#9 – Izabela Urbaniak

3 stycznia 2019, Author: Szymon Kasolik

Izabela Urbaniak – autorka serii „Summertime” ukazującej cudowne dzieciństwo na polskiej wsi. Iza tworzy też zmysłowe kobiece portrety oraz reportaże. Niesamowicie ciepła i wrażliwa osoba. Właścicielka dwóch psów, wyjątkowo wyczulona na świat zwierzaków. Autorka zdjęć do kalendarza „Wielcy małym”.

izabela-urbaniak

Rozmawiamy m.in. o:

– Seria „Summertime” – dzieciństwo na polskiej wsi: jak była tworzona i jak się ma dziś?

– Jak powstał kalendarz „Wielcy Małym?

– Czy każdą kobietę da się pokazać w zmysłowy sposób?

– Motywach tańca i zwierząt w zdjęciach Izabeli. 


wwwwww.izabelaurbaniak.pl

Fb: Izabela Urbaniak Photography

Instagram: izabelaurbaniak_photography

Blog Chwilo Trwaj: www.izabelaurbaniak.blogspot.com


Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na iTunesie oraz Spotify.

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk

Kogo chcesz usłyszeć w kolejnym odcinku? Napisz!


Poniżej transkrypcja naszej rozmowy: 

Cześć Izabelo!

Cześć Szymon!

Powiedz, co ostatnio fajnego fotografowałaś?

Ojej, ja cały czas coś fotografuję więc.. Coś fajnego, generalnie dużo swoich dzieci fotografuję więc to jest takie najfajniejsze dla mnie i najbardziej emocjonalne, jeśli chodzi o taką fajność dla mnie.

Dobra, a to jest ciągle element Twojej słynnej serii „Summertime”, o której za chwilę porozmawiamy?

Nie, to są takie zwykłe, codzienne sprawy.

Czyli prywata, której nawet nie publikujesz?

Tak. Niewiele z tej prywaty publikuję, czasem się coś zdarzy.

W Twojej fotografii, w sumie głównymi motywami są m.in. dzieciaki, właśnie we wspomnianej serii „Summertime”, a także zwierzaki. I od tych zwierzaków chciałbym zacząć, bo jesteś autorką kalendarza „Wielcy Małym”, w której artyści pomagają zwierzakom. Czy Ty możesz powiedzieć, jak doszło do tego projektu i z czego wynika, że Ty jednak po te zwierzaki często sięgasz w swoich sesjach.

W tym roku to była już 11. edycja tego kalendarza. W zeszłym robiłam go po raz pierwszy we współpracy z fundacją „Wielcy małym”, więc to nie jest, że ja od początku tkwię w tym projekcie. To się zdarzyło trochę przypadkowo, bo okazało się, że osoba, która się tym zajmuje – spotkałyśmy się po prostu na spacerze z psami i tak z rozmowy wyniknęło, że jestem fotografem, a ona ma jakąś fundację i tak mnie zaprosiła do współpracy i w tym roku robiłam to drugi raz.

Jak Ci się pracowało z ludźmi z showbiznesu?

Pierwszy raz byłam troszeczkę, może niezestresowana, ale mocno podekscytowana tym, że zobaczę Marcina Dorocińskiego na żywo (śmiech)

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

Aha i tylko niego? (śmiech)

Oni pomagają tym zwierzętom, więc to są naprawdę dobrzy ludzie, którzy to robią bezinteresownie. Użyczają swojego wizerunku, który w jakiś sposób ma pomóc później w zdobyciu jakiejś pomocy dla schronisk, dla zwierzaków. Bardzo fajnie się z nimi współpracuje. To są szybkie zdjęcia. Oni przychodzą, zwierzaki ze schronisk przyjeżdżają, bo promujemy adopcje zwierząt ze schroniska – albo jakieś stare, albo chore, więc żeby tym zwierzętom pomóc. I to rzeczywiście działa.

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

Ty chyba jako fotograf jesteś w tym projekcie właściwym człowiekiem na właściwym miejscu, bo sama kochasz te zwierzaki. Zresztą sama przed rozmową wspomniałaś, że tam w tle gdzieś mogą odzywać się Twoje dwa psy.

Tak, kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie, żeby można było nie kochać. Niestety okrucieństwo wobec tych zwierzaczków często się pojawia, czego ja nie mogę zaakceptować i zrozumieć, ale ja kocham je ponad wszystko i traktuję jak swoich członków rodziny. Jest chyba tak jak powiedziałeś: właściwa rozmowa na właściwym miejscu, bo nie wyobrażam sobie, żeby ktoś kto na co dzień nie miał styczności ze zwierzętami, realizował taki projekt.

