#8 – Karol Nienartowicz

27 grudnia 2018, Author: Szymon Kasolik

Karol Nienartowicz – fotografuje góry od 15 lat. Pomimo tak długiego stażu, ciągle aktywny, ciągle gotów zdobywać nowe. Karol naprawdę ma o czym opowiadać, bo jego fotografia polega na docieraniu do dzikich i odludnych miejsc i warunki bywają czasem naprawdę ciężkie.

karol-nienartowicz

fot. Mirek Walczak

Rozmawiamy m.in. o:

– Nocowaniu w dzikich i odludnych miejscach,

– Czekaniu na moment,

– Fotografowaniu w złej pogodzie (o ile taka istnieje),

– O niewygodach, zimnie i samotnych wyprawach.


www: www.karolnienartowicz.com

Fb: Karol Nienartowicz – Mountain Photographer

Instagram: karolnienartowicz

500 px: karolnienartowicz


Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na iTunesie oraz Spotify.

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk

Kogo chcesz usłyszeć w kolejnym odcinku? Napisz!


Poniżej rozmowa z Karolem do poczytania:

Kiedy wpadłem na pomysł stworzenia tego podcastu, zacząłem gromadzić sobie listę gości do podcastu. Podpytywałem o to znajomych fotografów i kiedy spytałem o fotografię krajobrazu, padało tylko jedno nazwisko: „Zaproś Karola, zaproś Karola”. I oto jest: Karol Nienartowicz, cześć!

Karol Nienartowicz: Cześć, witam!

Fajnie, że udało nam się zgadać, cieszę się, że akurat nie jesteś gdzieś wysoko w górach!

Też się cieszę, że udało się spotkać.

Karol jest autorem książki: „Górskie wyprawy fotograficzne”, dlatego nie będę pytał o początki fotografowania, o inspirację, bo to już jest w książce. Muszę w ogóle przyznać, że przygotowanie się do tej rozmowy to było nie lada wyzwanie, bo Karol ma za sobą już sporo wywiadów i zapytać go o coś nowego jest trudno. Mam nadzieję, że jakoś mi się tu uda i wyciągnę z Ciebie ciekawsze informacje niż w większości wywiadów…

Jaki charakter trzeba mieć, żeby zostać górskim fotografem?

Cechy charakteru są istotne w tej pracy. Na pewno trzeba być wytrwałym, żeby przez lata móc zajmować się tym samym i znosić niewygody i wysiłki, które są związane z tą pracą. Trzeba mieć dużo samozaparcia i chęci do tego, co się robi. Nie jest sztuką zajmować się tym przez rok czy dwa lata, w momencie popularności na fejsie. Dużo trudniej utrzymać się przez lata, kiedy zdarzają się np. problemy zdrowotne.

Urodziłeś się już z takich charakterem czy nad nim pracowałeś?

Przez pierwsze 18 lat w ogóle nie chodziłem po górach. Mimo, że mieszkałem w Jeleniej Górze czyli Karkonoszach. Wzięło mi się to nagle – mama zabrała mnie w góry i tak zostało. Te cechy wypracowałem sobie gdzieś w trakcie. Moje pierwsze wypady górskie nie były stricte wypadami fotograficznymi.

To, co nas przeraża, często też fascynuje. Podobnie jest w Twoim przypadku, kiedy czytam, że lubisz nocować w dzikich i odludnych miejscach. Dla mnie jest to sprawa przerażająca, jestem ciekaw czy Ty w ogóle odczuwasz strach i przygotowujesz się do tego mentalnie?

Takie dzikie i odludne miejsca są najlepsze do biwaku, chociaż coraz trudniej je znaleźć. Strachu raczej nie odczuwam, staram się nocować na dużych wysokościach, bo największym problemem podczas biwaków są zwierzęta. I to nie te dzikie, tylko hodowlane. Najwięcej problemów ze zwierzętami miałem w Alpach – z krowami i bykami. Nocując we Francji musiałem nauczyć się odganiać krowy, bo atakowały mnie po kilka razy w nocy. Bałbym się też innych ludzi, ale nocując w dzikich i trudno dostępnych miejscach spotkanie tych ludzi jest bardzo rzadkie.

karol-nienartowicz

A jak się przygotowywałeś do pierwszego swojego nocowania?

