#26 – Portrecista Ekstraordynaryjny (Marcin Wajda)

4 lipca 2019, Author: Szymon Kasolik

Marcin Wajda – to fotograf, kryjący się pod tą tajemniczą i trudną do wymówienia nazwą. Zakochany w klasycznych portretach dawnych gwiazd Hollywood, marzący o sfotografowaniu Angeliny Jolie. Mistrz autoportretów, miłośnik fotografowania pięknych kobiet, inteligentna bestia.

W rozmowie m.in. o:

O tym co blokowało Marcina | O hollywoodzkiej fotografii | O tym skąd ten ciekawy pseudonim


Poczęstuj się linkiem

www: marcinwuu.blogspot.com

Insta: @ekstraordynaryjny

Fb:  Portraitiste Extraordinaire


Jak i gdzie słuchać podcastu?

Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na

Youtube | iTunes | Spotify |

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk

Kogo chcesz usłyszeć w kolejnym odcinku? Napisz!


Dzisiejszy gość straszył mnie przed nagraniem, że bardzo dużo przeklina, więc słuchacie na własną odpowiedzialność! Portrecista ekstraordynaryjny – wykonuje ekstraordynaryjne portrety aparatem fotograficznym, ma też dużo do powiedzenia – nie zawsze niestety do rzeczy. Zaraz sprawdzimy czy faktycznie tak jest… Marcin Wajda, mój dzisiejszy gość. Cześć

Witam!

Jak to masz nie zawsze coś do rzeczy do powiedzenia? To po co ja Cię tu zaprosiłem (śmiech).

Dygresja to moja specjalność! Mój blog w większości składa się z przypisów i dygresji.

Bardzo mnie nurtuje Twoja nazwa, ale może najpierw pytanie rozgrzewkowe czyli co ostatnio fotografowałeś?

Nie co, a kogo! Mam swoją ulubioną znajomą modelkę, ona potrzebowała akurat zdjęć, więc przy okazji zrobiłem sobie też zdjęcia rozrywkowo.

Zaspokój, proszę, teraz moją ciekawość. Portrecista ekstraordynaryjny…

Jest w tej chwili moda na fotografera. Na pewno wiesz o co mi chodzi. Każdy, kto ma aparat fotograficzny robi sobie fanpage Jan Kowalski Photography. Jak zakładałem fanpage, to przyszła mi do głowy myśl, żeby dać niepowtarzalną nazwę. Dla mnie trudne do przyjęcia jest robienie tego, co wszyscy.

Akurat francuskie słowo extraordinaire czyli niezwykły, nietypowy dobrze się tłumaczy na polski.

Na mojej grupie na Facebooku zrobiłem raz ankietę o tym, co ludzie lubią fotografować najbardziej. I Ty pod nią napisałeś, że gdy nie ma człowieka to nie ma sensu naciskać guzika migawki. Dlaczego tak myślisz i jak do tego doszło?

To jest trochę skomplikowane pytanie. Ja fotografuję praktycznie od zawsze, dostałem od ojca zdezelowaną Praktikę i z nią przez długie lata biegałem i robiłem zdjęcia. Fotografowałem dużo na rodzinnych imprezach itd.

Najbardziej mam w głowie wspomnienie wystaw fryzjerskich tamtych czasów, gdzie zawsze były czarno-białe fotosy gwiazd filmowych. Nasierowska albo Poli Raksa… Nie miałem wtedy o nich zielonego pojęcia, ale te zdjęcia wpadły mi w głowę i w oko. Później dużo mi czasu zeszło, żeby ogarnąć, jak się takie zdjęcia robi. Teraz, gdy nie mam człowieka albo kota, to nie chce mi się sięgać po aparat.

Wspominasz o klasycznych portretach, a klasykę w Twoich zdjęciach bardzo mocno czuć. Czy to jest ten kierunek, który Cię zafascynował? Jest XXI w., fotografia się unowocześnia, a Ty dalej jesteś w klasyce…

Ludzie tego nie robią i chyba nie lubią robić, bo patrzeć owszem. Mało kto na naszej scenie fotograficznej to robi. To mnie fascynuje! Gdy uczyłem się kiedyś, jak to się robi, to musiałem przerobić całą klasykę gatunku. W dalszym ciągu na polskiej scenie nie widziałem nikogo, kto mógłby mi pomóc w tej dziedzinie fotografii. Wszystko było robione pod siebie samego.

To jest bardzo istotne. To wszystko, co ja robiłem i co robię, to są fotografie pode mnie samego. One mają się mnie podobać. Nie pod trend czy styl fotografii, który króluje obecnie.

