#31 – Monika Serek

5 września 2019, Author: Szymon Kasolik

 

Monika Serek – najlepsza fotograf ciążowa i noworodkowa w Polsce. Laureatka wielu nagród, autorka warsztatów i poradników. Absolutna mistrzyni w swoim fachu, od której doświadczenie i siła bije na odległość. Pozytywna, pewna siebie – kobieta, która wie co robi i uczy tego inne kobiety. Swoimi zdjęciami chcę pokazać siłę kobiet i udowodnić, że dźwigną one absolutnie wszystko. Matka dwójki dzieci, królowa biznesu, kobieta petarda,

monika-serek

W rozmowie m.in. o:

Jak sprawić, by kobieta w ciąży wyglądała jak gwiazda filmowa? | Dużo o asertywności w biznesie | O psychologii, o sile kobiet, o tym jak powstało zdjęcie życia Moniki.


Poczęstuj się linkiem:

www: monikaserek.com

Facebook: Monika Serek Photography

Instagram: @monikaserekphotography

Pinterest: monikaserek

Książkę Moniki o której wspominamy w rozmowie możecie kupić tutaj: KLIKNIJ 


Wpadnij na grupę na Facebooku:  Fotograficznie Rzecz Biorąc

Jak i gdzie słuchać podcastu?

Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na  Youtube |iTunes | Spotify |

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk


Dzisiaj moim gościem jest Królowa sesji ciążowych i dziecięcych – Monika Serek. Dzień dobry!

Monika Serek: Dzień dobry!

Powiedz, co ostatnio fotografowałaś?

Oczywiście kobietę w ciąży. Praktycznie robię to kilka razy w tygodniu.

A która z dziedzin fotografii, którymi się zajmujesz jest Ci najbliższa?

Każda z tych dziedzin jest zupełnie inną energią, ale sesje ciążowe są moją ulubioną. Uwielbiam pracować z kobietami i pokazywać ich piękno, uwielbiam ich odwagę w czasie ciąży i to, jaką energią i charyzmą emanują.

W drugiej kolejności kocham sesje noworodkowe, bo jako matko uwielbiam maleństwa i ich zapach. A w kolejce stoją portrety – bardzo lubię portrety dzieci.

Zaczęłaś fotografować wraz z narodzinami Twojej córki. A czy po drodze fotografia przewijała się gdzieś przez Twoje życie?

Kiedy skończyłam studia inżynierskie pojechałam do Wrocławia, gdzie znalazłam pracę. Za pierwszą wypłatę kupiłam sobie Olympusa. Nie wiem dlaczego, fotografii nie było w moim życiu, ale chciałam mieć fajną pamiątkę ze studiów, żeby fotografować siebie i przyjaciół. Każdy mnie z tych zdjęć kojarzył, zawsze miałam aparat, bo jeszcze wtedy nie było tak rozbudowanych telefonów. A w momencie, gdy urodziła się moja córka, to pomyślałam, że mógłby być to fajny sposób na zarobek, chociaż przez pierwszy rok nie za bardzo w to wierzyłam.

Skoro zaczęłaś od sesji noworodkowych, to jak odkryłaś pasję do sesji ciążowych?

Praca z noworodkiem wymaga ogromu cierpliwości i wyciszeniu. Bardzo to lubię, ale praca z kobietą w ciąży to praca na żywym organizmie. Przychodzi do Twojego studia kobieta, która jest w 7-8 miesiącu ciąży, jest trochę zawstydzona sama sobą, nie czuje się komfortowo. Wtedy Ty bierzesz całą odpowiedzialność za sesję na siebie, musisz wziąć ją za rękę i nagle widzisz, jak gdyby na Twoich oczach rozkwitał kwiat. Zawsze mam to skojarzenie.

W trakcie tej sesji stajemy się sobie bardzo bliskie i przechodzimy etap celebracji piękna i to jest niesamowite. Nawet mężowie, którzy przychodzą na sesję mówią do mnie: „Nie wiem Monika co Ty masz w sobie, ale nigdy jeszcze swojej żony takiej nie widziałem. I uwielbiam ją taką, jaka teraz widzę”. A one na to: „Widzisz, mówiłam Ci, że jestem ładna!” (śmiech). Mężczyźni dodają wtedy: „Widzę, ale u Moniki jesteś też odważna, charyzmatyczna i glamour. Chciałbym Cię widzieć taką częściej.”

