#39 – Magda Wasiczek

6 lutego 2020, Author: Szymon Kasolik

Magda Wasiczek – kobieta „cała w trawie”. Absolutna mistrzyni w swoim fachu, choć nie możemy nazwać jej fotografii czystą fotografią makro, a bardziej fotografią zbliżeniową czy makroprzestrzenną. Magda ciekawie wypowiada się o nagrodach, których zdobyła już całe mnóstwo. Co ciekawe, kiedyś zdobywała nagrody również za fotografię dziecięcą, którą się przez jakiś czas zajmowała, jednak doszła do wniosku, że to nie jej bajka.

fot. Krystian_Bielatowicz


Magda Wasiczek w podcaście m.in. o:

Jak to się stało, że Magda została w trawie | O nagrodach i ich zdobywaniu | Jak zacząć przygodę ze światem fotografii makro


www: magdawasiczek.pl

insta: @magdawasiczek

facebook: Magda Wasiczek Fotografia

500px: magdawasiczek1


Wpadnij na grupę na Facebooku:  Fotograficznie Rzecz Biorąc

Jak i gdzie słuchać podcastu?

Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na  Youtube | iTunes | Spotify |

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk


Magda Wasiczek: Sąsiedzi też się musieli przyzwyczaić, że ta, która pół godziny leży pod płotem w trawie to nie zawał serca, ani nie pijana, tylko zdjęcia robi.

Cześć Magda!

Magda Wasiczek: Dzień dobry.

Co ostatnio fotografowałaś?

Cały czas się obracam w swoich klimatach… Aczkolwiek ostatnio głównie fotografuję kwiaty, bo są one dostępne cały rok. Nawet jeśli nie te z własnego ogrodu, to z kwiaciarni. Moją ulubioną jest Lidl lub Biedronka (śmiech).

Nie wiem jak wygląda u Ciebie dziś pogoda za oknem, ale u mnie jest okropnie. Da się coś sfotografować w taką pogodę?

Nie ma złej pogody na fotografowanie, nawet jeśli chodzi o fotografię przyrodniczą. To wszystko zależy od naszego nastroju, wizji i potrzeb. Gdybym się uparła, to bym pewnie znalazła parę fajnych tematów.

Jestem jednak ciepłolubna, więc w taką pogodę wolę fotografować w domowym studio.

Jak to się stało, że postanowiłaś fotografować też w studio?

Można powiedzieć, że wypłynęłam na fotografii makro, ale od niej odeszłam już ładne parę lat temu. Bliższe stały mi się kwiaty i są one tak szerokim tematem, że można je sfotografować na wiele sposobów. Jeszcze mi się nie znudziły.

magda-wasiczek

Jak doszłaś do tego, że to właśnie „tematy trawiaste” zainteresowały Cię najbardziej?

Nazywam fotografię makro „chorobą fotograficznego wieku dziecięcego” (śmiech). Każdy zaczynał od zdjęć kwiatków w ogrodzie itp. itd. Dla mnie niesłusznie jest ona bagatelizowana i uznawana za dosyć prostą. Do dziś mam jeszcze mnóstwo tematów, których uważam, że nie sfotografowałam dobrze.

Zaczęłam fotografować z prostej potrzeby odnalezienia dla siebie kawałka przestrzeni, gdzie będę sama ze sobą i będę mogła się zresetować i naładować akumulatory.

Mam trójkę dzieci i fotografię odnalazłam, gdy siedziałam z nimi w domu i chciałam odskoczni.

Wywodzę się z rodziny lekko artystycznej, gdzie mój brat jest po ASP, ja też zawsze lubiłam malować i rysować. Dużo skaczę z tematu na temat, więc miałam różne talenty i pasję, ale żadnego nie rozwinęłam nigdy do końca. Wtedy pojawiła się fotografia.

Równocześnie z początkiem fotografii, założyłam też własny ogródek. Tutaj te dwie pasje się połączyły. W momencie, gdy zaczęłam siać i sadzić w ogródku, dostrzegłam ten zupełnie inny świat, który istnieje pod naszymi stopami. Chciałam to uwiecznić.

Jestem dzieckiem fotografii cyfrowej, z fotografią analogową nie miałam wiele wspólnego.

Nie zajmowałaś się w ogóle innym rodzajem fotografii?