Do wszystkiego dochodziłeś zatem sam…

Miałem jedną w życiu lekcję fotografii od mojego starego. Dał mi aparat, pokazał na obiektywie skalę głębi ostrości i powiedział: „Jak se ustawisz od tej kreski do tej to będziesz miał wszystko ostre. Jak zrobisz za wolno, to ludzie będą Ci się poruszać, a jak zrobisz za szybko to będziesz miał za mało światła i nic nie będzie widać. Koniec, spadaj, daj mi spokój” – to była cała lekcja, którą dostałem.

Świetne warsztaty! Gdy uczyłeś się tej hollywoodzkiej fotografii, to czy coś Cię inspirowało szczególnie? Coś pomogło?

Przez całe lata 80-te zajmowałem się fotografią jako hobby – nic przemyślanego i godnego uwagi. Dopiero pod koniec lat 90-tych zacząłem myśleć o tym, jak robić zdjęcia i jakie bym chciał. Wymieniłem więc też wtedy aparat na trochę lepszy.

Na polskiej scenie, w polskiej prasie i książkach nie było słowa o tym, jak się robi zdjęcia w stylu lat 40 – tych. To nie był też czas internetu, jak dziś. Przez długi czas szedłem po podstawowych tutorialach i pamiętam, że zawsze pisali o tym, żeby mieć softbox czy beauty disha. Strasznie się tego długo trzymałem, aż do cyfry praktycznie! I przez cały ten czas się dziwiłem, dlaczego moje zdjęcia nie chcą wyglądać, jak fotografów z tamtych lat.

I dopiero miałem moment oświecenia. Przyszła do nas dziewczyna na zdjęcia i kolega który robił wtedy u mnie z asystenta, tzw. małpę oświetleniową, powiedział: „Słuchaj, nie zakładaj mi tego softa, ja sobie zrobię jedno zdjęcie z gołą żarówką i zobaczymy jak wyjdzie”. I pstryknął to zdjęcie, ja na nie popatrzyłem i to było to! Goła żarówka! Kto w ogóle dzisiaj robi zdjęcia bez zmiękczania? Nie ma takich ludzi!

To, co chcę Ci teraz powiedzieć to to, że byłem zablokowany przez innych ludzi. Nie przez siebie, nie przez to, że myślałem o tym, jak zrobić to zdjęcie tylko przez to, że patrzyłem jak inni robią zdjęcia. Za bardzo się kierowałem tym, co inni robią, nie myśląc o tym, że oni robią rzeczy, które chcą zrobić pod swój efekt, a nie ten, który ja chce osiągnąć.

To są bardzo ważne słowa…

To jest podstawa do nauczenia się tego, czego ludzie nie robią: trzeba robić coś innego, niż oni. Jak będziesz robił to samo co inni, to będziesz miał ten sam efekt.

Popatrz teraz z perspektywy czasu, bo fajne jest to, że zaczynałeś w czasach, gdzie nie było takiego dostępu do wiedzy. Możesz porównać czy wtedy było trudniej nauczyć się robić zdjęcia czy dziś?

To są dwie rzeczy: czy łatwiej nauczyć się jest teraz fotografować? Tak. Youtube, grupy na Facebooku… Natomiast dotrzeć do ludzi z tym, co robisz jest milion razy trudniej. Jest kolosalna konkurencja, nawet nie pod względem komercyjnym.

Jest milion fotografów, którzy potrafią zrobić dobre zdjęcie. Zwłaszcza w portrecie, gdzie bardzo często główną rolę odgrywa model, a nie Ty. Robisz zdjęcie fajnej laski i zepsuć takie zdjęcie jest kolosalnie trudno. Jeśli masz opanowane podstawy, to nie zepsujesz tego.

Pracujesz głównie w studio…

Ostatnio troszkę więcej w plenerze, ale generalnie studio to mój dom faktycznie.

Do tego pracujesz głównie analogowo…

Moim końcowym efektem jest zdjęcie z analoga, ale cyfrę traktuję, jak polaroida. Kiedyś się go traktowało, jako testowe zdjęcia, żeby sprawdzić światło itd. Jak wszystko gra, to przechodzę do analoga.

Sam też wywołujesz?

Nie, moje czasy laboratoryjne są dla mnie zamknięte. Nie traktuję procesu fotografowania, jako bardzo istotny tak jak efekt. Niektórzy analogowcy uwielbiają grzebać się w tej chemii itd. Mnie to zawsze okropnie nudziło. Zawsze chciałem jak najszybciej zobaczyć efekt. Dlatego jak przyszła cyfra to było dla mnie coś niesamowitego.

Fajnie, że się do tego przyznajesz.

