#24 – Monika Małek

6 czerwca 2019, Author: Szymon Kasolik


Monika Małek – jak fotografować koty, skoro chodzą swoimi ścieżkami? Monika fotografuje je już ponad  5 lat i doskonale wie, że żeby mieć udany portret kota, trzeba przebyć długą drogę. Monika jest też autorką dwóch, wspaniałych i ważnych projektów fotograficznych: „Zabobon to zabobon” i „Nadal jestem kotem”. Fotografuje na cześć fundacji i marzy o własnej… kociej bajce!

jak-fotografowac-koty

W rozmowie m.in. o:

Jak fotografować koty | Jaką drogę trzeba przebyć, by móc fotografować kota?  | Jak skupić uwagę kota?


Poczęstuj się linkiem

www:  www.mmalek.pl

Insta: @fotografia.monika.malek

Fb:  Fotografia Monika Małek 


Jak i gdzie słuchać podcastu?

Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na

Youtube | iTunes | Spotify |

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk

Kogo chcesz usłyszeć w kolejnym odcinku? Napisz!


Wlazł kotek na do ciasta wałek, a sfotografowała go Monika Małek… Cześć!

(śmiech) Dzień dobry!

Co ostatnio fotografowałaś?

Ostatnio miałam przyjemność fotografować kota w opuszczonej szklarni. Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Zazwyczaj fotografuję koty w domu, ale było warto.

Z kotami chyba ciężej w plenerze?

To zależy. Są koty, które wychodzą na spacer na smyczy. Wtedy on na zewnątrz nie reaguje na wszystkie bodźce, potrafi się skupić.

Powiedz, dlaczego koty?

Ciężkie pytanie… Ostatnio długo nad tym myślałam. Doszłam do wniosku, że to wynika z tego, że jesteśmy do siebie bardzo podobni. Koty są bardzo spokojne, stonowane. Plus też to, że bardzo w kotach podziwiam to, że potrafią mówić „nie”. Kupujesz np. kotu nowy drapak za dużą kasę, a kot mówi: „Nie dzięki, wolę karton” (śmiech).

Na swojej stronie piszesz: „Nie da się wejść do świata kotów i zacząć im po prostu robić zdjęcia. Żeby tam dotrzeć, trzeba przebyć długą drogę”. Jakie są etapy tej drogi?

Gdy idę do królestwa kota, do jego dżungli – czyli do mieszkania. Na pewno nie rzucam się na tego kota zaraz po wejściu i nie wołam go „kici, kici”. To nie działa, kot wtedy czuje się zestresowany. Początek drogi wygląda tak, że ignoruję kota i czekam, aż to kot do mnie podejdzie. Kot interpretuje to tak: „Nie interesuje się mną… Dobra, idę do niego” (śmiech).

Gdy do mnie podchodzi, wyciągam do niego rękę, żeby mógł mnie powąchać. Nie stoję tez nad nim, tylko zniżam się do jego poziomu, żeby nie czuł zagrożenia. Potem wyciągam zabawki, wędki, smakołyki…

Ile potrzeba czasu, żeby kot Cię zaakceptował?

Bardzo różnie… Czasem od samego wejścia, a czasem ja wchodzę, a kot wychodzi do innego pokoju i trzeba czekać.

Zdarzyło Ci się nie wyciągać nawet aparatu na sesji, bo kot Cię nie zaakceptował?

Nie, ale pojechałam kiedyś na sesję, a dowiedziałam się od właścicielki, że to jest pora, gdy koty zazwyczaj śpią, ale stwierdziła, że damy radę bo nie jest to wcale jakaś rutyna. Gdy dotarłam na miejsce, to były na mnie strasznie wkurzone na to, że tam jestem, bo one chciały spać.

Wyszły z tego jakieś pojedyncze zdjęcia, umówiłyśmy się po prostu na powtórzenie sesji.

Miałam też tak, że po dwóch godzinach przebywanie w mieszkaniu kota nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Kot był wystraszony. To była sesja do adopcji, więc bardzo mi zależało. Powtórzyliśmy i tą sesję. Za pierwszym razem przyszłam na nią z wielką torbą, pomyślałam więc, że może się jej przestraszył. Próbowałyśmy wszystkiego… Piórka, sznurki, smakołyki – zero efektu.

