#43 – Marcin Ryczek

5 marca 2020, Author: Szymon Kasolik

Marcin Ryczek – człowiek karmiący nas symbolami, metaforami i minimalizmem. Jego kadry są wyczekane, przemyślane i perfekcyjne. Jak wiele cierpliwości trzeba do takiej fotografii, którą Marcin nazywa czasem medytacją. Nie zamykając się na tylko jedno zdjęcie, które zna chyba każdy z nas, popchnąłem Marcina w głębsze tematy jego fotografii, o której opowiada zresztą wyjątkowo interesująco.

fot. Stara Kopalnia

Marcin Ryczek mówi m.in. o:

Ile zdjęć łabędzie powstało?| Symbolice w swojej fotografii | Czekaniu na moment


Marcin Ryczek w internetach:

www: marcinryczek.com

Facebook: Marcin Ryczek Photography

Instagram: @marcinryczek_photography


Wpadnij na grupę na Facebooku:  Fotograficznie Rzecz Biorąc

Jak i gdzie słuchać podcastu?

Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na  Youtube | iTunes | Spotify |

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk


Marcin Ryczek: To istotne, żeby znaleźć to, co naprawdę czujemy. Niech to będzie dla nas wyzwaniem

Cześć Marcin!
Marcin Ryczek: Witam wszystkich!

„Człowiek karmiący łabędzie” – to najsłynniejsze Twoje zdjęcie. Podobno do dzisiaj nie znasz płci bohatera tego zdjęcia…
Nie znam! Kiedy zrobiłem to zdjęcie dostałem mnóstwo maili od osób, które twierdziły, że to one są na tej fotografii. Stwierdziłem, że to zdjęcie jest tak uniwersalne, a nie jestem w stanie odczytać z niego czy jest na nim kobieta czy mężczyzna, więc stwierdziłem: niech sprawa zostanie już niewyjaśniona.

Powiedz tak szczerze: czy masz już dość rozmawiania o tym zdjęciu? (śmiech)
Nie! Czasem mnie pytają czy mam tego zdjęcia dosyć. Wiele już o nim powiedziałem, ale samego zdjęcia nie mam dosyć. Wiele temu zdjęciu zawdzięczam, otworzyło mi drogę do galerii, festiwali międzynarodowych.
To zdjęcie stało się bardzo popularne, przez to też galerie i kuratorzy zainteresowali się moimi fotografiami. To trochę pokazuje w jakich czasach żyjemy, że przez Internet możemy dostać się do galerii.

Czy po zrobieniu tego zdjęcia w jakiś sposób robiło się trudniej zdjęcia? A może łatwiej?
Czy czułeś presję?
Zrobiłem to zdjęcie 7 lat temu… Robiąc je nie myślałem z perspektywy jakiegoś sukcesu. To jest bardzo osobiste zdjęcie, odnosi się do trudnego okresu w moim życiu. Później wydarzyło się coś dobrego i to był moment, w którym uświadomiłem sobie, że jest jakaś równowaga w moim życiu. Pewne trudne sytuacje przyniosły też dobre rzeczy. Czasem z minusa może powstać plus.
Szukałem takiego motywu, chciałem zrobić zdjęcie dla samego siebie. Może to przez to, że jest ono prawdziwe, tak trafiło do wrażliwości ludzi.
A odpowiadając na Twoje pytanie: nie czułem presji, bo to było dla mnie odkrywanie samego siebie. To bardzo miłe, gdy masz pozytywny odbiór twórczości. Z drugiej strony wychodzę z założenia, że muszę się słuchać samego siebie, a nie to czego oczekują ode mnie ludzie. Ludzie mają różne gusta i nigdy nie zadowoliłbym każdego.

Mówiłeś, że robiąc to zdjęcie byłeś w trudnym okresie. Czy to zdjęcie było dla Ciebie terapią?
To było już później. To zdjęcie było w momencie, kiedy poczułem, że jest dobrze po trudnym okresie. To był okres przemyśleń na temat równowagi życiowej. Nie może być tylko negatywnie albo pozytywnie. Stąd tez nawiązanie do symbolu Yin – Yang.