Fotografowałam też dzieci. Robiłam już później sesje dziecięce. Mam nawet na koncie nagrodę za fotografie dziecięcą. Zawsze robiłam retro sesje, stylizowane. Włoski „Vouge” wydrukował nawet moje zdjęcie – taki portret dziewczynki z psem. Zajmowałam się tym zarobkowo, ale doszłam do momentu, w którym stwierdziłam, że to nie jest moja bajka.

Zdecydowanie bardziej wolę udać się na łąkę, do ogródka, to jest coś czemu mogę oddać całą siebie i duszę. Miałam dużo szczęścia, że miałam taką sytuację życiową, która pozwoliła mi wybrać temat, który komercyjnie nie jest najłatwiejszy.

Jak zapatrują się na Twoją fotografię Twoje dzieci?

Oni żyli w takim rytmie od zawsze, nauczyli się tego. Fotografia makro czy w ogrodach jest o tyle fajna, że nie muszę jeździć na niesamowicie dalekie plenery, albo wychodzę do ogródka, albo na łąkę, więc zawsze byłam w zasięgu wzroku i głosu.

Dla nich to jest normalne, że w domu jest mnóstwo wazonów, wazoników, suchych kwiatów, czaszek i innych dziwnych rzeczy. Ich znajomi zawsze są zafascynowani, gdy pierwszy raz przechodzą przez moje studio.

Przyzwyczaili się do tego, że mama zawsze gdzieś leży w trawie. Sąsiedzi też się musieli przyzwyczaić, że ta, która pół godziny leży pod płotem w trawie to nie zawał serca, ani nie pijana, tylko zdjęcia robi (śmiech).

Czy połączenie czaszek z kwiatami to taki zamysł?

Początkowo gdzieś byłam kojarzona, raz, że z fotografią makro, a dwa, że z fotografią bajkową i kolorową, a ja mam w sobie dwie natury, tą słodką, dziecięcą i tą mroczną, która równoważy tą różową. Kiedy robiłam zdjęcia słodkie, to musiało być kolorowo i mega bajkowo, a kiedy przechodziłam na tą drugą stronę, to były klimaty holenderskie, barokowe, ciężkie.

Na stronie mam cały cykl zdjęć w kategorii o nazwie „Second life”, która jest stworzona z kwiatów, najczęściej już nie pierwszej świeżości i łączone są te kompozycje z elementami odzwierzęcymi, często myszkami, ptakami, martwymi motylami, czy czaszkami.

Pomysł na tą serię wziął się od moich kotów, które jak wiadomo, przynoszą do domu różne trofea. Wkurzało mnie to, ale zaczęłam zbierać te truchełka, aby oddać im pewnego rodzaju hołd, że jak już padły, to nie na darmo. Dlatego właśnie ten cykl nazywa się „Second life”.

Zanim wydamy tysiące na obiektyw, warto pobawić się tym, co mamy.

magda-wasiczek

A czy pora roku ma jakieś znaczeniu przy takim typie fotografii?

Wiadomo, że każda pora roku charakteryzuje się innością, bądź jej brakiem, w zimie motylków nie znajdziemy. Ślimaki i owszem, jak przyniosę jakiegoś z ogródka, to wyjdzie czasami ze skorupki. Ja mam tematy cały rok, nie mogę jedynie cały rok liczyć na motyle, ale na rośliny zawsze, jeżeli nie kolorowe to uschnięte. Nie ścinam wszystkich roślin na zimę, więc część ich stoi sobie tam zasuszonych. Czasem są oszronione, przysypane śniegiem, w kropelkach rosy, więc tematów do fotografii makro jest mnóstwo przez cały rok.

W domu również możemy znaleźć dużo tematów. Jak zaczynałam zabawę z fotografią makro, to nawet w domu piana po zmyciu naczyń potrafiła mnie zafascynować.

Czy w takim razie jest jakiś sens podróżowania w fotografii makro czy to jest kompletnie bez znaczenia?

Sens podróżowania jest zawsze. Ja mam zawsze jakieś nowe bodźce, zawsze możemy znaleźć jakąś nową ciekawą roślinkę, czy jakiś gatunek motyla, czy jakiegoś innego stworzonka. Podróże kształcą i warto podróżować.

Czy ma znaczenie dobre rozeznanie w gatunkach motyli i kwiatów, czy można być zupełnie zielonym?