I to mi się podoba, że oprócz tych zdjęć kobiety, które przychodzą do mnie na sesję, zyskują też wartość dodaną.

Jak sama powiedziałaś, kobiety w ciąży nie zawsze czują się atrakcyjne. Tymczasem u Ciebie na zdjęciach wszystkie wyglądają jak gwiazdy filmowe. Skąd Monika Serek bierze takie modelki? Czy możemy teraz wrócić do pierwszej sesji ciążowej, jak dochodziłaś do takiego stylu, który dziś możesz się popisywać?

Na samym początku nie wiedziałam w ogóle jak to ugryźć. Zaczynałam od sesji rodzinnych, one były dla mnie łatwiejsze, bo wystarczy sfotografować pięknie relacje. W przypadku sesji ciążowych jest trudniej, bo musisz pokazać stan kobiety w piękny sposób, ale musisz pokazać też emocje i więź, która jest między mamą, a dzieckiem w brzuszku. Ciężko to zrobić… Próbowałam metodą prób i błędów, ale zaczęło mi to wychodzić dopiero wtedy, kiedy zrozumiałam, że najważniejszą w tych sesjach jest mama. I to, żeby pokazać cały wachlarz emocji, który przyświeca jej w czasie ciąży. Czasem bardzo delikatne emocje, a czasem górnolotne, typu duma i charyzma.

Ważne jest to, by złapać dobrą energię i relację z mamą. Poświęcić jej chwilę przed sesją i zobaczyć kim ona jest. Zawsze biorę moje klientki za rękę i mówię: „Spokojnie, ja tu jestem po to by wykreować dla Ciebie to, co najpiękniejsze, bo na to piękno zasługujesz. Ty tylko się temu pięknu poddaj. Resztę biorę na siebie”. I one za mną faktycznie idą, ufają mi.

Wspomniałeś też o tym, że mam piękne mamy. Faktycznie, mam! Nie wiem jak to się dzieje. Przychodzą do mnie też takie kobiety, które mijając na ulicy, pewnie nie zwróciłbyś na nie uwagi, ale dbam o to, by pokazać je z innej strony. Lubię nieoczywiste piękno, bo mam wtedy wyzwanie, żeby to piękno wydobyć na powierzchnię.

A myślisz, że mężczyzna fotograf mógłby zrobić tak dobrą sesję ciążową? Wydaje mi się, że kluczem tutaj jest to, że jesteś kobietą i masz dzieci.

Mężczyźnie jest nawet łatwiej. Często wywołuję u swoich mam takie emocje, jak eteryczność, sensualność… Moi kursanci się ze mnie śmieją, bo na warsztatach pokazuję, jak fotografować przyszłą mamę i mówię do niej: ok, kochana, teraz na mnie spójrz, jak na mężczyznę swoich marzeń. Po to, żeby mieć to spojrzenie na zdjęciu. Jestem kobietą, więc jest jej ciężko popatrzeć na mnie w taki sposób. Wydaje mi się, że mężczyźnie jest łatwiej, gdy mówi do swojej modelki, że jest piękna, wspaniała, fotogeniczna – to ona rośnie. Te słowa wypowiedziane przez niego będą dla niej ważniejsze, bo to jest mężczyzna. Każda kobieta, kiedy słyszy męski głos, to z natury pojawia się w niej coś fajnego. Wiesz, jak kobiety ze sobą rozmawiają, jedna drugiej powie: „Pięknie wyglądasz”, a ta druga: „Nie no, przestań! Przytyłam 2kg!” (śmiech).

Dlatego staram się ciągle je komplementować i kiedy zrobię kilka pierwszych kadrów, to zawsze jej pokazuje i one nie wierzą, że to są one. I gdy zobaczą te zdjęcia, to już mi ufają i idą w tą sesję dalej.

Tak bardziej od strony technicznej – ostatnio wylądowałaś w studio. Sama nawet nie sądziłaś, że kochasz studio. Wytłumacz się, co to się podziało, że z plenerów przeniosłaś się do 4 ścian?

Podziało się! Studio, to było dla mnie zawsze największe przekleństwo. Plener daje możliwości, ale co można wykreować w studio?