Po dwóch godzinach stwierdziłam, że może puścimy nagranie, jak koty miauczą… I zadziałało! Ten kot się wyluzował totalnie, a to wynikało z tego, że to był kot ze schroniska i on czuł się bezpiecznie w momencie, gdy słyszał miauczenie wielu kotów.

Czy Ty się gdzieś uczyłaś tych sposobów na współpracę z kotami? Podobnie jak są behawioryści i treserzy psów np. to czy jest coś podobnego w kocim świecie?

Dużo rzeczy o których wspomniałam, jak. np. to ignorowanie i podchodzenie do kota wiem od behawiorysty. To jest potrzebne do pracy z kotem, by się nie zraził. Reszta rzeczy to po prostu testowanie. Siedzę w tym od 2014 roku, swoje koty tez mam od 2014 więc sporo na nich testowałam.

Twoja fotografia zaczęła się od kotów?

Nie zaczęła się od kotów. Na początku jak u każdego – kwiatki. Fotografowałam je manualnym heliosem, jedną ręką spryskiwałam je kropelkami, a drugą ręką próbowałam ostrzyć (śmiech).

A jakbyś miała porównać, to to było trudniejsze czy fotografowanie kotów?

(śmiech) To jest dokładnie to samo.

Skąd bierzesz swoich modeli?

Różnie. Z Facebooka, Instagrama. Zazwyczaj ludzie do mnie piszą, albo daję ogłoszenie. Jak jadę do jednego miasta to szukam kilku osób do współpracy.

Przyjmijmy, że mam dla Ciebie zlecenie. Jakie są etapy przygotowania się do sesji z kotem?

Jestem osobą, która musi kontrolować. I tutaj zastanawiam się dlaczego wybrałam taką pracę (śmiech).

Najpierw piszę z właścicielami i proszę o opis kota, co lubi robić, czego nie lubi, ulubione zabawki, smakołyki… Miałam kiedyś taką sytuację, że robiliśmy sesją na stole i przesuwamy stół pod ścianę. Widziałam, że kot ma problemy, żeby na niego wskoczyć… Okazało się, że ten kot nie może w ogóle wskakiwać na stół na co dzień…

Trochę się teraz już wyczuliłam i pytam ludzi, żeby takich sytuacji unikać.

Da się coś zaplanować w sesji z kotem?

Da się, ale raczej luźno, bo jeśli kot nie będzie chciał współpracy z nami, to musimy być elastyczni i gotowi na zmiany pod niego.

Powiedz więcej o Twoich pomysłach, bo one są bardzo oryginalne. Jak rodzą się te pomysły i czy one są dopasowywane do charakteru kota?

Tak, jak najbardziej! Miałam ostatnio sesję Zolki, i w trakcie wywiadu okazało się, że kot uwielbia siedzieć obok drukarki i zaczepia ją łapą podczas drukowania. I to często na tej zasadzie działa. Również podpytuję ludzi, które zdjęcia w moim portfolio im się podobają.

Czasami też jest tak, że jakaś część z tych pomysłów to to, co jest już u klienta w domu. Czasem zauważam np. starą walizkę i próbujemy robić z nią zdjęcia. Zawsze się coś znajdzie.

Czy gatunek kota ma znaczenie?

Wygląd kota nie ma żadnego znaczenia. Bardziej ciekawi mnie co ten kot potrafi i na ile jest specyficzny.

Odpowiedziałaś mi od strony materialnej, a bardziej chodziło mi o to, czy te gatunki różnią się od siebie charakterami.

Hmmm… Myślę czy mój Filemon różni się jakoś w zachowaniu od Maine Coona. Chyba nie. To, co sobie przypominam, to gdy fotografowałam ragdolla to faktycznie był mocnym przytulasem, ale znam koty, które są dachowcami, a zachowują się dokładnie tak samo.

A od strony technicznej… Jakie masz podejście do sprzętu?

Długo miałam tylko jeden obiektyw i było to 50 mm. Nie miałam się jednak czasem już gdzie odsunąć więc dołożyłam 35 mm i jest idealnie.