W ogóle się nie przygotowywałem. Mój pierwszy biwak w górach został zorganizowany przez kogoś innego. Głównym problemem podczas tego biwaku było to, że nie rozbijamy go tam gdzie ja chciałem, bo ja zawsze chcę biwakować w miejscach widokowych. Troszkę inaczej niż przeciętny turysta, który szuka noclegu w dolinach. Ja zawsze nocuję na szczytach, gdzie wieje, jest zimno, najczęściej też nie jest równo, więc rzadko można się porządnie wyspać.

Czytam na Twoim blogu: „Szedłem przez noc we mgle tylko w towarzystwie latarki. Zapadałem się w śniegu po pas. Chodzenie w takich warunkach nie jest możliwe”. Czy Ty jesteś gotowy na wszystko?

Nie. Nie jestem gotowy i często się zdarza, że się wycofuję w czasie wypadów, kiedy warunki mnie przerosną, bo tak się zdarza. Przez te kilkanaście lat nabrałem na tyle pokory, że nawet wyjeżdżając w góry nie zakładam, że w 100% zrealizuje to, co sobie założyłem. Z tego względu rzadko kiedy przed wyjazdem chwalę się jaki mam plan, bo może on nie wypalić.

karol-nienartowicz

Kiedy ruszasz na wyprawę masz już zapewne w głowie wymyślone kadry. Czy udaje Ci się przywieźć zawsze to, co trzeba? Chyba, że faktycznie przerosną Cię warunki o których wspomniałeś…

Generalnie mam projekt i wizję, ale bardzo rzadko udaje się zrealizować to w 100%. Jestem otwarty na to, co przyniesie miejsce i pogoda. Bardzo rzadko w danym miejscu jest tak, jak ja sobie wyobrażałem. Nawet dam przykład. Szedłem ostatnio w Beskidy, praktycznie nad całą Polską było bezchmurne niebo, a akurat w miejscu gdzie byłem ja była jedna, wielka chmura i nie było widać nic. I nie zrobiłem wtedy nic – czasami się tak zdarza.

Nie lubisz cywilizacji w górach, więc każda Twoja kolejna wyprawa to wytyczanie nowych ścieżek i odkrywanie nieodkrytego?

Chciałbym sobie na to pozwolić. Niestety odkrywanie nieodkrytego jest coraz trudniejsze, bo coraz więcej miejsc jest zatłoczonych. Teraz, żeby eksplorować coś, co jest mniej znane trzeba mieć na to dużo czasu. Nie chodzi tu tylko o to, żeby eksplorować miejsce, które jest mniej popularne, bo nieciekawe miejsca też są mniej popularne. Chodzi o to, żeby znaleźć miejsce, które jest bardzo ciekawe i piękne, a przy tym jest dzikie. Takich miejsc w górach jest całkiem sporo, tylko one się wiążą z tym, że trzeba ponieść bardzo duży wysiłek, żeby się do nich dostać. Nierzadko się zdarza, że trzeba nagiąć bądź złamać jakieś przepisy związane z biwakowaniem lub parkami narodowymi.

Sprawdzasz w jakiś sposób te ścieżki czy idziesz w ciemno?

Zawsze sprawdzam i dobrze się przygotowuję. Dobry research to spora część mojej pracy, którą przed wyjazdem wykonuję. Bardzo dokładnie staram się obejrzeć miejsca, które odwiedzam. Ściągam wiele zdjęć z internetu właśnie z tych miejsc, oglądam je na Google Maps, czytam na blogach relacje ludzi, którzy już tam byli. Tak, żeby jak najmniej mnie zaskoczyło.

Na swoim blogu zachęcasz do ryzykowania w fotografii i do wybrania się na zdjęcia w złą pogodę. Przeglądając Twoje portfolio zastanawiam się czy taka w ogóle istnieje…

Tak, cała sztuka polega na tym, żeby dobierać miejsce w zależności od pogody. To, że w górach pada deszcz i jest mgła nie znaczy, że jest zła pogoda. To jest zła pogoda, jeśli pójdziemy na szczyty gór w Tatrach, ale jest bardzo dobra, gdy pójdziemy w Skalne Labirynty w Górach Stołowych czy w gęste karkonoskie lasy.

Ja najbardziej nie lubię takiej pogody, kiedy na niebie jest taka biała płachta z chmur. Fotografowie brzydko nazywają to zjawisko „szmatą”. (śmiech)

Wygląda to jak białe prześcieradło na niebie – wszystko jest szaro-niebieskie i kompletnie nie da się wtedy fotografować. Miałem kiedyś taki wyjazd – pojechałem do Rumunii na Bukowinę i przez 4 dni była właśnie taka „szmata”. Nic nie było tam ciekawego do fotografowania, pomimo pięknych pejzażów.

karol-nienartowicz

Od dość dawna nie interesują Cię po prostu ładne widoczki. Sam mówisz, że szukasz raczej ewenementów w krajobrazie. Fotografujesz 15 lat, czy jesteś w stanie przypomnieć sobie kiedy nastąpił przełom?

