#29 – Bartłomiej Jurecki

22 sierpnia 2019, Author: Szymon Kasolik

Bartłomiej Jurecki – w połowie góral, zakochany w reportażu,  autor sesji „Twardy jak Skała. Silna jak Halny” – to słynne portrety polskich Górali. W swoich reportażach porusza tematy trudne: trzęsienie ziemi i epidemia cholery na Haiti, stan wojenny w Egipcie. Po traumatycznej przygodzie w Kairze omija jednak tereny wojenne, jednak jak sam mówi: podobną adrenalinę czuje podczas fotografowania… niedźwiedzi.

W rozmowie m.in. o:

O porwaniu reporterów w Kairze | O tym co, a czego nie widzimy w telewizji | O fotografowaniu niedźwiedzi | Jak powstały portrety polskich górali?


Poczęstuj się linkiem:

www: jurecki.com

instagram: bartlomiejjurecki

facebook: Bartłomiej Jurecki


Wpadnij na grupę na Facebooku:  Fotograficznie Rzecz Biorąc

Jak i gdzie słuchać podcastu?

Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na

Youtube | iTunes | Spotify |

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk

Kogo chcesz usłyszeć w kolejnym odcinku? Napisz!


Cześć Bartku!

Dzień dobry, kłaniam się!

Tak długo umawialiśmy się na rozmowę, że mam cały czas obawę, że coś nam ją zaraz przerwie…

Jak jakiś śmigłowiec nadleci i zostanę szybko wezwany do pracy to będę musiał skończyć (Bartek jest wzywany do dokumentowania poważniejszych akcji ratunkowych w Tatrach), ale na pewno kiedyś dokończymy. (śmiech) Dużo się u nas dzieje na Podhalu.

Gdzieś wyczytałem, że pierwsze zdjęcia zrobiłeś na stadionie podczas meczu Wisły Kraków, ale bardziej interesowały Cię zamieszki, a nie piłkarze.

Fotografowałem też piłkarzy! 20 lat temu były inne warunki na stadionach niż teraz, nie było wielkich trybun i było łatwiej przedostać się na murawę.

Zacząłem fotografować w dość wczesnym wieku, bo mój tata wydaje gazetę więc miałem akredytację prasową. Fotografowałem tam mecze, ale interesowały mnie też zdjęcia kibiców podczas zadym z policją. Nie wiedziałem, jak się zachowywać jako fotoreporter w takich warunkach, więc poszedłem na żywioł, fotografując zarówno między policją, jak i kibicami. W dzisiejszych czasach już bym takiej swobody ruchu nie miał, bo obecni kibice podczas zadymy potraktowaliby mnie tak samo jak policję.

Ale wtedy poczułem się jak ryba w wodzie i tak mi zostało do dzisiaj.

portrety-polskich-gorali

To był początek Twojej kariery. Miałeś wtedy 15 lat…

Tak, pamiętam miny fotografów, którzy pracowali wtedy ze mną na stadionie. Wysyłali mnie do domu i nie wiedzieli, jak się tam znalazłem. Wielu z nich też odradzało mi drogę fotografa.

15 lat i fotografujesz mecz Wisły, a kiedy złapałeś za aparat?

Niedużo wcześniej. Tata miał zawsze aparat przy sobie, więc przy różnych okazjach podkradałem mu ten aparat. I tak się zaczęło. Już wtedy wiedziałem, ze ta moją pasją i pracą będzie fotografia.

Zajmujesz się głównie reportażem, przyrodą, sportem i życiem codziennym. Jak odkrywałeś te kategorie?

Koncentruje się na kategoriach czysto reporterskich. Nie fotografuje niczego poza tym, chyba, że na studiach, na których byłem 7 lat. Lubię pracować na ulicy, w miejscach, gdzie otacza mnie przyroda. Jak wyjdę na zewnątrz z domu, to tych tematów fotograficznych mam wszędzie mnóstwo. Przejdę przez całą ulicę i wyląduje w lesie i te kategorie zmieniają mi się z każdym krokiem.

Fotografuję ostatnio portret studyjny, ale bardziej w formie reporterskiej.

Masz na myśli pewnie Twoje portrety polskich górali czyli serię „Twardy jak Skała. Silna jak halny”?

Tak, dokładnie.

Wszystkie te dziedziny, których dotykasz łączą się ze sobą?

Oczywiście.