Zabieram czasem pryzmat szklany. Mam też fajne serduszko od klientki, do którego przylepiony są małe szkiełka i gdy wsadzimy to pod światło to odbija milion małych, białych kropeczek.

Co z oświetleniem?

Wspomagam się jeżeli muszę, ale wolę tego nie robić bo nie lubię pracy z lampami. Mam jedną lampę, która jest światłem stałym, bo koty nie lubią błysku. Boją się go.

Pewnie na sesjach robisz dużo zdjęć?

To śmieszne, bo zazwyczaj na początku fotograficznej drogi na początku robi się zdjęć więcej, a z czasem mniej. U mnie jest na odwrót (śmiech). Tłumaczę sobie to tym, że mam po prostu dużo pomysłów, zwłaszcza gdy kot chce współpracować.

Więc selekcja to pewnie czysta katorga, a może czysta przyjemność?

To jest straszne.

Co zatem powoduje, że w tych tysiącach zdjęć pojawia się to: to, które chce pokazać światu, to jedyne?

Nie wiem jak odpowiedzieć… To po prostu się czuje. Jakby czas się zatrzymał, wszystko wokół przestało być kolorowe, zrobiło się szare, serce bije szybciej i to jest właśnie to!

Najbardziej barwny opis, jaki w życiu słyszałem (śmiech). Twoja postprodukcja jest bardzo naturalna, jakie masz podejście do Photoshopa?

Nie manipuluję kadrem – nie dodaję elementów, bo nie umiem, ale tez nie chcę. Czasem coś usuwam, ale to raczej drobnostki, które przeszkadzają w odbiorze. Koty są na tyle piękne same w sobie, że wystarczy je tylko musnąć i wystarczy.

Najbardziej chcę pokazać charakter i charyzmę kota.

Czy jest na sesji ktoś jeszcze z Tobą?

Nie, kiedyś mój mąż ze mną jeździł. Szybko doszłam do wniosku, że to tylko przeszkadza. Dwie osoby to jest chyba idealnie.

Mam dość zabawne pytanie… Czy Ty rozróżniasz te koty?

Pamiętam. Czasem mam tak, i jest mi z tego powodu przykro, bo nie mam pamięci do twarzy, że nie pamiętam imion właścicieli tych kotów, ale doskonale pamiętam wszystko o kocie. Wstydzę się tego, to jest straszne! (śmiech).

Przeważnie sobie przypisuję też do kotów to, co charakterystycznego robiły. Miałam np. kota, który siedział sobie na lodówce albo z jednym kotem smażyłam sobie rybę na patelni (to była sztuczna ryba z Allie Express – przyp. FRB). To są rzeczy, które się pamięta.

Twoja kotofotografia to nie tylko zwykłe portrety, bo masz na koncie dwa projekty: „Zabobon to zabobon” i „Nadal jestem kotem”. Opowiadaj!

To moje kochane projekty. Ten pierwszy składa się z 13 zdjęć i to nie jest liczba przypadkowa. Na każdym zdjęciu jest czarny kot i jakiś zabobon. I to są absurdalne zabobony, jak np. jeśli położysz bochenek chleba do góry nogami, to to przynosi pecha. Ogólnie chodziło mi o to, żeby pokazać absurd tego, że np. czarne koty przynoszą pecha. Co ciekawe, na każdym zdjęciu jest inny czarny kot.

Na początku robiłam dużo zdjęć dla fundacji, żeby pomóc. Ogłoszeń kotów jest masa, jeżeli kot ma dobre zdjęcia to łatwiej jest mu się wyróżnić, a ludzie są wzrokowcami. Słyszałam często, że czarne koty mają trudniej o adopcję, z racji koloru i tego, że „przynoszą pecha”. Z psami jest podobnie.

A drugi projekt, to dłuższa rzecz. Trochę mnie do niego zachęciła współpraca z fundacjami i to, że widziałam jak zachowują się koty niepełnosprawne. One nie mają poczucia, że takie są. Widziałam np. kota, który ma trzy łapy, a rozpędzał się z jednego końca pokoju do drugiego i zaczepiał się o zasłonę. Chciałam przekazać, że koty niepełnosprawne jej nie odczuwają i pomimo tego, to są nadal w 100% kotami. Jak adoptujesz kota, który nie widzi to on będzie tylko leżał i spał. Nadal będzie kotem! Będzie kradł Ci kanapki, miauczał w nocy itd.