Najbardziej mnie martwi to, że zaczynałem od ładnych widoczków i coraz częściej do nich wracam (śmiech) Jest to też trochę związane z brakiem czasu. Odwiedzanie popularnych miejsc jest związane z tym, że często można zrobić coś efektownego mając tego czasu niewiele.

Natomiast ta zamiana następowała stopniowo, bo nie przypominam sobie, żeby to było jak przełączenie przycisku. To naturalna ewolucja. Zaczynając fotografować góry w Polsce przeszedłem na fotografowanie zagranicą – coraz dalej, wyżej i trudniej. Dziś wybierając miejsce na zdjęcie staram się znajdować landszafty efektowne.

Zdarzają się też na tyle ciekawe, że wracam do nich po kilka razy.

Wykreowanie swojego stylu w fotografii pejzażu to trudna sztuka, w jaki sposób to osiągnąłeś?

Myślę, że tu jest podobnie jak przy poprzednim pytaniu – jest to kwestia dużej ilości pracy. Obrobiłem tysiące zdjęć, a styl jest związany głównie z tym. Oczywiście również istotny jest też rodzaj kadrowania – ja np. preferuję robienie zdjęciami obiektywami szerokokątnymi, lubię panoramy, a dużo mniej używam teleobiektywów.

W swojej książce wspominam, że lubię kadry „epickie”, czyli takie, które dużo opowiadają, mają w sobie sporo narracji. Dlatego robię zdjęcia panoramiczne, na które nie da się po prostu rzucić okiem i powiedzieć: „O, ładne!”, tylko można zobaczyć, że w jednym miejscu wije się ścieżka, dołem widać piękną dolinę, a po niebie przewalają się chmury. To jest coś, co mnie osobiście pasjonuję, lubię oglądać też takie zdjęcia u innych fotografów.

Drugą kwestią jest obróbka – to istotny proces, który często przez różne jest deprecjonowany. Spotykam się ze sformułowaniem: „Ja to lubię zdjęcia bez obróbki, niepoprawiane i surowe”. Dla mnie głupotą jest to, że ktoś kupuje aparat za 15 tys. po to, by oglądać z niego surowe zdjęcia. Kiedyś nawet miałem tak, że wstydziłem się mówić, że obrabiam zdjęcia, bo uznawało się to za niewystarczające umiejętności fotografowania. Zauważyłem jednak, że ludzie mówiący w ten sposób po prostu nie mają wystarczającej wiedzy na temat dobrej fotografii.

Na ile w Twojej obróbce pomaga Ci wykształcenie malarskie, które wiem, że posiadasz?

Na pewno sporo. Nie tylko kwestia obróbki, ale też w kompozycji zdjęć. Ta wiedza pozwoliła mi kadrować w zasadzie od razu dużo bardziej świadomie. W obróbce bardziej liczy się dobry smak i wyczucie, które również wyrabia się na przestrzeni lat.

Moje wykształcenie daje mi całkiem sporo, natomiast znam wielu świetnych fotografów bez takiego wykształcenia.

Powiedz coś o selekcji zdjęć i ich ilości, którą wykonujesz. Domyślam się, że ciężko to uogólnić, więc przytoczmy Twój wyjazd do Patagonii – to seria, która wyjątkowo mi się podoba.

Z Patagonii akurat przywiozłem bardzo dużo zdjęć, bo ponad 15 tys. Fotografowałem dwoma aparatami przez trzy tygodnie. Miałem ze sobą aparat średnioformatowy, lustrzankę, dwa telefony, drona.

Pierwsza rzecz, jaką zrobiłem po przyjeździe to było podzielenie tych zdjęć tematycznie – czyli na kraje i miejsca. Potem podzieliłem tez na to, czym zostały zrobione. Dopiero wtedy zacząłem przeglądać te zdjęcia, ale ja już wracając wiedziałem mniej więcej, które zdjęcia będę chciał w pierwszej kolejności obrobić.

