#50 – Marta Kowalska

14 maja 2020, Author: Szymon Kasolik

Marta Kowalska – jednym słowem jej fotografię można określić LIFESTYLE. Podróżniczka, która przyznaje, że dopiero niedawno odnalazła swoją fotograficzną drogę, choć jeszcze kilka miesięcy temu była bliska, żeby zostawić fotografię na dobre. Mówi o prawdzie, pogodzeniu się ze samym sobą i zaakceptowaniu, bo zdjęcia to nie tylko ładne obrazki.

marta-kowalska

Marta Kowalska w Internetach:

Insta: @marta_kowalska_fotografia

@marta_kowalska_photography

Fb: Marta Kowalska Fotografia


Wpadnij na grupę na Facebooku:  Fotograficznie Rzecz Biorąc

Zostań Patronem Podcastu!

Dzięki Patronom:

Tom Nice

Jacek Sambafola



Marta Kowalska: Chciałabym pokochać i zaakceptować siebie w 100% bo to pozwoli mi cieszyć się ze zdjęć, które robię

Cześć Marta!

Marta Kowalska: Cześć Szymon!

Jakbyś przedstawiła siebie jako fotografa? Czym się zajmujesz?

Mogłabym się określić, jako fotograf lifestyle. To najbardziej trafne określenie. Mogłabym w tym zawrzeć zarówno portret jak i fotografię z podróży i wnętrza – czyli wszystko to, co lubię.

Mój pracodawca w przerwie na jednym ślubie, który wspólnie fotografowaliśmy powiedział mi ważne słowa. „Jestem bardzo zadowolony z Twojej pracy, ale nie zrobisz już żadnego postępu u mnie. Powinnaś rzucić pracę i zacząć podróżować”. I tak też zrobiłam.


Pandemia pokrzyżowała Ci plany?

Nie, bo w ostatnim czasie bardziej skupiam się na sobie i rozwoju, niż na fotografii. Może zabrzmi to trochę arogancko, ale ten czas w którym jesteśmy, traktuję jako czas wyciszenia i czas dla siebie.

Ale nie zostawiasz fotografii, co?

Jeśli mam być szczera to w sierpniu 2019 byłam bliska tych myśli. Teraz już nie, po ponad pół roku jest dużo lepiej i czuję, że kiedy poznaje siebie i zajmuje się sobą to powoli odzyskuję pasję do fotografii.

To może wrócimy do tego tematu potem… Jak zaczęła się Twoja przygoda w fotografii?

Trwa to już ponad 10 lat. Zaczęło się w liceum. Pamiętam pierwszy aparat cyfrowy, który dostałam od rodziców. To było w okolicach 17 urodzin. Na początku fotografowałam wszystko, co było w zasięgu ręki. Szybko mi się znudziło, więc zaczęłam fotografować koleżanki. Podobała mi się wtedy fotografia mody. W tamtym czasie głównymi inspiracjami była dla mnie Magda Lipiejko, której już z nami nie ma. No i Marcin Twardowski.

Moim marzeniem było studiowanie mody w Londynie i pojechałam na rekrutację, ale nie udało się. Zrobiłam jednak po czasie research z osobami, które te studia skończył i mówiły, że nie były warte tych pieniędzy. Ważniejsze jest portfolio i doświadczenie, niż dokument z tej szkoły.

Pracowałam w restauracji w Londynie przez 2 lata, ale widzę ogromny sens w tej chronologii. Wiem, że wtedy działało już prawo przyciągania. Kiedyś odwiedził tą restaurację klient ze sprzętem fotograficzny, zaczęliśmy dużo rozmawiać o fotografii i dostałam swoją pierwszą pracę jako second shooter.

Mój pracodawca w przerwie na jednym ślubie, który wspólnie fotografowaliśmy powiedział mi ważne słowa. „Jestem bardzo zadowolony z Twojej pracy, ale nie zrobisz już żadnego postępu u mnie. Powinnaś rzucić pracę i zacząć podróżować”. I tak też zrobiłam.

Wielu młodych fotografów szuka swojej drogi… Jak Ty ją znalazłaś?

Pamiętam ten moment. Tak naprawdę odkryłam to kilka miesięcy temu, po ponad 10 latach. Wcześniej myślałam, że mam swój styl. To co było widać, czyli kolorystyka i estetyka to jedno, a to co one przedstawiały to drugie. Dopiero teraz zaczynam rozumieć to, że nawet moje zdjęcia ślubne i rodzinne wcale nie muszą być inne ode mnie i mojego świata. Chcę to wszystko połączyć i coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, z jakimi ludźmi chcę pracować. Wszyscy mamy prawo do bycia sobą i do posiadania niedoskonałości.

A czy przez takie ukierunkowanie nie masz mniej klientów?

Na pewno coś w tym jest. Wierzę w organiczny marketing. Wierzę, że mając dobre, prawdziwe relacje z osobami z branży to przez to bardziej docierają do mnie klienci niż przez marketing czy publikacje.