W pewnym zorientowałam się, że studio wymaga pokory i jest wyzwaniem. W studio wszystko musi być doskonałe. W plenerze możesz sobie pozwolić na niedopatrzenia i nie masz nad wszystkim kontroli. Plener daje możliwość rozproszenia.

W studio mogłam sprawdzić samą siebie i moje wyczucie estetyki. Zaczęło mi się to podobać, bo lubię wyzwania, więc zaczęłam się tym bawić. Męczyłam ten temat mocno. Kocham nadal plener, ale w studio pokazuję to, że moje zdjęcia potrafią być dobre.

Spójrz, jakie to jest trudne: masz tło, modelkę i światło. I co teraz? Jak wykreować z tego magię?

A jak Ci poszło z dogadywaniem się ze sztucznym światłem?

Nie dogadywałam się (śmiech). Mieliśmy bardzo dużo rozmów na ten temat (śmiech). Po pierwsze nie dogadywałam się ze światłem, ale też z Photoshopem! Nie chciało mi się tam nic udać przez to studio. Wychodzę z założenia, że prostota się obroni. Nawet nie chciałam czytać o tym, jakie lampy do studia, co kupować itd. Dlatego, że bałam się, że się zgubię w tym możliwościach. Chciałam użyć jednej lampy, którą używam do sesji noworodkowych, i z niej coś wykreować. Robię to bardzo prosto. Często kursanci się dziwią, że używam tak niewielu środków.

Nie dogadywałam się z tym światłem, ale tylko w momencie, kiedy chciałam „wszystkie sroki złapać za jeden ogon”. W momencie, gdy odpuściłam i postanowiłam wykorzystać tylko jedną lampę, to zaczęłam nadawać z tym światłem na jednej fali. Korzystam więc z jednej, ale z czterech możliwości jej ustawienia – zresztą napisałam o tym w swojej książce apropo fotografi studyjnej.

Jesteś tez prostolinijna w Photoshopie, a powiedz jak się obrabia kobiety w ciąży? Czy trzeba na coś uważać?

Najważniejsze jest, żeby Twoje zdjęcie surowe było bardzo dobre. Różne mamy przychodzą na sesję, każda kobieta jest inna. Moim zadaniem jest pokazać jej atuty jak najlepiej, a gdzieś małe mankamenty schować. Staram się robić to już na etapie sesji. Nie chcę później męczyć się w Photoshopie. Nie używam akcji i presetów. Obróbka jednego zdjęcia zajmuje mi max. 10 minut. Uważam, że ten program jest do tego stworzony, żeby nam pomóc, a nie przeszkadzać. Przestrzegam przed tym, żeby nie spędzać w nim za dużo czasu, bo to doprowadza, że się odkochujemy w zdjęciu. Po godzinie spędzonym nad jednym zdjęciu zaczynamy się zastanawiać, co my w nim widzieliśmy. Trzeba było je skasować! Przez to tracimy często piękne kadry.

Wspomniałaś, że robisz ok 250 zdjęć na jednej sesji, czyli nie trwa ona chyba u Ciebie zbyt długo.

Tak, nie robię tysiąca zdjęć, które są na dodatek takie same. Kiedyś tak robiłam, szlam na sesję i tak mnie ta sesja kręciła, że robiłam tych zdjęć bez opamiętania, a nie zwracałam uwagi na detale, które psuły mi zdjęcie. Nie zwracałam uwagę na jakość, tylko ilość.

Sesja ciążowa musi być spokojna, ale musi być w dobrej atmosferze. Nie możesz przez 4 godziny fotografować mamę i być jeszcze niezdecydowanym. To powoduje u niej wycofanie, zawsze nazywam to syndromem ślimaka, że ona zaczyna się w sobie chować. Nie wolno do tego dopuścić. Dlatego robię to szybko, tak by moje klientki były wręcz nienasycone tą sesją, żeby czuły, że chcą jeszcze. Jeżeli w takiej atmosferze kończę sesję, to wszyscy są zadowoleni.