Patrząc na różne wyprawy bywa różnie. Ostatnio poszedłem w Beskidy i przyniosłem do domu 5 zdjęć, bo nie było warunków. Zdarza się, że zrobię z jednodniowego wypadu 600-800 zdjęć. Jest tego sporo, zwłaszcza, że często robię panoramy, które są łączone z wielu plików. Na jedno zdjęcie składa się wtedy np. 8 plików. A zrobię takich panoram np. 20 z jednej zachodu słońca.

karol-nienartowicz

Selekcja to Twój wybór indywidualny, czy masz może jakieś dobrego duszka, który Ci szepcze do ucha?

(śmiech) To mój wybór. Mam taką metodę, ze najczęściej z jednego pleneru publikuję tylko kilka zdjęć, a reszta leży na dyskach.

Jak długo potrafisz wyczekiwań na moment idealny?

Mój rekord to 3 dni w jednym miejscu. Kiedyś na lodowcu w Szwajcarii zatrzymała mnie zła pogoda. To było na płaskim, wielokilometrowym lodowcu – była mgła, opady śniegu i ponad -15 stopni, pomimo że była połowa sierpnia. Leżałem przez trzy dni w namiocie słuchając muzyki dopóki nie skończył się prąd, jedząc i się nudząc. Pogoda była taka, że nawet nie można było wyjść z namiotu. Nie było zasięgu, więc nawet moja rodzina nie wiedziała co się ze mną dzieje.

Zdarzało się też czasem, że po 2, 3 dni siedziałem w namiocie w jednym miejscu, ale wtedy pogoda nadawała się chociaż na spacery – jak np. w Dolomitach.

Trzeba to lubić i mieć chęć, żeby to robić. Wiem, że mi się to czekanie opłaca, że jeśli wyczekam te 3 dni, to potem zrobię takie zdjęcia, że drugi raz takie warunki się już nie powtórzą.

Jest taka prawda, która mnie zawsze trzyma przy życiu na tych plenerach: po takim konkretnym załamaniu pogody zazwyczaj później są bardzo ciekawe warunki. To się sprawdza z bardzo dużą dokładnością.

karol-nienartowicz

Twoje wyprawy są zawsze w samotności?

Z reguły jak jadę zagranicę to jestem z kimś. Dwuosobowy zespół to dla mnie najlepsza grupa i zawsze jest to fotograf. W Polsce chodzę z reguły sam.

Kiedyś pojechałem na wypad z kimś, kto nie robi zdjęć i wyglądało to tak, że nie mogłem się skupić na pracy, bo ta osoba bardzo się nudziła.

Czasem chodzę na wypady z żoną, która zdjęć nie robi, ale świetnie rozumie na czym polega moja praca, tylko przez to, że nie robi zdjęć mam dyskomfort pracy, bo wiem, że komuś jest zimno i ktoś na mnie czeka.

Czym się różni dla Ciebie fotografowanie miast od gór? Mam w głowie np. Twoją serię Nowy Jork albo Rosja…

Jest to zupełnie inny rodzaj pracy. Fotografowanie w miastach jest dla mnie dużo trudniejsze, wiele miejsc z ciekawymi widokami jest trudno dostępne. Miasta to coś, co mnie akurat mniej interesuje. Czasem lubię zrobić dobry miejski pejzaż, ale nie jest to to samo. Nie podoba mi się w miastach to, że żeby wejść w jakieś miejsca, skąd np. jest dobry widok na całe miasto – trzeba z reguły się o to prosić i mieć pozwolenia.

Jak byłem w Moskwie to jednej nocy, zamiast spać to pojechałem o 23:00 taksówką do centrum. Przez całą noc chodziłem po mieście z aparatem i robiłem zdjęcia, bo wtedy panowały tam białe noce. To było dla mnie wyzwanie, wprawdzie było tam dużo policji, ale czułem się nieswojo.

Bardziej niż w dzikich miejscach w górach?

To na pewno. Zawsze w miastach mam większy stres związany np. ze złodziejami.

Czy Ty przypadkiem nie jesteś już uzależniony od trudnych warunków atmosferycznych, to jakiś rodzaj adrenaliny?

Trochę jest. Bardziej napędza mnie jednak świadomość zrobienia dobrego zdjęcia. To działa na mnie jak narkotyk. Gdy są dobre warunki wpadam w amok, nie czuję zmęczenia i zimna. Zdarzało mi się, że dochodziłem ostatkiem sił na szczyt, gdzie zapomniałem w momencie o zmęczeniu i przez godziny robiłem zdjęcia.

karol-nienartowicz

A co z kondycją? Dbasz o to?