Rozeznanie warto mieć, z różnych powodów. Trzeba mieć świadomość, że niektóre gatunki motyli występują tylko na danym obszarze. Jeżeli już głębiej wchodzimy, na przykład w motyle, to warto się doinformować gdzie jaki gatunek występuje, jak długo żyje, w jakich miesiącach. Wiedza przynajmniej podstawowa jest bardzo istotna, ale tą wiedzę nabywa się w bardzo przyjemny sposób, bo to jest troszeczkę nauka przez zabawę.

Z czasem im dłużej siedzimy w tym temacie, to poznajemy nazwy roślin, motyli. Warto też śledzić prognozy pogody i mieć świadomość, że sam fakt, że gdy wyjdziemy o świcie na łąkę to nie oznacza, że będziemy mieć spektakularną rosę. Trzeba wiedzieć kiedy jest szansa, że ona się pojawi, a kiedy jej nie ma.

Jest troszeczkę takiej wiedzy, którą warto nabyć. Nie mówię, że trzeba ją mieć od razu, ale z czasem posiadanie takich wiadomości na pewno pomaga.

Czy ty planujesz swoje wypady na łąkę?

Nie planuję ich. Zawsze idę na żywioł. Nawet gdybym starała się coś zaplanować, to te plany i tak odwrócą się do góry nogami.

Z racji miejsca, w którym mieszkam, wystarczy, że zerknę przez okno i widzę czy jest sens wychodzić i iść dalej. Gorzej na pewno mają osoby, które mieszkają w mieście, na betonowej pustyni, które faktycznie muszą zaplanować taki wypad poza miasto. Są w dużo gorszej sytuacji niż ja.

Uwielbiam taki element zaskoczenia, nigdy się na nic nie nastawiam, to jest tak jakby iść na łąkę i mieć wielkie pudełko pełne niespodzianek. Raz coś znajdę, a raz nie znajdę niczego.

Starać się nie ograniczać do jednej metody fotografowania. Nie bać się eksperymentować, próbować nowych sztuczek, nowych obiektywów. Oglądać albumy o roślinach, kwiatach.

magda-wasiczek

Ile jest takich wypraw, gdzie wracasz z pustą kartą pamięci, albo z niczym ciekawym?

Z pustą może nie, ale faktycznie czasem nie ma tam nic porywającego. Im więcej lat za mną tej fotografii, tym trudniej jest samą siebie zaskoczyć, przeskoczyć, zrobić coś spektakularnego. Niewątpliwie jest to coraz bardziej trudniejsze, bo sama sobie stawiam wyżej tą poprzeczkę. Odsetek takich zdjęć, które może nie są złe, ale są powtarzalne jest coraz większy. Coraz trudniej o unikalne zdjęcie. Dlatego cenię sobie ciekawe przypadki i niespodzianki, bo chyba najwięcej moich ciekawych zdjęć powstawało właśnie przez przypadek, albo nieoczekiwany błąd.

Nawet jeżeli temat motyli mi się znudzi, to mogę przejść na coś innego. Tematów jest mnóstwo.

Skoro poruszyłaś ten temat, że im dalej w las tym trudniej… Wydaje mi się, że masz dosyć trudną dziedzinę w fotografii i łatwo można się w niej wypalić. Jak w takim razie utrzymać poziom zafascynowania „trawą”? Jak nie stracić zapału? Może masz jakąś poradę?

Starać się nie ograniczać do jednej metody fotografowania. Nie bać się eksperymentować, próbować nowych sztuczek, nowych obiektywów. Oglądać albumy o roślinach, kwiatach.

Moja pierwsza główna wygrana w konkursie pojawiła się w momencie, kiedy miałam wrażenie, że doszłam do ściany. I albo czas zmienić branżę, albo będzie jakiś przełom. Zaczęłam dochodzić do wniosku, że chyba się powtarzam, kręcę się w kółko. Album, który był nagrodą w konkursie, był moim źródłem inspiracji i udowodniłam sobie, że jeszcze jest mnóstwo sposobów na sfotografowanie tego świata przyrodniczego. Otworzyły się w mojej głowie wrota, to był dla mnie przełomowy moment.

Jest jeszcze mnóstwo możliwości i sposobów, tylko trzeba tego dla siebie poszukać.