W późniejszym etapie naszej rozmowy miałem Cię spytać czym się inspirujesz, ale widzę, że nie potrzeba Ci wiele…

(śmiech) Inspiruję się życiem – ale to dość proste. Na co dzień oglądam dużo zdjęć profesjonalnych, wrzucanych na strony na całym świecie. Przeglądam wybór edytorów, zrobiłem sobie z tego nawyk. Nie chcę się inspirować tylko jednym fotografem, ale staram się oglądać dużo zdjęć i to mi bardzo ułatwia przy selekcji swoich zdjęć. Szukam wtedy tego jednego wytrwale i ze spokojem. Nie mam przy tym napinki.

portrety-polskich-gorali

Wydajesz mi się człowiekiem, który nie rozstaje się nigdy z aparatem. Nawet jak byłeś na wakacjach, to coś tam wrzucałeś na social media.

To jest tak, jakbym miał się rozstać ze swoją miłością na chwilę. Swoją żonę traktuję oczywiście jako nr 1! Wyobraź sobie, że masz miłość i podczas urlopu stwierdzasz, że nie chcesz z nią być bo musisz sobie odpocząć. Nie ma czegoś takiego! Raczej każdą wolną chwilę też chcesz z nią spędzać. Jak można odstawiać miłość podczas urlopu? Ubolewam nad fotografami, którzy pracują w zawodzie i robią sobie wolne podczas wakacji i nie biorą nawet aparatu. Traktuję fotografię jako czystą miłość i nie wyobrażam sobie wolnego bez aparatu.

Czyli przez te wszystkie lata nie miałeś kryzysu fotograficznego?

Nie. Miałem kryzysy osobiste, ale nie fotograficzne. Aparat i fotografia była ze mną zawsze. Jeśli masz rodzinę, to ona jest z Tobą na dobre i na złe. Tak samo jest z fotografią.

Podoba mi się jak mówisz o fotografii bardzo osobowo.

Ta nasza fotografia jest częścią sztuki, a sztuka sama w sobie budzi emocje.

Gdybym chciał zrobić podcast o Twoich nagrodach, to musiałby trwać kilka godzin. Dlatego zapytam tylko o to, jakie one mają dla Ciebie znaczenie?

Ciężkie pytanie… Nie zastanawiałem się nad tym. Dają mi na pewno spełnienie. Jest to dowód na to, że robię dobrze to, co kocham. To powód do dumy.

Najważniejszą opinią po publikacji moich zdjęć jest opinia ludzi, którzy nie mają z fotografią nic wspólnego. Cieszę się, jak się podoba większości.

Wspomnieliśmy o serii „Twardy jak skała. Silna jak halny”. To portrety mieszkańców gór, okraszone solidnym tekstem reporterskim.

Tak, teksty pisze łącznie 7 dziennikarzy „Tygodnika Podhalańskiego”. To osoby, które 2 lata ze mną współpracują. To niezawodne osoby.

portrety-polskich-goraliportrety-polskich-gorali

Napisałeś, że do portretów musiałeś dojrzeć, a to też prywatna seria, bo jesteś w połowie góralem. Jak Ci idzie portretowanie ich, nie jest chyba łatwo…?

Zdjęcia wykonuję w studio. Mam takie przenośne, czasem robię w terenie z agregatem, który tak szumi, że przepędza wszystkie niedźwiedzie na Podhalu (śmiech). Nieraz robię u nich w domach. Rzadko fotografuję u siebie w domu.

Bardzo trudno się ich fotografuje… Na początku myślałem, że łatwo, bo 30 pierwszych zrobiłem bez problemu. Po kolejnych 20 miałem już pod górkę, a po 80 już co trzeci zaczął mi odmawiać. Jest ich coraz mniej. Zdarza się też, że rodzina nie zgadza się na publikację. Usłyszałem kiedyś taki komentarz: „Nie chcę, żeby z mojego dziadka były celebryty”.

Obecnie zrobiłem ponad 110 portretów.

Czy te portrety to szybka piłka czy długi proces?

To zależy od człowieka. Czasem nie rozmawiamy nawet w ogóle, są tylko kiwnięcia głową. Bywają przypadki, że siedzimy po kilka godzin i rozmawiamy. Charaktery górali nie są najłatwiejsze. Wiem coś o tym, bo jestem nim w połowie. Wiele zależy nawet od pogody, czy przyjadę przed halnym czy w trakcie. Jest sporo czynników, od których zależy czy to spotkanie będzie przyjemne czy nie.

Bohaterowie moich zdjęć to osoby starsze, niektóre już maja powyżej 100 lat. Traktuję to w taki sposób, że niestety te nasze spotkania są pierwsze i ostatnie zarazem. Wielu moich bohaterów już umarło przez te 2 lata. Mam ustawiona poprzeczkę więc wysoko, bo wiem, że muszę wykonać ostatnie zdjęcie w ich życiu dobrze.

Planujesz zakończyć jakoś tą serię?