Twój gatunek fotografii wydaje mi się strasznie ciężki, bo podsumujmy to: przychodzą do Ciebie kobiety, które nie są zadowolone ze swojego wyglądu. Są to kobiety, które nie mają żadnego doświadczenia przed aparatem. Na dodatek masz na to wszystko mało czasu…

(śmiech) Tak jest, ale jesteśmy fotografami, my lubimy wyzwania! Zobacz, że na rynku przodują Ci, którzy je lubią. Fotografia ciążowa nie jest łatwa, ale jest piękna. Słyszę ciągle od moich klientek, jakie są niefotogeniczne. Moja asystentka śmieje i się i zawsze mówi: „Mogę się z wami założyć, że po sesji powiecie, że to było proste i lekkie”. Oczywiście nie wierzą, ale zawsze tak jest.

Powiedz coś o Twoim zdjęciu profilowym fanpage na Facebooku. Jak ono powstało? Strasznie mi się ono podoba.

To zdjęcie ma już dziś 4 lata. Powstało w kilka chwil. Zostałam zaproszona do projektu „Matka karmiąca” – akcji propagującej karmieniem piersią. Mnóstwo fotografek się do tej akcji włączyło. Na samym początku nie miałam pomysłu… Nie było w mojej estetyce zdjęcia mam, które karmią dzieciaczki. Nie wygląda to tak bardzo emocjonalnie, a ja lubię też niedopowiedzenia. Dwa dni debatowałam nad pomysłem, aż któregoś dnia pomyślałam tak: karmienie piersią jest naturalne i jest od zawsze. A co było pierwsze? Jajko było pierwsze. Jak jajko, to gniazdo i pomyślałam, że spróbuję to połączyć, czyli gniazdo – jako symbol, że coś z niego powstaje i tą najbardziej naturalną rzecz w świecie, czyli karmienie piersią.

Zadzwoniłam wtedy o 9 rano do mojej klientki. Pytam, czy jeszcze karmi piersią? Odpowiedziała, że tak, więc zaprosiłam ją na chwilę na projekt. Pojechaliśmy z dziećmi i moją asystentką do lasu. Było zimno i padał deszcz. Znalazłam w nim złamane drzewo, więc od razu wymyśliłam, że mogłabym na tym drzewie stanąć i robić zdjęcia z góry. Zaczęliśmy więc budować gniazdo – byliśmy umorusani, ale zrobiliśmy to w dwie godziny. Moje dzieci obrywały cały mech ze skał, żeby wypełnić gniazdo. Przyjechała klientka, ubrałam ją, otuliłam jej maleństwo materiałem podobnym do sukni. Niestety Staś musiał przyjechać bardzo głodny, szkoda nam go było! (śmiech). Położyli się i to trwało sekundę – weszłam na drzewo, użyłam do tego szerokiego obiektywu, wystawiłam rękę i nie wiedziałam, co robię. Zrobiłam dosłownie 4 kadry i powiedziałam: ok, mamy to.

Najlepsze zdjęcia powstają w momencie, gdy masz wizję. Zacznij robić, zanim zaczniesz się bać – nawet, jak najgłupsza wizja przychodzi Ci do głowy, idź i zrób to, bo może okazać się, że to będzie Twoje zdjęcie życia.

Byłem przekonany, że to gniazdo jest Photoshopem…

Nie (śmiech). Kiedy to zdjęcie wygrało konkurs, ludzie pisali do mnie, czy mogę odsprzedać tą nakładkę w Photoshopie, bo też takie chcą.

Nie lubię manipulacji graficznych w swoich zdjęciach, ale lubię się umorusać bo jest ogromna satysfakcja. Drugi raz tak byś tego gniazda nie ustawił – wiesz, że jest tu i teraz.

Czy w przypadku sesji dziecięcych, noworodkowych – czy da się nauczyć podejścia do dzieci?

Na pewno stworzone są do tego osoby, które chcą się w tym doskonalić. Trzeba umieć też troszkę aktorzyć – te małe dzieciaczki czują wszystko, co się wokół w nich dzieje. Jeżeli nie potrafisz w sobie wyłączyć emocji, życia codziennego to one to wyczują i nie poddadzą się Tobie. Dzidziusiowi trzeba dawać tylko dobro.

