jest dla mnie już zagrożeniem dla mojego plastycznego rozwoju. Gdybym zaczął to robić mając lat 20, to nie dotarłbym do swojego miejsca.

Powiedz coś o „Gruzińskim smaku”, czyli książce kulinarnej, do której robiłeś zdjęcia.
To projekt, który wyszedł od mojego przyjaciela Waho. Próbował mnie on namówić na książkę kulinarną, a ja chciałem reportaż. Wymyśliliśmy taki patent, że struktura książki kulinarnej jest pretekstem do tego, by opowiedzieć o ludziach, kulturze, żeby wejść głębiej. Waho mnie nauczył takiego podejścia i otworzył mi oczy, że na potrawę, którą mamy na stole, możemy patrzeć jak archeolog patrzy na ruiny. Można czytać w niej kulturowe wpływy sprzed lat, a kuchnia gruzińska ma ich bardzo wiele.
Waho napisał świetne teksty, ja zrobiłem przepiękne zdjęcia (śmiech). Te trzy warstwy: tekstową, archeologiczną i fotograficzną staraliśmy się znaleźć jak najwięcej punktów stycznych. Z tych punktów utkać tkankę tej książki. To kulinarna podróż przez Gruzję – tak powiedział Marcin Meller o tej książce.

radek-polak

Radku, coś o Twoich warsztatach…
To są warsztaty dla ludzi, którzy chcą fotografię traktować jako narzędzie poznawania drugiego siebie, świata. Na pewno nie są to warsztaty dla kogoś, kto chce robić fotografię podróżniczą czyli szybko, dużo, atrakcyjnie. Zapraszam małe grupki ludzi do 8 osób, bo uważam, że to grupa, która może wejść bezinwazyjnie do jakiejś społeczności. Te grupki zapraszam do mikroświatów, mikrospołeczności, które ja dla siebie fotograficznie odkryłem, jak np. to Pankisi. To najciekawsze miejsce w Gruzji, praktycznie bez turystów. Nie jest łatwo tam wejść, bo to zamknięta społeczność. Te warsztaty są raz do roku.
Raz do roku robię również warsztaty na półwyspie Synaj wśród beduinów. Znam świetnie te społeczności. Żyjemy z nimi, wchodzimy w relację, poznajemy kulturę.
Trzecie miejsca to znowu Gruzja, w gruzińską Wielkanoc czyli tydzień po naszej, w jednej z wiosek odbywa się święto połączone z niesamowitą rytualną grą, która nazywa się Lelo Burti. Wyobraź sobie rugby, w które gra naraz 800 osób, a piłka jest jedna. A terenem gry jest cala wioska. To jest odjazd. Wygląda to jak w komiksach, kiedy unosi się skłębiona masa ludzi przez domostwa, podwórka itd. zostawiając za sobą zniszczenie. Nie jest to niebezpieczne i agresywne, to rytualna gra.
Zaraz po Lelo Burti jedziemy do Batumi i tam fotografujemy moich zaprzyjaźnionych gruzińskich tancerzy, więc niesamowicie dynamiczne i piękne zdjęcia.
Trzy razy w roku więc wyjeżdżam i zabieram ludzi w swoje miejscowe perełki fotograficzne. W Polsce również robię warsztaty ok. 3 razy w roku i generalnie są bardzo mocno skupione na przełamywaniu barier w portrecie. Na jedne z tych warsztatów zaprosiłem coacha – moją żonę, która jest także psychologiem. Uważam, że ludzie mają największy problem nie z techniką, ale z przełamaniem bariery kontaktu z drugim człowiekiem, stąd ten pomysł na zaproszenie coacha.

Masz jakąś poradę fotograficzną?
Fotografowanie nie polega wcale na łapaniu atrakcyjnych zdjęć. Wbrew pozorom to nie jest cel. Tych celów może okazać się znacznie więcej i to ciekawszych i ważniejszych pod tym wszystkim. Zawsze powtarzałem, że fotografia to moja droga Samuraja, czyli droga rozwijania siebie.
Jaka rada? Konkretnej chyba nie mam poza tą, byście nie byli krytyczni w stosunku do siebie. Cieszcie się tym i bawcie. Uważam, że dziwnie nas wychowano, że krytykowanie innych jest uznawane za wyraz troski, a siebie samego za wyraz profesjonalizmu. Tak nie jest, bo ta krytyka zabija i zabiera radość, spowalniając rozwój. Oto rada wujka Radka.

Jakie marzenie fotograficzne ma Radek Polak?
Chcę skończyć projekt o ojcach i synach, a także zacząć projekt o prześladowanych chrześcijanach. Research zrobiony i dla mnie jest to fascynujące, że w Europie chrześcijaństwo jest w regresie i wszyscy odchodzą od wiary i po prostu zostawiają to, a w świecie realnie zagrożonym konfliktami, jak świat Islamu – Syria, Pakistan, Afganistan, Iran – to świat, w którym aktualnie jest najwięcej nawróceń na chrześcijanizm, gdzie konsekwencje są najdroższe, łącznie z karą śmierci. Niesamowite, nie? Europa, która ma wygodnie i bezpiecznie, zostawia tą wiarę jak niepotrzebną siatkę na zakupy, a inny świat sięga po tą wiarę pomimo możliwości stracenia życia. O tym chcę zrobić projekt.

To uważaj na siebie podczas tego projektu i życzę skończenie projektu „System of fathers”. Dzięki za rozmowę!
Dziękuję bardzo.

radek-polak