To jest pytanie, które ciągle zadaje mi moja żona, która ze mną jeździ i chyba już ma dość (śmiech). Planuję wydać dwie serię książek o góralach. Pierwszą o panach, a drugą o paniach. Na razie trwają rozmowy z wydawnictwami. Jak tylko wydam książkę, to automatycznie kończę serię, bo uważam, że już tych najbardziej charakterystycznych górali, którzy swoim wyglądem nawiązują do ludzi mieszkających tu lata temu, sfotografowałem.

portrety-polskich-goraliportrety-polskich-gorali

Tematy reportaży, które podejmujesz są często trudne. Tutaj na myśl przychodzi mi trzęsienie ziemi na Haiti. Ale bywa czasem zabawnie, jak np. „Krzywe wieże w Pizie”. Jak znajdujesz tematy?

Bardzo prosto! Jeśli chodzi o trudne tematy, to jeśli pojawia się informacja w telewizji o tym, co dzieje się na świecie, to jest plan, przygotowanie i podróż. Na Haiti byłem dwa razy – najpierw po trzęsieniu ziemi, a potem wybuchła tam epidemia cholery. Mocno się wciągnąłem w ten temat, mieszkańcy Haiti okazali się osobami, których nie należy się bać – w przeciwieństwie do tego, jak pokazywali ich w telewizji. To osoby bardzo wierzące, miłe i pomocne. Mieszkają na terenie, gdzie wiecznie coś się dzieje i nie mogą zaznać spokoju.

Gdy przyjechaliśmy na miejsce okazało się, że nie ma tam już mediów. Na pierwsze miejsce wskoczyły już inne sensacje. Mój przyjazd, jako fotoreportera na Haiti, to cel, żeby pokazać co tam się dzieje. Nagłośnić sprawę mieszkańców jeszcze raz. To główne cele moich wypraw.

Byłem też w Turcji na granicy z Iranem, gdzie było trzęsienie ziemi. Tam była sytuacja inna, bo Turcja jest bogatszym krajem i sobie radzili. Dokumentacja fotograficzna zaraz po trzęsieniach ziemi jest ważna z tego względu, że te zdjęcia docierają do ludzi.

Jesteś kolejny fotografem w podcaście, który mówi o zakłamaniu mediów. Szymon, który spędził dwa tygodnie w obozie uchodźców był świadkiem, gdy reporterzy płacili uchodźcom za robienie zadymy.

To ja Ci powiem inną drastyczną wieść. Na Haiti mieszkaliśmy w dość mocno zdewastowanym hotelu. Byli tam wszyscy dziennikarze. Wyobraź sobie, że wstawali rano i leżeli przy basenie z drinkami, klikali sobie na laptopach. W przeciągu całego dnia wyjechali raz z wynajętym pickupem z haitańczykami z bronią w środku, gdzie przejechali raz dookoła najbardziej zniszczonych miejsc, zrobili kilka zdjęć i wrócili do hotelu, żeby dalej pić i jeść. Zachowywali się jak królowie życia, obsługiwały ich przy tym haitanki donosząc jedzenie i wachlując… To było żałosne. Nie ma w tym prawdziwej reporterki.

Pamiętam też, jak oglądałem wiadomości, która pokazywała to, co się dzieje na Haiti. Dziennikarz przejechał w środku samochodu i mówi do kamery, że tu jest tak niebezpiecznie, że gdy tylko pojawi się biały człowiek to zaraz będą do niego strzelać. Kiedy sobie to oglądasz to myślisz, że faktycznie: to jakiś kraj, który powinien zostać odizolowany od reszty świata. Tymczasem byłem w tym samym miejscu tydzień później i chodziłem między tymi Haitańczykami. Nie czułem żadnego zagrożenia.

portrety-polskich-gorali

portrety-polskich-gorali

Jak się przygotowujesz przed wyjazdem na reportaż? Jak nie zrobić krzywdy skrzywdzonym ludziom?

Szymek u Ciebie wcześniej opowiadał, że na początku ma schowany aparat i rozmawia z ludźmi. To się sprawdza. Widok zwisających z każdej strony aparatów nie wpływa dobrze na odbiór. Robimy z siebie straszących klaunów. Moją metodą jest chowanie tego aparatu. 15 lat temu było trochę inaczej, ten aparat nie straszył tak, jak teraz.

Gdy przyjeżdżam na miejsce, to sprawdzam jaka jest reakcja ludzi na moją obecność. Dopiero wtedy zaczynam fotografować – kiedy widzę, że jest na to pozwolenie i że moje zdjęcia nie zrobią nikomu przykrości.

Miałem dużo momentów, gdy ludzie dziękowali mi, że jestem.

Dobrze się przygotować z każdego miejsca, do którego jedziesz. Mieć sprzęt, który Ci pomoże. Byłem na Węgrzech, gdzie huta aluminium miała wylew szlamu i trzeba było się przygotować, żeby ten szla, nie zrobił krzywdy. Miałem więc na sobie wodery.