Nie dbam. Kondycję wyrabiam w trakcie chodzenia po górach. Kiedy po kontuzji zdarza mi się wypad w góry, wtedy czuję, że jestem zmęczony to wiem, że po prostu muszę to przezwyciężyć i drugi wypad będzie łatwiejszy.

W kwietniu miałem kontuzję i cały miesiąc nie chodziłem po górach. Poszedłem w połowie maja, to miałem problem dojść na 2000 m, ale już następnego dnia podczas powrotu było dużo lepiej.

Fotografujesz już 15 lat, widzisz jakąś różnicę w fotografowaniu na przestrzeni tych lat? Pytam o postęp technologiczny.

To jest coś, co mnie poraża. Jak sobie przypomnę moje początki, a chodziłem w góry z Zenitem, to zawsze wspominam, że jak ktoś wtedy by mi powiedział, że będę mieć własny statek powietrzny, który robi zdjęcia w rawach – mam tu na myśli drony – to bym nigdy w to nie uwierzył.

Wraz z postępem pojawia się też duże ograniczeń, choćby związanych właśnie z dronami. Coraz więcej jest stref, gdzie jest zakaz lotów.

Jestem wielkim zwolennikiem technologii, uwielbiam tez planować wyjazdy za pomocą aplikacji. Google maps to mój największy przyjaciel – to jest taka kopalnia wiedzy, że nie mam pojęcia jak ludzie robili research, gdy ich nie było. Nie wiem jak można było wiedzieć o niektórych miejscach, nie mając internetu.

Korzystam z Google Earth, w polskich górach z Mapy Turystycznej, Sun Calc i Moon Calc.

karol-nienartowicz

Skąd u Ciebie taka intensywność i świeżość fotografii?

To tylko się cieszyć jeśli dalej jest świeżo (śmiech) Staram się szukać nowych wyzwań i podniet. Chyba to jest tajemnicą sukcesu.

Przez te 15 lat miałeś jakąś dłuższą przerwę od fotografowania?

Nie zdarzyło mi się nawet miesiąc. Nawet jak mieszkałem przez 3 lata w Gdańsku, to podczas tych lat zrobiłem 450 plenerów nad morzem czy to w mieście.

Czy jest jeszcze jakieś miejsce w Polsce, które chciałbyś sfotografować?

Całe mnóstwo. Mam prawie Beskidy nieruszone. Dzięki temu, że mieszkam teraz w Krakowie mam okazję tam więcej pojeździć – to mój plan na zimę.

Chciałbym też odwiedzić Góry Świętokrzyskie, bo nigdy nie byłem. No i wracać w miejsca, które już fotografowałem, przy różnych warunkach i porach roku, bo bardzo to lubię. To też jest związane z umiejętnościami, które ciągle rozwijam.

Strasznie mi się to podoba, że pomimo ponad 40 krajów, które odwiedziłeś, to i tak kręci Cię np. Beskid Mały, który praktycznie jest pagórkiem.

To prawda, ale potem okazuje się, że gdy pojedziesz tam zimą to jest tak pięknie, że ciężko byłoby znaleźć takie miejsce zagranicą.

Czy próbowałeś się w innych dziedzinach fotografii?

Czasem robię niezarobkowo zdjęcia ludziom. Jednak fotografia górska i pejzażu to jedyna dziedzina, która zajmowałem się na poważnie i którą chcę się zajmować.

Inspirują Cię inni fotografowie, niż pejzażyści?

Raczej nie. Pejzażyści natomiast inspirują mnie bardzo, oglądam codziennie bardzo dużo zdjęć, mnóstwo inspiracji połykam.

Podejrzewam, że masz za sobą mnóstwo porad fotograficznych, więc zapytam na odwrót. Co odradzasz komuś, kto albo się tym zajmuje albo chce zacząć?

Nastawienie się na szybki sukces, zarobek i łatwą drogę. To zupełnie nie tak. Moje i innych osób doświadczenie pokazuje, że w 95% robi się to z pasji, natomiast dopiero później przychodzą zarobek i sukcesy.

Jakie masz fotograficzne marzenie i gdzie się widzisz za 5 lat?

Tego nie wiem, pewnie będę fotografował góry (śmiech) W planie mam odwiedzanie kolejnych miejsc, na pewno chcę pojechać w arktyczne rejony, bo śnieg, lód i zimno to coś, co mnie zawsze inspiruje. Świat jest jeszcze szeroki…

Życzę w takim razie spełnienia marzeń i bezpiecznego powrotu z Twoich ekspedycji!

Dzięki!

karol-nienartowicz