W momencie kiedy moje zdjęcia stały się popularne, zwłaszcza bokeh i bardzo dużo ludzi zaczęło fotografować w podobnym stylu i to mnie od razu odrzuca i wycofuje. Stwierdziłam, że niech oni robią sobie ten bokeh, a ja skręcę w inną ścieżkę. I wtedy pojawiły się u mnie inne tematy. Musiałam sobie znaleźć nowy temat, ale zawsze lubię wrócić do bokehu, albo do klasycznej fotografii makro. Im więcej mamy w rękach możliwości, tym zaczynamy się bawić lepiej.

Warto mieć myśl, że fajnie jest robić coś, co będzie inne. Powtarzam sobie, że w dzisiejszych czasach nie jest problemem zrobić zdjęcie poprawne technicznie, tylko inne niż wszystkie.

Zalewają nas zewsząd kolorowe obrazki, które osadzają się w głowie i mimo woli czasem coś powielamy. Ja wolę być zawsze krok do przodu, wymyślić coś nowego, czasem głupiego. Nigdy nie bałam się eksperymentować. Tego też uczę ludzi na moich warsztatach.

magda-wasiczek

Apropo konkursu, wyczytałem, że jako jedyna w historii wygrałaś go dwa razy?

Tak, w 2012 i w 2015. W 2016 nie startowałam już w żadnych konkursach. Super jest startować w konkursach, bo jest ten dreszczyk emocji i adrenalina, ale im więcej wygranych na koncie tym poczułam się obciążona tymi nagrodami. Zaczęło mnie spalać, że wszyscy oczekują ode mnie, że ciągle będę coś wygrywać i każde moje zdjęcie będzie wyszukane. Doszłam do wniosku, że nie robię już zdjęć z pasji i przyjemności, a pod konkursy. Stwierdziłam, że nie muszę nic więcej udowadniać światu i sobie.

Przeczytałem gdzieś, że lubisz nazywać swoją fotografię malarstwem bokehowym…

Tak, przyjął się ten termin z czasem. Na tym bokehu wypłynęłam. Ja zaczynałam od bardzo klasycznej fotografii makro, zgodnej z ówczesną definicją tego gatunku, bawiłam się w to dwa lata. Wtedy doszłam do jednej z moich ścian, coś zaczęło mnie nudzić. Fotografując w określonym kierunku, jak w moim przypadku ograniczając się do ogródka i łąki, szybko zaczynamy się powtarzać. Ja wcześnie starałam się znaleźć dosyć kontrastowe złożenia kolorów. Mocno nasycony kolor to był mój pierwszy znak rozpoznawczy, te 14 lat temu.

Ale gdy zaczyna się to wszystko nudzić, pojawia się pytanie, co dalej z tym zrobić. Nie potrafiłam sobie tego sprecyzować, miałam za mało wiedzy, a poza tym wtedy było bardzo mało zdjęć w internecie, pojawiały się dopiero pierwsze portale fotograficzne.

Powtarzam sobie, że w dzisiejszych czasach nie jest problemem zrobić zdjęcie poprawne technicznie, tylko inne niż wszystkie.

magda-wasiczek

Pierwsza myśl jaka przychodzi, kiedy chcemy coś zmienić, to zmiana sprzętu. Moim pierwszym aparatem była cyfrowa hybryda, Nikon CoolPix 8800, czyli aparat z mega zoomem. Wtedy przyszło mi do głowy, że gdy będę miała lustrzankę, to na pewno moje życie się zmieni. Stwierdziłam wtedy z mężem, że zakupimy pierwszą lustrzankę, Nikona D80, ale z kitowym obiektywem.

Wtedy były czasy, że gdy wchodziłam w Nikona, to musiałam zaopatrzyć się również w obiektyw makro Nikona, a najzwyczajniej w świecie, nie było mnie na niego stać. Wtedy nie były spopularyzowane Tamrony, Sigmy. Potrzeba matką wynalazków i przyszły mi z pomocą fora internetowe. Znalazłam na nich chłopaka, który założył pierwsze forum M42. Wrzucał zdjęcia kropli, nie rosy, a tych rozbryzgujących się. To, co mnie zafascynowało w jego fotografii, to nie krople, a to czym on to robił. Okazało się, że to był Nikon D70, ale jak z jakimś dla mnie wtedy obcobrzmiącym obiektywem na M42. Nie miałam fioletowego pojęcia o co chodzi z M42. W momencie kiedy dowiedziałam się o tym wszystkiego i zaopatrzyłam się w potrzebny sprzęt, odkryłam świat bokehu i różnego rodzaju bokehowych bąbelków, świateł, flar, rozbłysków. Totalnie mnie to zafascynowało. Wtedy właśnie do moich zdjęć przylgnęło stwierdzenie, że są malarskie. Doszłam do wniosku, że to jest ta droga, której nieświadomie szukałam, bo zawsze było mi tęskno do malarstwa. Zawsze odpowiadałam, że nie inspiruję się zdjęciami innych, a albumami o malarstwie.