To już ostatnie pytanie odnośnie tego zdjęcia i dam Ci spokój (śmiech). Jak wiele zdjęć powstało i dlaczego wybrałeś akurat to?
Powstały 4 zdjęcia. Jeżeli chodzi o szukanie motywu, to powstało zdjęć sporo. Natomiast po tych 4 zdjęciach już wiedziałem, że to jest dobre zdjęcie. Nie oczekiwałem oczywiście co się wydarzy potem, jednak poczułem wewnętrznie, że to jest to.
Dlaczego wybrałem to zdjęcie? Zadecydował o tym jeden łabędź, który chce odfrunąć.

Podejrzewam, że obróbka też trwała niedługo?
Dokładnie. Wszystko robię w kolorze lustrzanką cyfrową, więc praktycznie nastąpiła tylko zmiana na czerń i biel. Naturalnie, byłem posądzany o fotomontaż. Po publikacji w National Geographic, gdzie oni każdą pracę sprawdzają, biorąc RAW-y, więc potem już tych dyskusji nie było.

Większość moich zdjęć jest wyczekana

marcin-ryczek

Jak określić Twoją dziedzinę fotografii?
Trudno mi samemu określić. Przyjąłem sobie nazwę fotografia symboliczno-minimalistyczna. Nie wiem czy coś takiego w ogóle istnieje… Choć nie jest to pełna definicja tego, co robię. Szukam różnych motywów w fotografii…
Np. gdy pojechałem do Indii. Mam z nich cykl z flagami amerykańskimi. Zrobiłem je 11 lat temu. To praktycznie pierwsze zdjęcia z cyklu właśnie tej fotografii minimalistyczno-symbolicznej. W mojej interpretacji było to zdjęcie przedstawiające flagę Stanów Zjednoczonych, która kojarzy nam się z kapitalizmem, amerykańskim snem, gdzie ludzie przyjeżdżają do niej, by szybko zarobić pieniądze. Natomiast człowiek medytujący, który także jest na tym zdjęciu, kojarzy się z kulturą uduchowioną. Wiara i praktyka duchowa przeplata się z życiem codziennym. Chciałem więc przedstawić kontrast między tymi dwoma światami na jednym zdjęciu.
Później zrobiłem jeszcze dwa zdjęcia do tego cyklu. W głowie miałem temat uchodźców, który ciągle był poruszany w mediach. Wtedy też Donald Trump powiedział o budowaniu muru z Meksykiem. Mocno to analizowałem.
Wtedy będąc w Indiach, płynąc Gangesem, zobaczyłem biało-czerwone schody i kobietę, która rozłożyła niebieskie prześcieradło. To wyglądało w pełni jak flaga USA. Wtedy 5 godzin spędziłem na schodach Gangesu i czekając na osoby, które w jakiś sposób będą mi przypominały mi uchodźców. Wybrałem więc np. mężczyznę z torbami, który był handlarzem oraz kobietę ubraną w Sari. Trzeba się przypatrzeć, ale z tego sari wystaje rączka i noga dziecka. Te postacie można utożsamiać z uchodźcami, które chcą się dostać do Stanów Zjednoczonych. To oczywiście tylko moja interpretacja!

marcin-ryczek

marcin-ryczek

Miałem Cię pytać o to, jak długo potrafisz wyczekiwać na dany moment… 
Praktycznie na tym polega moja fotografia. Większość moich zdjęć jest wyczekana. Szukam miejsca najpierw, najwięcej czasu spędzam na chodzeniu.
Dla mnie to czekanie wprowadza harmonię i równowagę w moim życiu. To nie tylko fakt, że robię zdjęcia, ale jest to coś wyjątkowego. Ten proces i zaskoczenie rezultatem jest dla mnie najważniejsze.

Czyli jesteś bardzo cierpliwym człowiekiem…
W fotografii tak (śmiech). Chociaż w życiu chyba też.