Na zadymach, typu manifestacje, to zabierałem okulary ochronne. Można sobie kupić czapeczkę, która jest w rzeczywistości kaskiem. Mam cały sprzęt do różnych sytuacji.

portrety-polskich-gorali

Czyli Twoja żona rzadko śpi spokojnie…

(śmiech) Moja mama też niewiele spała, gdy tata po nocach jeździł po pożarach itp. itd. Niestety taki zawód reportera, że jego rodzina musi być gotowa, że różne sytuacje się zdarzają.

Miałem taką sytuację w Kairze podczas rewolucji, kiedy prezydent zdecydował pozbyć się wszystkich dziennikarzy. Żegnałem się wtedy z życiem. Porwali nas tamtejsi mieszkańcy i przetrzymywali w samochodzie przystawiając broń do głowy i wymachiwali maczetami. Przeciągnęli nas potem w taką wąską dróżkę, tłum ludzi chciał nas wyciągnąć z tego samochodu. Oczywiście zabrali nam sprzęt i pieniądze. Okazało się, że dwóch żołnierzy ich rozgoniło i postanowili, że to oni wezmą sobie nasze rzeczy. Potem nas wywieźli w kolejny punkt, potem do więźniarki, na podwórko, gdzie siedzieliśmy związani z głowami do kolan, potem do opancerzonego wozu. Jakoś wybrnęliśmy z tej sytuacji i wróciliśmy cało do domu.

To ja może zostanę przy fotografowaniu ślubów…

(śmiech) To było już dawno temu… Mieliśmy ze sobą wtedy fotografa ze Szwajcarii – weterana wojennego, który po tej sytuacji miał depresję i przestał mówić.

Chwała Bogu, że żyjemy. Od tamtego czasu odpuściłem sobie tereny wojenne.

Chciałbym, żebyś rozwinął swoje słowa: „Czasem niechęć i strach – to domena reportażu”…

Strach wiąże się w reportażu w innych kategoriach. Np. kiedy fotografuje się niedźwiedzie. Fotografuję je, gdy schodzą do Zakopane od dwóch lat. To niesamowita adrenalina, gdy masz kilka metrów od siebie głodnego niedźwiedzia, który ma za sobą trójkę dzieci. Ten strach powoduje to, że trzeba na siebie uważać, ale ta adrenalinka jest bardzo przyjemna (śmiech).

Ich obserwacja jest niesamowita. Niedźwiedzie są takie, że one się bardziej boją ludzi, niż my ich. One robią swoje i starają się nie wchodzić nam w drogę.

Tatry są takie, że często można spotkać niedźwiedzia twarzą w twarz, ale zawsze podpowiadam, żeby na takich wędrówkach mieć gaz pieprzowy ze sobą, albo po prostu śpiewać coś do siebie, żeby niedźwiedź Cię słyszał. Czasem on siedzi metr od szlaku w krzakach i go nie widzisz. On nawet nie drgnie. To jest ich fenomen. One Cię widzą, znają ale nie zrobią Ci krzywdy, dopóki nie poczują się zagrożone.

Dzięki, teraz będę wiedział na takich wyprawach, że niedźwiedź jest w krzakach metr ode mnie…

(śmiech)

portrety-polskich-gorali

Jakie najbliższe plany?

Mam w głowie kilka projektów, ale nie mogę zdradzać póki co. Planuję też pojechać na zorze polarne, bo jestem od niej uzależniony. Planuję tez podróż przez Szwecję do Norwegii i do Finlandii. Mam jeszcze kilka festiwalów do sfotografowania.

Masz jakieś marzenie fotograficzne?

Poczekaj, znajdę sobie tutaj moje cele, które mam zapisane (śmiech). Marzenia są takie, że ciężko je spełnić. Bardziej stawiam sobie cele, które realizuję. Chciałbym sfotografować takie zjawiska przyrodnicze, których jeszcze nie sfotografowałem, a które się na świecie dzieją.

To jeszcze na koniec porada fotograficzna…

Zawsze powtarzam, że trzeba dbać o swoje zdjęcia. Nie wyrzucać oryginałów, czyli archiwizować je. Uważnie je przeglądać i poświęcać im więcej czasu, a nie robić to niechlujnie.

Sugeruję i polecam również oglądam zdjęcia wybrane przez edytorów.

I fotografować! Nie załamywać się, że wszyscy to robią. Jak coś kogoś interesuje w fotografii i daje odrobinę szczęścia to dlaczego tego nie robić? Robić tego, jak najwięcej!

Warto też robić swoje rzeczy, myśleć ciągle nad projektami i obserwować świat dookoła.

To nawet więcej, niż jedna porada! Dziękuję Ci za poświęcony czas!

Dziękuję bardzo!

portrety-polskich-gorali

Zdjęcia wykorzystano za zgodą autora.