Na początku też myślałam, że się do tego nadaje. Do dziś pamiętam sesję, którą robiłam 7 godzin – była ona linczem na mnie i na rodzicach. Wtedy myślałam, że to jest po prostu niemożliwe. Zaczęłam się w końcu przypatrywać temu, jak się zachowuję podczas sesji i jak przygotowuje dzieci do niej. I to był błąd. Sesja noworodkowa nie jest dla każdego rodzica i dzidziusia. Jeżeli ktoś ją chce, to do tego dnia trzeba się konkretnie przygotować. Dobrze przygotowani rodzice, to 90% powodzenia Twojej sesji.

Ja teraz już wiem, z jakimi emocjami podchodzić do dzieci i że cierpliwość jest tym, co Cię uratuje. Cierpliwość i zdolność do tworzenia fajnej relacji z rodzicami, polegająca na tym, że rodzice nie koncentrują się na tym, co robisz. Mama może odczuć dyskomfort, jeżeli widzi jak dotykasz jej dziecko i jeżeli mama jest zbyt blisko dziecka, to jemu się to udziela i dziecko – możesz mi wierzyć – od razu otwiera oczy. Więź między mamą, a dzidziusiem jest wielka. Dlatego zawsze mówię: Spokojnie kochana, ja tutaj jestem. Też mam dwójkę dzieci, mam doświadczenie. Jestem tu po to, by stworzyć coś, co będzie dla Was najpiękniejsze. Pozwól mi w tym, a kiedy będę potrzebowała Twojej pomocy to o nią poproszę. A teraz sobie odpoczywaj, pobądź z mężem, poprzytulaj się.

Zawsze mówię, że moment sesji noworodkowej to czas celebracji największego cudu na świecie, ale też moment, kiedy rodzice mają czas dla siebie, bo to ja nim teraz się zajmuje.

Jeżeli świadomie to poprowadzisz i dobrze się przygotujesz, to nie ma możliwości, że coś się nie uda.

A co z fotografią trochę starszych dzieci? Tych mądrzejszych?

(śmiech) Mądrzejszych, wygadanych. Ze starszymi, jeśli chodzi o takie fine art portrety, to pracuję mi się bardzo dobrze z dziećmi. Zawsze jestem ciocią Moniką. Mam łatwą zdolność do tego, by zniżać się do poziomu dzieci. Te dzieci nie chcą wychodzić ode mnie ze studia, bo poświęcam im 100% uwagi, ale są też takie, które muszę trochę oszukać. Są to dzieci, które przychodzą już na wstępie z wbudowanym gdzieś w głowie „NIE”. Cokolwiek im powiesz, odpowiedź będzie ta sama. Z reguły bawię się z nimi na zasadzie robienia zawodów. Mam ze sobą jabłka albo piłeczki. Rzucamy patykami, robimy zawody, kto wygrywa. Jeżeli ja, to pozwalają zrobić mi parę zdjęć. A jeżeli oni, to robię to, co one ode mnie chcą. Skaczę, udaję żabkę, pieska (śmiech). Wtedy wszyscy jesteśmy wygrani.

Jest tylko jedna ważna zasada. Nigdy nie fotografuję dzieci przy rodzicach. To może wydawać się dziwne. To musi tak wyglądać, bo zależy mi na dobrych portretach dziecka, a nie zrobię ich w momencie, gdy rodzice są blisko, bo dziecko czuje, że rodzicom bardzo zależy na tej sesji. Nieraz zdarzają się mamy, którym tak bardzo zależy, że mówią np. „ Franuś, uśmiechnij się, ale tak naturalnie!” I dziecko gubi tą naturalność w ciągu sekundy. Mama nie chce źle, ale dziecko odczytuje to inaczej. Obowiązkiem rodziców na sesji nie jest zabawianie ich dziecka, od tego jestem ja i ja biorę za to odpowiedzialność.

Staram się więc na sesji odejść 5 metrów od rodziców i wykonać fajne portrety. Dziecko, które od początku będzie przy rodzicach na sesji poczuje się bardzo pewnie i zacznie bzikować. Nie da Ci złapać odpowiedniego momentu. A tak to, przez te 15 minut, gdy fotografuję je sama, to ono czuje lekki dystans. Z jednej strony ta pani, która tu ze mną jest jest fajna, ale nie będę za bardzo bzikował, bo nie znam jej do końca – to jest świetne.