Twoje czekanie to po prostu stanie w miejscu? Kadr zapewne masz już ustawiony…
Czasem go zmieniam, testuję. Apropo oczekiwania jest mnóstwo zabawnych sytuacji. Np. gdy robiłem to zdjęcie z flagami, gdy czekałem 5 godzin. Obserwował mnie cały czas Azjata. Siedział ponad pół godziny i patrzył jak robię to zdjęcie. Zaznaczyłem sobie na ziemi miejsce, z którego będę miał najlepszy kadr.
Ruszyłem się z tego miejsca, żeby nie stać przez 5 godzin w jednym. W tym momencie ten Azjata od razu przyszedł na moje miejsce i stał tam pół godziny i robił zdjęcia. Zastanawiałem się czy on widzi to, co ja… To było ciekawe.
Gdy robiłem w Japonii zdjęcie żurawiom, to też było zabawnie. Byłem w Hiroszimie, jest tam całe muzeum poświęcone tragedii związanej z bombą. Jest tam posąg dziewczynki Sadako, która w wyniku napromieniowania poważnie zachorowała. Japończycy wierzą, ze robiąc 1000 origami żurawia, los człowieka się zmienia. Ta dziewczyna wierzyła, że wyzdrowieje. Niestety zmarła przy 644. Dzieci z jej klasy dorobiły resztę żurawi. Ona stała się symbolem nadziei i pokoju w Japonii. I ten żuraw stał się symbolem. Dzieci zostawiały pod jej pomnikiem tysiące żurawi.
Widząc panoramę Hiroszimy, wodę, widziałem też latające żurawie. Postanowiłem, że poczekam w tej wodzie na te żurawie. Była tam też czarna linia przechodząca przez środek, to był falochron. Czekałem tam jakiś czas i przyfrunął żuraw, który ustawił swoją głowę idealnie na tym falochronie i zrobiłem zdjęcie. Czekając w tej wodzie mnóstwo Japończyków robiło mi zdjęcia.
Takie historie są na porządku dziennym, bo z reguły robię zdjęcia w miejscach mało turystycznych. Dla ludzi przechodzących obok mnie to dziwne, że ja szukam tam jakichś zdjęć.
Kiedyś robiłem zdjęcie przy jednym, dosyć minimalistycznym budynku. Przychodziłem tam przez 2, 3 dni. Pracownicy tego budynku przyszli do mnie pytając, czy nie jestem paparazzi. Okazało się, że w tym budynku nagrywała płytę Beata Kozidrak. Czasem jest więc zabawnie.

Chciałem poznawać miejsca autentyczne, nie te pod turystów.

Jak to się stało w ogóle, ze doszedłeś do tej fotografii, która zajmujesz się obecnie?
Tak naprawdę fotografia zazębiła się z moimi podróżami. Na początku interesowały mnie głównie portrety i ludzie. Bardzo ciekawi mnie podejście do człowieka, wzbudzenie w nim zaufania. Portret jest wymagający, zwłaszcza taki, który ma pokazać jakąś prawdę o człowieku.
Później chciałem czegoś więcej – żeby zdjęcia były wieloznaczne. Zaczęło się od tych zdjęć w Indii. To trudny rodzaj fotografii – łączenie symboli, geometrii i minimalizmu. Nadal jest to dla mnie wielkie wyzwanie.

Patrząc na Twoje portfolio, to nie ma w nim zbyt wielu zdjęć… Czy robisz ich tak mało czy to samokrytyka wobec swoich prac?
Podchodzę do zdjęć bardzo spokojnie, nie czuję presji. Moje zdjęcia są przemyślane, pomimo tego, że robię zdjęcia lustrzanką, a nie analogiem. To nie jest tak, że robię 1000 zdjęć i z tego wybieram jedno.
U mnie zdjęcia często leżakują. Na dany moment niektóre zdjęcia wydają mi się bardzo dobre. Po czasie może okazać się, że to zdjęcie nie jest wcale takie dobre. Więc podchodzę do moich zdjęć z dystansem.
Utrzymuję się z fotografii kolekcjonerskiej i myślę, że nadmiar zdjęć jest zły. Żyjemy w takich czasach, że żyjemy bardzo szybko. Patrząc na wrzuconą większą ilość zdjęć, to może ktoś się zatrzyma przy nich na dłużej, ale reszta przejrzy je bardzo szybko. Jedna zdjęcie ma czasem większą moc.