Tak, jest taki mocny snobizm analogowy. Ludzie się chyba dzielą na tych, których interesuje ten workflow i tych, których interesuje efekt końcowy. Analog dla mnie jest ważną rzeczą z powodów praktycznych. Po pierwsze mam super małą głębię ostrości przy świetle błyskowym, co nie jest takie proste. Po drugie mam możliwość robienia tiltów i shiftów, które są dla mnie w portrecie super istotne.

Zazwyczaj Twoja forma kadrowania jest podobna. Tło jest z reguły gładkie i to wszystko Oczywiście, to nie jest zarzut. Wydaje mi się, że taka fotografia jest szalenie trudna…

Mam obraz kadru w głowie na początku. Wymuszam go na modelce. Nie lubię spontanicznych akcji, że ona się wygina, a ja strzelam serię. Ustawiam ją z dokładnością do milimetra, co zresztą jest konieczne przy takiej głębi ostrości.

To wszystko musi się złożyć w całość, dlatego te kadry są takie stateczne, bo one muszą być takie. Muszę mieć twarz we właściwym świetle, kadrze. To oczywiście wiele z tego wychodzi w trakcie sesji. Rozmawiamy, a ja cały czas się patrzę. Niby śledzimy rozmowę, która się toczy, ale tak ciągle patrzę jak ona wygląda pod różnymi kątami, w różnym świetle. Jestem totalnym kontrolerem w trakcie sesji.

Mówiłeś, że masz kadr w głowie. Kiedy się tam pojawia to widzisz też modelkę, którą chciałbyś na tym zdjęciu?

Nie, nie. Odwrotnie, kadr mam w głowie, gdy widzę modelkę.

Przed samą sesję nie masz wizji?

Widziałeś moje portrety, one są dosyć jednolite w swoim stylu. Zawsze mogę zrobić zdjęcie mniej więcej takie samo i zrobić coś fajnego. Jestem też fetyszystą ramienia, zawsze muszę mieć je na zdjęciu.

W trakcie sesji wychodzą mi też inne obrazy. Lubię powtarzać sesję, lubię wracać do tych samych modelek, wtedy opada ten proces powstawania jej wyglądu i bryły.

Fotografujesz też facetów. Piszesz nawet, że fotografuje się ich dużo łatwiej. Zgadzam się z Tobą, ale rozwiń, proszę, tą myśl.

Jestem tradycjonalistą w sensie obrazu mężczyzny i kobiety. Dla mnie kobieta musi być piękna, a facet silny. Siłę, niekoniecznie fizyczną, ale charakter. Facetowi wystarczy, że się zmarszczy, zrobisz go w ostrym świetle, dasz mu papierosa i temat zamknięty. Prosta rzecz do zrobienia.

Nie umiem robić za to zdjęć biznesowych!

Pogadajmy trochę o Twoich autoportretach bo jesteś w nich naprawdę dobry! Pod jednym z nich piszesz, że trzeba mieć dystans do siebie. Miałeś nawet pomysł na warsztaty na ten temat!

Niestety do nich nie doszło. Dystans jest podstawą, jeśli będziesz traktował się poważnie, to zrobisz sobie zdjęcie biznesowe. Nie chcę urażać ludzi, którzy układają sobie życie z tego typu zleceń, ale nie jest to coś, co chciałbym robić. Nie jest to dla mnie żaden wyznacznik dobrego fotografa, to że potrafisz zrobić dobre zdjęcie biznesowe, mimo że ja nie jestem w stanie tego zrobić.

Natomiast, żeby zrobić sobie autoportret, który będzie coś pokazywał to jest nieproste. Trzeba wyjść z siebie i spojrzeć wokół.

A jak Ci się współpracuje z samym sobą?

Bardzo łatwo! Po prostu wiem, co robię. To idealny sposób współpracy. Nie ma bariery komunikacyjnej.

Jeden z powodów, dla których to robię to nie to, że lubię popisywać i pokazywać jaki jestem fajny i przystojny, tylko to jest świetne ćwiczenie. Patrzę jak światło na mnie działa, to czysty i super trening.

Dużo piszesz pod swoimi zdjęciami i dużo na swoim blogu, chociaż dawno nic tam nie było. Czy to duet? Słowa mają grać ze zdjęciami? Jakie to ma znaczenie?

Lubię gadać! Jestem strasznie gadatliwy i ciężko znaleźć słuchaczy, którzy wytrzymają, więc jeśli ludzie sami przychodzą, otwierają i czytają: to dla mnie idealny słuchacz. Lubię się wygadać.

Pogadajmy trochę o sprzęcie… Jakie masz podejście do tego tematu?