Rodzice są później w szoku jak ja to ogarnęłam, bo próbowali robić w domu parę portretów swojemu dziecku i nigdy im się nie udaje.

Jak tak słucham Cię już prawie godzinę, to stwierdzam, że w Twojej dziedzinie fotografii trzeba być też bardzo asertywnym i pewnym siebie. Czy to cecha nabyta?

Chciałabym się z tym urodzić (śmiech). Zaoszczędziłoby mi to wielu stresów, jednak nie przyszło mi łatwo. Jestem dzieckiem wypielęgnowanym w latach 80-tych, kiedy tej asertywności było bardzo mało. Byliśmy chowani na zasadzie nie odzywania się i przyjmowania tego, co nam życie daje. W momencie, gdy otworzyłam własną firmę zdałam sobie sprawę z tego, że gdy staram się być miła i ok, to nie każdy widzi to, tak jak ja. Czasem można otworzyć furtkę możliwości za daleko i niestety spotkać się ze złymi konsekwencjami, że można poczuć się wykorzystanym przez klienta. To problem wielu fotografów, że nie mówią czego by chcieli, jak ich biznes powinien być prowadzony, co do oczekiwań do sesji, bo mają do tego prawo. To błąd, że dają sobie narzucać przez klientów. Wiem, jak moje koleżanki po fachu mi mówią, że czują się wykorzystane, bo np. klient gniecie o zdjęcie, żeby przerobić je podczas 10. Ok, a czy powiedziałaś mu na początku, że takich rzeczy nie robisz? No, nie powiedziałam… No właśnie.

To nie jest tak, że wyjdzie na kogoś niemiłego, bo czasem się mylnie twierdzi, że jak jesteś asertywna to jesteś francą. Tak nie jest! O niektórych rzeczach trzeba mówić głośno.

Na początku swojej drogi bardzo często słyszałam, czy oddaję rawy. Wiadomo, jak na każdego fotografa to działa. Jak płachta na byka. Mam jedno proste zdanie, które mówię: nie udostępniam Państwu rawów, ponieważ tak bardzo cenię Państwa cenne zarobione pieniądze, które wydajecie na tą sesję, moim obowiązkiem jest oddać to, co najlepsze. Czyli zdjęcia top of the top. Nie mam sumienia dać rawów, ponieważ to jedynie płótno do namalowania dla Państwa najpiękniejszych obrazów, a ja sprzedaję obrazy.

Tak przedstawione zdanie jest asertywne, nie ma intencji zranienia kogokolwiek – ale musiałam się tego nauczyć. W zeszłym roku kończyłam Mastera Biznesu Kamili Rowińskiej – z rozwoju osobistego. Ciągle się szkolę w różnych dziedzinach. Asertywność to umiejętność, którą musimy w sobie kształcić małymi kroczkami, ale konsekwentnie. Bardzo często słyszę, że przychodzą do mnie ludzie bo mówią, że krąży opinia, że wiem co robię i nie dam sobie wejść na głowę.

Taki prosty przykład, co do rabatów. Zawsze mówię, że gdyby to zależało ode mnie to bym go udzieliła, ale mam tak dużą odpowiedzialność do pozostałych moich klientów, że nie zrobiłabym tego. Każdego traktuję z tym samym szacunkiem i uznaniem, że nie mogę tego wziąć na siebie.

To jest dość proste, rozsądni ludzie są w stanie to zrozumieć. Asertywność jest do tego stopnia ważna, że ja, jeżdżąc po całym świecie, rzadko kiedy usłyszałam, że ktoś zrezygnował z zawodu fotografa, bo mu zdjęcia nie wychodzą. Rezygnują, bo z ludźmi nie da się pracować. A ja uważam, że to nie ludzie są źli, tylko my nie potrafimy postawić jasnych granic. Musimy powiedzieć: przyjdź do mnie na sesję, ale ja pracuję tak i tak. Albo do mnie przychodzisz i akceptujesz te warunki albo idźmy każdy w swoją stronę.

Niektóry boją się, że nie będą mieć klienta, gdy zaczną mówić NIE. Nieprawda, może nie będziesz mieć tak dużo klientów, ale Ci którzy z Tobą będą dadzą Ci utrzymanie i będziesz szczęśliwa.

monika-serek

„Zdjęcia, tak jak dzieci, zawsze mają coś do powiedzenia” – co zatem chcesz powiedzieć swoimi zdjęciami?