Ten projekt ciągle trwa, przerwałam go, gdy miałam przerwę w fotografii. Teraz mam problem, bo zmienił mi się trochę styl i mam problem, żeby do niego wrócić.

Z czego wynikała ta przerwa od fotografii?

Miałam spory kryzys. Odsunęłam się od tego, nie widziałam w tym sensu. Połączyło się to też z pracą na etacie – pracowałam w kwiaciarni. Bardzo lubiłam tą pracę. Automatycznie nie miałam czasu i energii na robienie zdjęć.

Jak sobie z nim poradziłaś?

Miałam szczęście. Zostałam przeniesiona do oddziału, gdzie nic się nie działo. Siedziałam 8 godzin i nic nie robiłam. I wtedy myślałam sobie, że mogłabym coś w tym czasie robić, np. zdjęcia. Postanowiłam więc odejść. Przenieśliśmy się też wtedy na nowe mieszkanie i dostałam nowy zastrzyk energii.

Brakowało mi jednak tej fotografii… Było mi przykro. Wtedy tez poznałam moją przyjaciółkę, która tez mnie zainspirowała do powrotu.

Masz może jeszcze kogoś w życiu, kto Cię bardzo wspomógł w tej drodze?

To mój mąż. Miałam moją pierwszą wystawę, na której się popłakałam, bo przyszło bardzo dużo osób. Trzeba było coś powiedzieć, więc wyszłam na środek i mówię: „Dziękuję, że przyszliście i bardzo dziękuje mojemu mężowi za to wsparcie”. Gdyby nie Bartosz, to nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz. Dawał mi czas i był bardzo cierpliwy. Pomagał mi też przy zdjęciach, mimo że on nie ma zupełnie cierpliwości do kotów.

Pozdrawiamy Bartosza! Twoje projekty to też chęć pomocy kotom, działasz dużo na rzecz fundacji. Pomagasz bezdomnym kotom, powiedz coś więcej.

Mam dużo więcej zleceń, ale i tak staram się robić te sesje dla fundacji. To jest bardzo ważne. Marzę też o tym, że jak ktoś zobaczy, że fotografuje dla fundacji, to że inni fotografowie się też trochę tym zarażą. Zależy mi na tym, by ktoś uświadomił sobie, że gdy umie coś dobrze robić, to może tym pomagać innym.

Jakaś porada dla fotografów?

Zawsze w siebie wierzcie i nie traćcie wiary. Jak jest totalnie źle, to żeby mieć miejsce w sercu na fotografię. Traktujcie to wyjątkowo. Kiedy przyjdzie kryzys, to nie traktować fotografii jak coś najgorszego, co ich spotkało, ale wręcz przeciwnie. Trzeba wierzyć, że to co się robi może kiedyś stać się czymś, co wypełni ich życie. Będziesz pracował i wiedział, że to praca. Zdarzą się momenty, że będziesz totalnie wykończony, ale jednocześnie czuł wdzięczność, że to jest to, co chcesz robić.

Jakie jest Twoje marzenie fotograficzne?

Bardzo dziwne. Nigdy nie mówiłam o tym publicznie… Bardzo dużo robię zdjęć pozowanych, gdzie są jakieś scenki. Robiłam np. Filemona, który wydał książkę, który był psychiatrą – sporo tego jest.

Chciałabym zrobić zbiór zdjęć, które będą opisywały historię, która będzie spójna. I do tych zdjęć zrobić opisy, a to wszystko razem stworzy bajkę. Kocia bajka.

Piękne marzenie! Jak bardzo realne jest i czy coś robisz w tym kierunku?

Ćwiczę pisanie opisów. Bardziej się otwieram. To mi trochę pomaga. A jeżeli chodzi o zdjęcia, to chyba nie byłoby problemem. Mam nadzieję, że znajdzie się tez ktoś, kto chciałby to wydać. To wymaga też dużo czasu. Ale jest to zrobienia.

Czekam zatem! Bardzo chciałbym dostać taką bajkę z autografem Moniki Małek! Dzięki za rozmowę!

Również dziękuję!