Wyobraź sobie, że dzwonię do Ciebie i mówię, że chciałbym wypróbować fotografii makro. Mam jakąś lustrzankę, co by mi wystarczyło na sam początek, żeby poznać ten świat troszeczkę bliżej?

To wbrew pozorom nie jest łatwe pytanie i można na nie poświęcić cały podcast. Musisz mi najpierw odpowiedzieć, jakimi już obiektywami dysponujesz. Bo zakładając, że ty chcesz tylko popróbować, ale na przykład portretujesz i masz 50 mm, to na sam początek takie 50 mm wystarczy, tylko kupujesz sobie do tego obiektywu dwie soczewki makro. Jeżeli nie chcesz nic kupować, możesz znaleźć szkło powiększające. Wystarczy przyłożyć przed obiektyw szkło powiększające i już możemy próbować fotografować świat makro. Jeżeli później dojdziemy do wniosku, że zaczyna nas wciągać ta zabawa, to możemy próbować z systemowym obiektywem makro, ale musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, jaką ogniskową chcemy, jaka fotografia makro nas najbardziej pociąga. Najbardziej uniwersalną ogniskową jest 90 lub 100.

Zanim wydamy tysiące na obiektyw, warto pobawić się tym, co mamy.

Jestem ciekaw ile w Twojej fotografii jest malowania w samym Photoshopie. Czy postprodukcja to skomplikowany proces w Twoim przypadku?

Nie. Ja sobie postawiłam za punkt honoru, że wszystko co widać na mojej fotografii, to jest jedno zdjęcie. Mam wręcz alergię na sklejki. Każdy może dochodzić efektów jak chce, ale fotografia przyrodnicza ma swój kodeks. W konkursach przyrodniczych, jury najczęściej prosi o RAW’a, żeby porównać co zostało zmanipulowane, bądź nie na Twoim zdjęciu. Ja jeżeli czymś manipuluję bardziej lub mniej to kolorami. Jest to ruch paru suwaków i to jest wszystko. Mnie często porównywano do osób, które robią sklejki i mnie to zawsze trochę wkurzało. Każdy blik, który jest na moim zdjęciu, on tam był, nie jest wklejony, ani zmieniony. Taka jest moja filozofia. Nie przeszkadza mi to, kiedy ktoś robi sklejkę, ale chciałabym, aby szczerze o tym powiedział. Czasem ktoś skleja zdjęcia, które ani trochę nie trzymają się kupy, proporcje są zachwiane, a on sobie dorabia do tego historię. Po prostu bądźmy w tym szczerzy. Ja, jeżeli fantazjuję, to w kolorach.

Magda, jakaś porada fotograficzna?

Myślę, że tutaj się przewinęło kilka moich porad. Moja najważniejsza, to po pierwsze być uczciwym ze sobą i nie próbować naśladować, tylko fotografować z serca, jak widzimy i jak czujemy. Próbować znaleźć swój styl, nie podążać ślepo za trendami. Nawet jeśli fascynują nas jakieś prace, to próbować z tych fotografii wyłuskać coś dla siebie i przekuć to na swój własny styl.

Ostatnie pytanie: czy masz jakieś marzenie fotograficzne?

Nie mam takiego marzenia, bo całe życie idę trochę na żywioł. Nigdy nie wiem co mi nowy dzień przyniesie, czy na coś wpadnę, coś wymyślę. Powiem tak, płynę z falą, która mnie niesie. Marzyć mogę tylko o tym, żeby nie stracić tej pasji i radości fotografowania.

W takim razie życzę Tobie i wszystkim słuchaczom tej radości fotografowania, to jest w tym wszystkim najważniejsze. Magda Wasiczek – gość podcastu nr 39!

Dzięki!

magda-wasiczek