Jak często Twoje fotograficzne wyprawy kończą się brakiem dobrych zdjęć?
Bardzo często. Ta fotografia jest naprawdę trudna. Bardzo dużo chodzę szukając. Mam kilka miejsc np. w Krakowie, które wiem, że mają potencjał. Chociaż podchodzę do tych miejsc już 2 lata i jeszcze nic tam się nie wydarzyło ciekawego.
Są zdjęcia, które są już całkiem niezłe, ale nie wystarczająco do publikacji. Ta fotografia to rodzaj medytacji. Trzeba mieć do niej cierpliwość.

Przyznałeś, że lubisz miejsca mało turystyczne. To jak, gubisz się po prostu?
Śmieję się, że czasem warto kupić przewodnik, żeby unikać miejsc, które są tam opisane (śmiech). Kiedyś zepsuła się nam łódź w Laosie przed słynną turystyczną wioską. I ludzie byli zachwyceni, że ktoś ich odwiedził. Oni są ciekawi nas, a my ich. Tworzy się dobra relacja. Oni w nas nie widzą tylko pieniędzy.
Czasami warto skreślić te popularne miejsca. Jadąc gdzieś próbuję poznać lokalsów, żeby złapać klimat miejsca.
Kiedy przyjechałem 14 lat temu do Krakowa, to też starałem się unikać popularnych miejsc. Chodziłem po spelunkach, za fabryki… Chciałem poznawać miejsca autentyczne, nie te pod turystów. Takich miejsc jest coraz mniej.

Czy w Twojej fotografii poszukujesz człowieka i czy jest on dla Ciebie ważny?
Tak, praktycznie wszystkie moje zdjęcia podejmują temat człowieka. Nawet, gdy na tych zdjęciach go nie ma. Lubię relację człowiek – natura, człowiek – świat, człowiek – Bóg. Człowiek, jako jednostka. Nawet, gdy byłem w zakonie buddyjski, to nie chodziło o zakon, ale człowieka, który w nim jest i jego wybory.
To są rzeczy, na które zwracam uwagę. Sporo w tych zdjęciach też mnie samego.

Jakie plany na najbliższy czas? Póki co Twoje złamanie nogi trochę je skomplikowało…
Powoli wracam do siebie. Chodzę i rehabilituję się. Jestem bardzo głodny fotografii i podróży. Pamiętam, że jednym z moich postanowień noworocznych na 2020 było to, że ten rok będzie czas podróży. Miałem plan być praktycznie ciągle poza Polską. Tymczasem w wigilię złamałem nogę… Można więc sobie planować…
Nabrałem za to wielkiej energii.

Masz jakąś poradę fotograficzną?
To istotne, żeby znaleźć to, co naprawdę czujemy. Niech to będzie dla nas wyzwaniem. Wymagało to sporo czasu, żebym to odnalazł. Znalazłem to, czego szukałem, być może w przyszłości znajdę coś jeszcze innego. Chodzi mi o to, że warto robić dużo zdjęć, próbować, podejmować wyzwania.
Niektórzy próbują odwzorować zdjęcia innych fotografów, natomiast ja wychodzę z założenia, że warto robić coś oryginalnego. Nie ulegać też modom, które szybko mijają.
Nie warto tez się do końca kierować tym, co mówią odbiorcy. Warto dyskutować, natomiast przede wszystkim poczuć to, co chcemy robić.

To na koniec jakieś Twoje marzenie fotograficzne?
Staram się je realizować na bieżąco. Mogę planować, a potem los to i tak zweryfikuje. Chciałbym ja najwięcej podróżować i łączyć to z fotografią.

W takim razie życzę Ci przede wszystkim zdrowia! Dzięki za rozmowę!
Dziękuję Ci bardzo!

Zdjęcia użyte za zgoda autora