#71 – Elwira Kruszelnicka

10 grudnia 2020, Author: Szymon Kasolik

Elwira Kruszelnicka – „Ze świata tego każdy ma tyle ile sam sobie weźmie” – Elwira na szczęście dzieli się z nami tym, co z niego zabiera. A zabiera wspaniałe, minimalistyczne fotografie z dziedziny reportażu i fotografii ulicznej. Czasem po prostu spaceruje po mieście z aparatem czekając na przygody. Jak sama mówi: nie warto się nastawiać, że takie zawsze się spotka, ale zawsze trzeba zostać otwartym.

Elwira Kruszelnicka w sieci: 

elwirak.com/

Elwira Kruszelnicka Photography |

@elwirakruszelnicka_photo


Zostań Patronem Podcastu!

Podcast powstaje dzięki Patronom:

Mariusz Morawski

Łukasz Lewandowski

Krzysztof Majcher


Elwira Kruszelnicka: Chciałabym nie dopuścić do takiej sytuacji, że już wszystko wiem, bo wtedy zanika radość i pasja. Tu chodzi o to, żeby odkrywać.

 

– Cześć Elwira!

Cześć, dzień dobry!

– Gdzie umiejscowiłabyś swoją fotografię?

Od dawna nie potrafię umiejscowić swojej fotografii w jednym miejscu. Mam wrażenie, że oscyluję pomiędzy reportażem artystycznym, bo wolę podpatrywać niż kreować, co nie zmienia faktu, że czasem kreuję. Moja fotografia jest trochę podzielona. Chyba nie mam potrzeby jej kategoryzować, stąd nazwa firmy – Między Kadrami, bo czuję się pomiędzy światami, kadrami i gatunkami w fotografii. Ważniejsze jest dla mnie odkrywanie pasji i energii niż to, żeby się gdzieś umiejscowić.

Jestem jak woda, której jest dużo na moich zdjęciach, rozlewam się po różnych obszarach fotografii.

– Czy taka interdyscyplinarność sprawia, że jest Ci łatwiej czy trudniej?

Zależy kiedy. Może się czasem okazywać, że to, że nie jestem typowym fotoreporterem jest pewnym ograniczeniem, ale jednak to, że się nie zamykam i nie mam sztywnych ram powoduje odkrywanie pasji i wtedy jest zdecydowanie łatwiej. Jestem jak woda, której jest dużo na moich zdjęciach, rozlewam się po różnych obszarach fotografii.

– Czy to nie jest jakieś zagrożenie, że nigdy nie wyspecjalizujesz się w danym kierunku?

Ja widzę zagrożenie w wyspecjalizowaniu się, bo wtedy człowiek się zamyka, fotografia jest bardziej przewidywalna, mniej w tym poszukiwań oraz króluje tam perfekcja. To też może być jakąś pułapką.

– Skąd u Ciebie zainteresowanie fotografią?

W dzieciństwie tata próbował we mnie zaszczepić fotografię i mimo że niechętnie wytrzymywałam w naszej prowizorycznej ciemni w łazience, to dopiero z czasem, gdy sięgnęłam po fotografię sama i złapałam w tym pasję, to wtedy dotarło do mnie, że zrobił więcej niż myślałam. Może nie udało mu się to od razu, ale jako że on był człowiekiem pełnym pasji a w domu odnajdywałam wiele czasopism foto to mam wrażenie, że to nieświadomie miało duże znaczenie.

Lubię zataczać koła i wracać do różnych tematów, w których co jakiś czas odkrywam coś nowego.

elwira-kruszelnicka

– Jak wyglądały Twoje początki z aparatem?

Na początku chyba standardowo ciągnęło mnie do fotografowania zachodów słońca, roślinek, rosy… Zupełne początki to poszukiwania w naturze. Potem bardzo szybko zaczęłam interesować się człowiekiem i naturalnym, spontanicznymi zachowaniem ludzi, które są ułamkami sekund nie do powtórzenia. Prowadziłam działalność związaną z eventami, imprezami integracyjnymi, szkoleniami w terenie, organizowałam spotkania, podczas których działo się dużo jeśli chodzi o emocje. Wtedy pod pretekstem, który rozumiałam jako dokumentację dla firmy i ludzi, to zaczęłam wtedy bardzo dużo fotografować.

– Dużo czasu zajęło Ci uświadomienie sobie, co tak naprawdę chcesz fotografować?

Ja chyba nie chciałabym do końca tego wiedzieć. Lubię zataczać koła i wracać do różnych tematów, w których co jakiś czas odkrywam coś nowego. Priorytetem jest dla mnie podążanie za tym, gdzie mnie ciągnie i staram się w to wsłuchiwać. Unikam presji i przymusu, co jest trudne prowadząc działalność fotograficzną, ale od początku staram się chronić tę pasję.

– Kto jest odbiorcą Twoich zdjęć?