Motyw zwierzaków również pojawia się w, najsłynniejszej chyba Twojej serii, „Summertime” – słynnej serii ukazującej beztroskie dzieciństwo na polskiej wsi. Muszę się Ciebie spytać o to od razu, bo pamiętam jak tylko przeglądarka wczytała mi Twoją stronę, pierwsze skojarzenie to Sally Mann – czy w ja w dobrym kierunku myślę?

Rzeczywiście dobrze kojarzysz, bo to osoba, która może nie tyle była moją inspiracją, bo tutaj nawet nie chciałabym porównywać moich zdjęć, ale na pewno forma, w której dokumentowała życie swoich dzieciaków jest bliska memu sercu i rzeczywiście bardzo emocjonalnie na mnie działa.

Czyli moje myśli szły w dobrym kierunku, cieszę się!

A ja się cieszę, że tak to porównałeś i skojarzyłeś (śmiech).

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

Serię prowadzisz od 2012 roku, jak ona ma się dzisiaj, bo Twoje dzieciaki dojrzewają…? 

No właśnie, chyba już się skończyła niestety – mówię o tym ze łzami w oczach. To już nie są dzieci, a w zasadzie nastolatkowie. Mój starszy syn ma 16 lat, więc w tą serię już w ogóle się nie wpasowuje. Generalnie mam dwóch synów i spędzamy czas na wsi jeszcze z kuzynostwem. To są dzieciaki, które jeszcze mogą znaleźć się na jednym czy dwóch zdjęciach z konkretnego roku, ale to już końcóweczka i w tym roku może się już nie udać… Nie wiem więc czy będę mogła nadal pokazywać to beztroskie dzieciństwo na polskiej wsi…

A planujesz ją jakoś zakończyć np. jakimś albumem, chyba że już jest?

W formie do odprzedaży chyba nie. Wiele osób mnie o to pyta, szczerze mówiąc parę razy miałam na myśli, żeby go wydać, ale trochę za dużo rzeczy na głowie bym wtedy miała. Sama bym nie potrafiła takich zdjęć wybrać, bo jestem za bardzo związana z nimi. To musiałby być jakiś fotoedytor, ktoś kto tą książkę złoży. Nie na dzień dzisiejszy, może kiedyś.

Jak pracowałaś przy tych zdjęciach, bo widać, że nie ma w nich za wiele ingerencji, zresztą ciężko o niej mówić w przypadku fotografii dzieci. Na zdjęciach są nie tylko Twoje dzieci, kim jest reszta?

My spędzamy tam dużo czasu w trakcie wakacji, ok miesiąca. Więc dzieciaki pojawiają się różne, z sąsiedztwa, okolic czy dzieci moich znajomych, więc czasem jest to mieszanka wybuchowa. Na stałe w tej serii pojawia się dwóch moich synów i kuzynostwo – Jasiu i Maja. To są mojego męża siostry dzieci, więc taka najbliższa rodzina.

Przy fotografowaniu po prostu ich obserwujesz czy jest w jakiś sposób ingerencja?

Nie, nie. Nawet jak ich poproszę, żeby się zatrzymali na chwilę w miejscu, bo np. na ich twarze pada piękny promień słońca, to i tak, o ile ubłagam, żeby się zatrzymali, to jest moment. Dwie, trzy klatki i to wszystko, dalej uciekają i robią swoje.

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

Od początku wiedziałaś, że nie będą w kolorze?

Po pierwszym zdjęciu, które wiedziałam, że może zapoczątkować taką serię – tak.

Kolor by tu chyba nawet przeszkadzał…

Dokładnie. Przede wszystkim postanowiłam to pokazać w czarno-białej wersji, żeby to ujednolicić i żeby kolor nie rozpraszał.

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

Nie licząc samej tej serii, która jest taka bardzo iddyliczna, ogólnie jesteś przeciwniczką dzieciństwa z TV, smartfonami, McDonaldem. Mam tu na myśli zdjęcie z Twojego bloga, ono się nazywa „Poltergeist” i jest na nim dziecko wpatrzone w TV. Powiedz proszę z czego to wynika, czy można powiedzieć, że to jest Twój protest przeciwko dzisiejszej technologii?

Żyjemy w takich czasach, że tej technologii nie da się uniknąć. Nawet najmniejsze dzieci mają już smartfony i tablety, ale fajnie byłoby ograniczyć to używanie, żeby dzieci korzystały z życia, dzieciństwa, bo czasu nie kupimy. Szkoda marnować swój czas na siedzenie przed komputerem. Może nie do końca jest to protest, po prostu chciałabym, żeby moje dzieciaki miały jak najmniej z tą technologią wspólnego.