Jak wygląda Twoja relacja z klientami? Na czym bazujesz na sesji?

Na początku określam ich klientami, a potem zostają dla mnie kimś więcej. Wiele z tych relacji pogłębia się z czasem.

Na sesji bazuje na naturalnym pozowaniu. Mam kilka swoich trików, które stosuję, żeby rozluźnić atmosferę. Na początku jest zawsze dużo ruchu i wywołania naturalnych emocji, a bardziej stateczne portrety staram się zrobić w połowie lub pod koniec sesji. Często też próbuję dowiedzieć się jak najwięcej o fotografowanych osobach i zachęcam je do przygotowania prawdziwych aktywności na sesję, żeby nie było sztucznie.

Jeśli chodzi o fotografię rodzinną, to śmiałem się, że rodziny na Twoich zdjęciach wyglądają jak z reklamy Cornflakesów – radośnie i bezproblemowo. Oczywiście u Ciebie wygląda to dużo naturalniej niż na reklamach. Wchodzisz w domów ludzi i naruszasz im troszkę tą codzienność. Jak tego nie zaburzyć?

Na początku jest rozmowa i to nie tylko z dorosłymi. Staram się też wysłuchać dzieci i pobawić się z nimi, żeby zdobyć zaufanie. Dzieci bardzo często na drugi dzień po sesji pytają o mnie: gdzie jestem i czy jeszcze przyjdę (śmiech).

Wydaje mi się, że jednym z głównych powodów, dla których dotyka nas kryzys to to, że ta pasja, która później staje się naszą pracą jest jedyną rzeczą, która mamy.

Uczyłaś się tej otwartości do ludzi?

Mam taką osobowość. Od kiedy pamiętam ludzie zwracali mi na to uwagę.

Chciałem Cię zapytać o zdjęcie nagiej pary spacerującej po plaży… Co to za historia?

Zabawne, że o to pytasz właśnie dzisiaj, bo bohater tego zdjęcia obchodzi dziś urodziny -Feliz cumpleaños Freddy!

To para fotografów ślubnych, których poznałam w Meksyku ok. 5 lat temu. Poznaliśmy się na jednej imprezie elektronicznej na plaży. Widujemy się kilka razy w roku, byli mnie nawet odwiedzić w Polsce.

Historia tego zdjęcia to jedno z moich ulubionych wspomnień. Podróżowaliśmy wspólnie do północnej części Meksyku. Wpadliśmy na pomysł, żeby zapłacić jednemu z kapitanów małych łodzi, żeby zawiózł nas na jedną z wysp, na których nie ma elektryczności, ani internetu. Zostawił nas na tej wyspie na jedną noc i umowa była taka, że wrócą po nas w połowie następnego dnia. Jak tylko kapitan odpłynął, to spontanicznie w trójkę rzuciliśmy z siebie ciuchy.

Nie ma w tym oczywiście podtekstu seksualnego, bo z tymi przyjaciółmi mamy tak bliską relację – ona jest oparta głównie na szczerych rozmowach i otwarciu się. Możemy mówić sobie wszystko o swoich słabościach, razem śmiać się i płakać.

Nie wierzę w to, że po jednych warsztatach u kogoś ktoś nagle znajdzie siebie w tym, co robi.

marta-kowalska

Rozmawiamy o ukierunkowaniu się w fotografii, o stylu. Tak sobie myślę, że żeby robić świadomie zdjęcia trzeba wykonać dużo zdjęć, których tak naprawdę nie chce się robić…. Droga do osiągnięcia zadowolenia z siebie nie jest usłana różami…

Wiem o co Ci chodzi… Jeśli mam być szczera, to ja nadal nie osiągnęłam momentu, w którym mogę powiedzieć, że jestem zadowolona ze swoich zdjęć. U mnie to ukierunkowanie zaczęło się dopiero kilka miesięcy temu i tak naprawdę dopiero przed pandemią miałam plan na to, żeby robić więcej zdjęć dla siebie.

Na pewno jest to długi proces. Moje zdjęcia na początku były zupełnie inne. Gdyby jednak nie te 10 lat i wszystkie zdjęcia, z których nie byłam zadowolona to nie byłabym teraz tutaj, gdzie jestem. Być może nigdy nie dotknąłby mnie ten kryzys, przez który poznałam siebie. To wszystko splata się w całość, która ma sens. Nie ma drogi na skróty.

Nie wierzę w to, że po jednych warsztatach u kogoś ktoś nagle znajdzie siebie w tym, co robi.

To może wróćmy do Twojego kryzysu, o którym wspominaliśmy na początku… Co się stało?

Prawda jest taka, że nie stało się nic. I o to chodzi. Jednego dnia obudziłam się i od rana chciało mi się płakać. To trwało dobry miesiąc. Czułam presję, że powinnam edytować zdjęcia, które leżały zaległe. Miałam wewnętrzną blokadę, nie dałam rady zrobić nawet selekcji.