Przez lata miałam okazję poczuć moich odbiorców i postrzegam tych ludzi jako osoby, które niekoniecznie poszukują odbioru czegoś oczywistego. To są osoby, które mają na tyle wrażliwości, że wyłapują to, co mnie poruszyło w trakcie fotografowania. Dostaję feedback z którego dowiaduję się, że moje obrazy coś w kimś poruszyły i zdaję sobie sprawę, że jest to kwestia tych osób i ich odczuwania. Nie mam nic przeciwko oczywistym fotografiom, bo choćby natura w swojej oczywistości jest piękna. Lubię jednak patrzeć na to, co jest codziennie zwyczajne, ale ukazane w nieoczywisty sposób.

– W jaki sposób poszukujesz tematów?

Bardzo różnie, ale praktycznie to dzieje się samo, a ja na to pozwalam. Przykładowo Show Girl, to materiał, na który może nie miałam pomysłu, ale gdy poznałam na jednej przypadkowej imprezie aktorkę, która nie lubi być fotografowana, ale zaczęła czuć się swobodnie przed moim obiektywem, to poczułam, że chcę powiedzieć o kobietach coś mocniejszego. Temat nagle sam się wykluł. Zakulisowe życie jest też tym, co nas fotografów pociąga. Tacy, którzy lubią szukać naturalnych sytuacji.

– Długo wyczekujesz na dany kadr?

Nie jestem osobą zbyt cierpliwą, ale fotografia uczy mnie tego, by na tyle zwolnić, że potrafię poczuć: „a teraz w tym kadrze powinno się zdarzyć…” i się jakimś cudem zdarza. Ale to nie zawsze tak wygląda. Czasem zaśmieję się z samej siebie, że jeszcze ten stan jakoś nie wychodzi. Czasem jest taki dzień, że samo wszystko idzie, bez jakiegoś oporu, a czasem jest to dzień, że choć byśmy chcieli to nie da rady.

– Jak przygotowujesz się do reportażu?

Dużo rzeczy u mnie dzieje się spontanicznie i idę na żywioł. Staram się na tyle poczuć to, co się dzieje, by umieć przewidzieć to co będzie za chwilę i gdzie mam być. Można zrobić przygotowanie na poziomie głowy, ale to by zaprzeczało temu, co powiedziałam wcześniej – dużo ważniejsze jest, żebym się do tego dostroiła. Na tyle była połączona z tym co się zadziewa, żebym mogła spokojnie te kadry widzieć.

Potrzebuję poszukiwać i odkrywać.

elwira-kruszelnicka

– Jesteś typem seryjnego fotografa czy raczej oszczędzasz kadry?

Pracując na stałkach, które mają światło f/1.4 muszę czasem kliknąć więcej, żeby wiedzieć, że mam ostre zdjęcie, ale wolę oszczędność jeśli chodzi o wybór zdjęć.

– Czym kierujesz się w selekcji i czy lubisz ten proces?

Nie usuwam, ale wyłapuję. Uważam, że to ważne, abyśmy my, jako fotografowie, potrafili powiedzieć, że „to jest to zdjęcie”. Czasem zdarza się, że podczas postprodukcji wyzwala się w nas coś twórczego, ale ogólnie jest to ten żmudniejszy proces. Nie lubię siedzenia przed komputerem.

– Dopasowujesz kolorystykę do tematu a czasem sięgasz po czerń i biele. Od czego to zależy?

Są materiały, które czuję od początku, że powinny być czarnobiałe. Zazwyczaj wtedy, gdzie pojawia się bardzo dużo interakcji, emocji i napięć. Kolor zdarza mi się dopasowywać do tematu po to, aby go podkreślał.

– Możesz stwierdzić, że jeszcze poszukujesz czy wiesz już w jakim stylu chciałabyś się poruszać?

Chciałabym nie dopuścić do takiej sytuacji, że już wszystko wiem, bo wtedy zanika radość i pasja. Tu chodzi o to, żeby to odkrywać. Może dlatego zataczam te koła, o których mówiłam, po jakimś czasie znajduję się w podobnym temacie, a nagle chcę go zobaczyć inaczej.

Łukasz Bąk powiedział, że jak już się wszystkiego nauczysz w danym temacie to bardzo szybko od tego odejdziesz w poszukiwaniu nowej drogi rozwoju. Zgadzasz się z tym?

Jeżeli ktoś odkryje w sobie artystyczną duszę, to ona jest wiecznie głodna i niespokojna. Potrzebuje poszukiwać i odkrywać. To nawet czasem jest niezauważalne dla odbiorców. Są osoby, które żyjąc z tej pasji balansują na granicy między powtarzalnym warsztatem rzemieślniczym, a tym artystycznym. Pewnie Ty i ja znamy ludzi, którzy po jakimś czasie łapią się i mówią, że trzeba poszukiwać czegoś nowego. Chyba im większa otwartość na to, tym większa szansa na radość.