Lubię sprzęt, jak większość facetów. Lubię dobre mechanicznie aparaty. Nie lubię Laici (śmiech). Sprzęt ma znaczenie. W wielu przypadkach sprzęt dyktuje Ci co masz robić i co będzie zrobione. Jeśli mam aparat, w którym mam 3 mm głębię ostrości i manualny fokus, to nie ma opcji, żebym fotografował tym wyścigi rajdowe samochodów. Oczywiście można, bo widziałem i takie rzeczy, ale w życiu bym sam tego nie podjął. Ten aparat na dzień dobry dyktuje, co i jak mogę zrobić.

Jeśli w ogóle rozmawiamy o sprzęcie, to moim podstawowym aparatem jest Fuji GX680. Dosyć egzotyczny aparat, rzadko spotykany w Polsce. Średni format, nietypowy format klatki 6×8. Jego podstawową zaletą jest to, że ma ruchy przedniego standardu czyli tilty i shifty. To jest rzecz, która dla mnie w portrecie ma kolosalne znaczenie.

Jak podchodzisz do obróbki?

To absolutna podstawa. Nie wierzę w tzw. zdjęcia prosto z puszki. To jest dla mnie mitologia. Ludzie robią i czerpią z tego dużą satysfakcję, trzeba im na to pozwolić. Jest to jakiś skill. Trzeba to jednak ogarnąć, ale bez tego sznytu wykańczającego w Psie – nie wyobrażam sobie bez tego fotografowania.

Jeśli robisz coś, co uważasz, że czyni Cię wyjątkowym na tle innych ludzi, to jesteś z tego dumny. To normalna ludzka reakcja. Skoro jesteś dumny, to chciałbyś żeby inni ludzie też to docenili, ale inni to docenią, kiedy mają ten sam system moralnych wartości. Jeśli czerpiesz wartość moralną z tego, że jesteś w stanie zrobić dobre zdjęcie prosto z aparatu, to musisz innych nawrócić na ten sam sposób myślenia. Nie możesz tego zrobić z pierwszym lepszym człowiekiem, który nie wie o co chodzi. Musisz wytłumaczyć, że inni robią w PSsie i są tępe dzidy, a Ty robisz to natychmiast. Automatycznie wychodzisz tutaj na kutasa i koniec.

Marcin, masz może sposób na to, żeby ciągle mieć chęć do fotografowania?

Nie ma sposobu na coś takiego. To rzecz, którą albo się ma albo nie. Jest moment wypalenia. Znam wielu fotografów, którym się już nie chce. Przeszli swoją fazę fascynacji tymi rzeczami. Znam tez takich, którzy robią latami i ciągle to czują. To chyba indywidualna sprawa. Mnie się chce póki co.

Inspirują mnie piękne kobiety. Mam swój ideał, którym jest Angelina Jolie. Im bardziej kobieta, która jest zbliżona urodą do niej, tymbardziej chce mi się ją fotografować (śmiech).

Masz może jakieś marzenie fotograficzne?

W zasadzie wszystko, co chciałem, to zrobiłem. Ale nie jest to moment, który spowoduje, że zrobiłem już wszystko, to mogę odłożyć aparat i odejść w stronę zachodzącego słońca.

Mam parę rzeczy, których nigdy nie zrobię, bo są niemożliwe fizycznie. Chętnie bym pogadał z którymś z fotografów, których bardzo cenię, ale większość z nich nie żyje. Zrobiłbym sesję Poli Raksie, ale wtedy, gdy była w szczytowej formie. Pogadałbym też z Nasierowską. Miałem taki zamiar, ale umarła.

Marcin, na koniec jakaś porada fotograficzna?

Dwie, dobra? Pierwsza zasada nr 1, podstawowa reguła dobrego portretu. Chcesz mieć piękny portret? Fotografuj piękne kobiety. Ludzie tego nie lubią i nie akceptują.

Dwa: nie słuchaj tego, co Ci mówią ludzie na temat Twoich zdjęć. To brzmi mało intuicyjnie, bo chcemy się uczyć od ludzi i słuchać opinii. Chcemy znać konstruktywne krytyki, chociaż dla mnie to oksymoron. Jedynym sposobem, żeby zrobić coś swojego jest robić coś samemu. Można patrzeć na to, co robią inni, ale tego nie słuchać.

Żaden dobry fotograf nie wchodzi na fora i nie pisze pod Twoim zdjęciem co jest źle i co masz robić. Tam znajdziesz tylko opinie internetowych fachowców. To nie jest rzecz, z której się nauczysz robić zdjęcia. Uczysz się je robić robiąc je, patrząc na nie i widząc co jest na nim nie tak, jak chciałeś żeby było.

Bardzo ważne słowa na koniec… Dziękuję Ci bardzo za rozmowę! Wszystkiego dobrego!

Wzajemnie, dzięki!