Zależy którymi (śmiech) Moimi zdjęciami chcę oddać hołd kobietom w ciąży. Im jestem starsza tym widzę to bardziej i mocniej. Chcę pokazać światu, że kobiety w ciąży to fundament świata, siły, charyzmy i mądrości. Kiedyś kobiety w ciąży chodziły przykrywane płaszczami do samej ziemi i nie emanowały tym cudem. Dzisiaj chcę to wyciągać na świat dzienny i mówić: jesteś bohaterką, że się na to zdecydowałaś. Ja Cię taką pokażę, niech to świat zobaczy.

Dla mnie to jedno z największych poświeceń, jakie człowiek może zrobić – czyli poświecenie dla drugiego człowieka.

Co tu dużo mówić, kobiety wszystko dźwigną! (śmiech) Więc chciałabym powiedzieć swoimi zdjęciami: dźwigniesz to, kochana!

Czyli sesja u Moniki Serek to też sesja terapeutyczna…

Tak i często to słyszę (śmiech).

Nie da się ukryć, że nasz zawód ma z psychologią wiele wspólnego.

Oczywiście, to jest praca z ludźmi. Sami, prowadząc własny biznes przechodzisz najlepszą terapią dla samego siebie. Odkrywasz w sobie rzeczy, które nie działają i zaczynasz szukać sposobów, żeby to naprawić. Sama widzę po sobie, jak bardzo dużo się we mnie zmieniło i jak wiele chcę w sobie zmienić.

Co Cię inspiruję?

Staram się nie oglądać dużo fotografów, ale oglądam bardzo dużo teledysków i filmów z uwagą na kadry.

Czy Ty masz jakieś marzenie fotograficzne?

Moim marzeniem jest oddać całą moją wiedzę w książki. Chciałabym, żeby to komuś pomogło. Chcę zrobić serię poradników.

Chciałabym oprócz tego zdjęcia w gnieździe, zrobić zdjęcie życia. Takie, które przypieczętuje całą moją twórczość. I wtedy będę mogła z czystym sumieniem zająć się czymś innym, bo uważam że życie jest za krótkie, żeby zajmować się tylko jedną rzeczą. Warto zrobić coś wspaniałego, oddać to innym i zająć się czymś nowym.

Marzy mi się, by zrobić zdjęcie grupowe kobiet w ciąży. Kręci mnie to, bo każda z nich jest inna.

monika-serek

To jeszcze na koniec porada dla fotografów?

Nie oglądajcie się wokół. Nie patrzcie na to, co dzieje się wokół, co robi konkurencja. Załóżcie klapki na oczy i po prostu rób swoje. Jeśli włożysz w to całą miłość i pasję, to to się obroni. Kreuj tylko to i nie daj się ograniczyć temu, co jest na zewnątrz.

To było porada od Moniki Serek i ponad godzina z nią, a jeśli komuś mało, to zapraszamy na warsztaty Moniki. Dziękuję Ci serdecznie!

Dziękuję pięknie!


Zdjęcia wykorzystane za zgodą autorki 

Jeśli podobał Ci się odcinek zostaw coś po sobie: napisz komentarz, daj gwiazdkę na iTunesa. I zobacz koniecznie pozostałe odcinki! 

comments (3)

  • avatar image
    Mocne i dobre :) Jak zrobic sesje noworodka gdy jest się początkującym i nie ma studia a za oknem pada i wieje??

    Ania D.

    9 września 2019 Reply
    • avatar image
      Dzięki! Ania, tutaj zapewne ciężko o dyskusję, jeśli Monika Ci nie odpisze, to zawsze możesz odnieść się na naszej grupie facebookowej Fotograficznie rzecz biorąc :)

      Szymon Kasolik

      9 września 2019 Reply
  • avatar image
    Pozostaje dom klineta. Ale to dla mnie ostateczność, bo nigdy nie wiesz jakie warunki zastaniesz ;). Gdy jest się poczatkującym najlepiej wykonać sesję tylko w ujęciach na kocyku. A do tego wystarczy kanapa, okno i kocyk np z jyska 😍

    Monika

    9 września 2019 Reply