Pozwalam sobie na takie momenty, w których odkładam aparat.

elwira-kruszelnicka

– Ile lat już fotografujesz?

Trudno jednoznacznie określić. Jednak niedawno moje zdjęcie z 2005 roku zdobyło wyróżnienie, więc można przyjąć, że te 15 lat temu były jakieś początki.

– Czy przez ten czas pojawiły się momenty odkładania aparatu?

Tak i pozwalam sobie na takie momenty w których odkładam aparat. Rozmawiam z innymi osobami fotografującymi, że to są takie naturalne falowania. Nawet się tym za bardzo nie przejmuję, bo mam wrażenie, że w takim naturalnym rytmie coś mnie chwyta, idzie to znowu i już patrzę z innego punktu na to wszystko, co wcześniej widziałam. Ten dystans wydaje mi się potrzebny i ważny.

– A nie jest to trochę niebezpieczne, że poczujesz się dobrze bez tej fotografii?

Wiele było takich chwil, że ten aparat leżał i tyle razy coś znowu mnie pociągnęło, że chyba już się tego nie boję. Kiedyś mówiłam, że może fotografia nie będzie celem, ale na pewno będzie moją drogą. Minęło ileś lat i tym bardziej mogę to potwierdzić, że będę fotografować, nie wykluczając, że będzie to tylko część tego, co będę w życiu robić.

– Myślisz, że od czego zależy, że jeden podniesie się z takiego kryzysu, a drugi nie?

Nie wiem. Być może niektórzy mają z tyłu głowy taką myśl, że tyle już zostało w danym temacie powiedziane, tylu jest świetnych ludzi zajmujących się fotografią, że pozwolą sobie porównywać się. Kiedy nie skupimy się na tym, czy nas to kręci czy nie i chcemy to robić, tylko będziemy patrzyli na to jako czy jest sens. Może to wynikać z tego, że ktoś za bardzo się zdystansuje.

To jest moja osobista droga poszukiwań.

elwira-kruszelnicka

– Czym fotografujesz?

Niestety nie mogę się przekonać do innego aparatu niż lustrzanka. Jak chcę mieć zestaw minimalny to wystarczy mi 35mm do pełnej klatki. To jest dla mnie szkło podstawowe którym potrafię zrobić cały reportaż. Dobrze też jest mieć przy sobie 50mm i 105mm.

– Co jest najważniejsze w Twoich zdjęciach?

To jest moja osobista droga poszukiwań. Te zdjęcia rezonują ze mną, dotykają czegoś we mnie, są moim osobistym dialogiem z samą sobą. W tych fotografiach, niezależnie do tematu, staram się czuć tę pasję. A jeśli przy okazji te zdjęcia poruszą coś w kimś innym, to już w ogóle jest cudownie.

– Gdzie widzisz się za parę lat ze swoimi zdjęciami?

Na samym początku drogi pomyślałam sobie, że chciałabym, aby moje fotografie wisiały na ścianach w jakichś eleganckich miejscach, przestrzeniach prywatnych, hotelowych. Chciałam, żeby gdzieś, ktoś patrząc na te fotografie mógł mieć jakieś emocje. To było lata temu i to było jakimś zaprojektowaniem przyszłości, bo to się zaczęło dziać. Dziś już nie wybiegam. Świat jest na tyle dynamiczny, fotografia się na tyle rozwija, że najważniejsze jest dla mnie to, aby chcieć sięgnąć po aparat i mieć tę radość.

– Twoja porada fotograficzna?

Nie porównywać się i dużo fotografować. Mam też takie spostrzeżenie, że warto pozwalać sobie na odkrywanie, co dają nam wszelkie ograniczenia np. wyjście na spacer z tylko jednym szkłem. Ograniczenie się do miejsca, które jest najbliżej lub najczęściej przez nas odwiedzane. Dużo łatwiej jest wyzwolić w sobie zapał i więcej widzieć w spektakularnych warunkach, ale dużo ciekawsze może być zagłębienie się w coś przy pomocy ograniczeń.

– Posiadasz jakieś marzenie fotograficzne?

Może jedno. Żeby ta fotografia gdzieś cały czas, w moim wewnętrznym odczuciu się rozwijała. Żebym to ja czuła, że pokonuje w swoim rytmie jakąś drogę poszukiwania i odkrywania. Na pewno nie chciałabym kroczyć tymi samymi ścieżkami i czuć, że chodzę po czymś, co już odkryłam. Chcę cały czas czuć to, że coś nowego się zadziewa, nawet jeżeli nie do końca wszyscy to wychwycą. Chodzi tu o mnie, o moje poczucie spełnienia.

– Dziękuję za poświęcony czas!

Bardzo dziękuję!

elwira-kruszelnicka

Wszystkie zdjęcia wykorzystane za zgodą autorki.

Posłuchaj też: Marcin Ryczek – „Znaleźć to, co naprawdę czujemy”