Teraz widzę to, jako coś dobrego, bo w końcu zajęłam się sobą. Zrozumiałam wiele rzeczy. To mnie popchnęło do ścieżki rozwoju osobistego.

Ten kryzys dotyka chyba większość fotografów. Wielu z nich nie podnosi się z tego… Myślisz, że to kwestia tego, że ludzie nie szukają sposobów, własnej drogi?

Wydaje mi się, że jednym z głównych powodów, dla których dotyka nas kryzys to to, że ta pasja, która później staje się naszą pracą jest jedyną rzeczą, która mamy. Jeżeli nie mamy nic więcej, tylko fotografię to prędzej czy później przyjdzie kryzys. Warto odkrywać nowe pasje, bo to nam pomaga zatrzymać to, co kochaliśmy na początku w tej pierwszej pasji.

Nawet gdy chcesz coś tuszować i gdy nie przyznajesz się przed samym sobą, to to i tak wypłynie w Twoich zdjęciach.

marta-kowalska

Zdecydowanie się zgadzam! Jest w Twoich zdjęciach sporo nostalgii i smutku. Czego szukasz w swoich zdjęciach?

Coraz bardziej w stronę prawdy. Nie chcę, żeby to były tylko ładne obrazki, chociaż to też ważne, bo lubię spójność i estetykę. To ciekawe co mówisz, bo na pewno coś w tym jest. Skoro ja byłam smutna przez tyle czasu, to w moich zdjęciach musi się to odzwierciedlać. Nawet gdy chcesz tuszować i gdy nie przyznajesz się przed samym sobą, to to i tak wypłynie w Twoich zdjęciach.

Powiedz coś o swojej postprodukcji. To też jednak część stylu…

Coraz mniej kolorów w moich zdjęciach (śmiech). To też ewoluowało. Ukierunkował się bardziej mój gust i styl jeśli chodzi o inne dziedziny sztuki czy wnętrz, którymi też się bardzo interesuję. Duży wpływ na moją obróbkę ma to, że wyobrażam sobie, że klienci będą chcieli powiesić sobie potem te zdjęcia u siebie w domach, a ja chcę, żeby one tam pasowały. To ma duży wpływ na tło, które wybieram do zdjęć.

Jeśli chodzi o sam proces to jest on bardzo podstawowy. Moje zdjęcia przed i po bardzo się nie różnią. Wszystko zależy od światła, stylizacji, którą wybierzemy.

Stanie w kolejce i próba robienia tego, co robią inni sprawia, że jesteś na bardzo odległym miejscu i jesteś daleko od tego, co chcesz osiągnąć.

marta-kowalska

W sprzęcie też jesteś minimalistką?

Zdecydowanie tak. Bardzo lubię fotografować średnim formatem. Jeśli pracuję na cyfrze, to używam 3 obiektywów, a najczęściej 50 mm.

Masz jakieś marzenie fotograficzne?

Mam. Chciałabym pokochać i zaakceptować siebie w 100% bo to pozwoli mi cieszyć się ze zdjęć, które robię. Chciałabym porzucić krytyka, którego mam w sobie. Chcę wierzyć, że jestem na dobrej drodze.

To na koniec poproszę Cię o poradę dla fotografów…

Moja porada wraca do tego, co mówiłam przez ostatnią godzinę… Poznaj siebie i zaakceptuj. Nie porównuj się do innych – każdy z nas robi wszystko najlepiej, jak tylko potrafi. Wg mnie tylko bycie prawdziwym sobą i nie ustawianie się w długiej kolejce, w której jest już milion innych fotografów, którzy chcą robić to samo – tylko to może doprowadzić Cię do celu. Stanie w kolejce i próba robienia tego, co robią inni sprawia, że jesteś na bardzo odległym miejscu i jesteś daleko od tego, co chcesz osiągnąć.

Dzięki serdeczne za rozmowę!

Dziękuję za zaproszenie.

marta-kowalska

Zdjęcia wykorzystane za zgodą autorki.


Posłuchaj tego: Paulina Popielarska – Czerń, biel i emocje

 

 

 

 

 

 

comments (3)

  • avatar image
    Jaki to jest cudny odcinek! Podglądam pracę Marty od jakiegoś roku i nieustannie jestem zachwycona jej stylem, sposobem patrzenia. Marta - robisz świetną robotę! Wszystkiego najlepszego i powodzenia w spełnianiu Twoich marzeń :)

    Ewa

    14 maja 2020 Reply
    • avatar image
      Fajnie, że Ci się podobało :) Dzięki za podzielenie się! :)

      Szymon Kasolik

      14 maja 2020 Reply
  • avatar image
    Marta jest wielkim kawałkiem inspiracji. Styl, dopracowanie prac jest na ogromnym poziomie. Obserwuję od długiego czasu i na takiego podcasta czekałem. Miło było posłuchać, nawet dwukrotnie. Ps. Może jakieś warsztaty w Toruniu?

    Mariusz

    16 maja 2020 Reply