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

Przeglądnąłem sobie dość dokładnie Twojego bloga, facebooka i instagrama i odnoszę wrażenie, że swoją fotografią chcesz zdziałać znacznie więcej niż tylko pokazywać, nie da się ukryć, przepiękne kobiety. Znajduje w nich kilka trudnych tematów, np. zdjęcia pani Teresy. Podoba mi się też to, że nie boisz się mieszać tych zdjęć w portfolio. Z czego wynika Twoja wrażliwość na świat, nie tylko na fotografię?

Wynika to z mojego charakteru, z empatii, której mam ogromne pokłady. Często się wzruszam np. zwierzątkami, jak sam zauważyłeś, lub jakimś nieszczęściem innych ludzi. Z potrzeby serca pewne rzeczy fotografuję, chcę to dokumentować. Jak wspomniałeś o Pani Teresie, to było tak dawno temu, że już nawet zapomniałam o tych zdjęciach. Przypadkowo trafiłam na tą kobietę, która wychowywała 4 swoich dzieci w bardzo ciężkich warunkach, na zapuszczonym podwórku, z toaletą na zewnątrz, bez wody bieżącej. Później pomagałam w jakiś sposób. A to wiedziałam, że dzieciaki nie mają zeszytów lub książek do szkoły, sama z siebie wspomagałam ją. Wzruszają mnie takie sytuacje. Nie każdy może cieszyć się życiem, jak inni.

A Twoja reporterska seria „Living here”? Skąd pomysł?

To jest seria osób, które siedzą w centralnej części swojego pokoju na łóżku i pokazuję w jakim otoczeniu są. Ten pokój tak naprawdę odzwierciedla charakter tych ludzi. Tam jest też zdjęcie mojej babci, która była bardzo bogobojną osobą, więc miała mnóstwo portretów i figurek Matki Boskiej. Jednym zdjęciem chciałam odzwierciedlić, pokazać kim Ci ludzie są. I skąd się to wzięło? U mnie to dużo przypadków w mojej fotografii ma znaczenie, bo pierwsze zdjęcie, które zrobiłam, to było podczas robienia sesji modelce na łące, przy starym budynku. Wyszła jakaś pani, która chciała kotka mi dać do zdjęcia, chciała pomóc i później nawet sukienki przynosiła. Ja poszłam oddać te rzeczy i zobaczyłam w jakich warunkach ona żyje i od razu pomyślałam, że chciałabym to sfotografować i pokazać, że nie wszyscy mają łatwo. I tak to się zaczęło. Można powiedzieć, że stworzyła się niekończąca seria, chociaż przyznam, że już dawno nie robiłam nic nowego do tej serii.

W jaki sposób znajdowałaś ludzi do tej serii i jak przekonywałaś ich do zdjęć?

To są osoby, które w jakiś sposób znałam, albo były znane innym moim znajomym. Jedna pani, która siedzi ze swoimi monidłami na ścianach w dość zapuszczonym pokoju, była znajomą mojego wujka ze wsi. Raz byłam na Mazurach na wakacjach i po prostu wypytywałam czy jest w okolicy ktoś, kto jest taką osoba wartą uwiecznienia i dostałam informację, że jest pani, która prowadzi swoje ognisko kultury rodzinnej. Ubrała mi się w piękny strój regionalny, zaczęła śpiewać, opowiadać historię, legendy pisze sama…

Powiedz proszę, jak balansujesz pomiędzy tymi seriami reporterskimi, a serią dziecięcą czy bardzo zmysłowymi portretowymi kadrami. W każdym z tych stylów masz jakby inny styl Izabeli Urbaniak, czy to działa automatycznie?

Działam bardzo spontanicznie, więc jest to z potrzeby serca. Czasami jak za dużo jednym ciągiem robię zdjęć reportażowych, to tęskni mi się do fotografii artystycznej. Potrzebuję balansu pomiędzy zdjęciami dokumentalnymi, a zdjęciami kobiet. Czasem jak za dużo robię zdjeć kobiet, to tęskni mi się do reportażu, więc biorę aparat i idę na ulicę i staram się zrobić choćby zdjęcie streetowe. To wszystko wynika z tego, że kocham fotografię, to jest pasja mojego życia i gdzieś w mojej głowie i podświadomości ciągle tkwi i miewam, w zależności od nastroju, różne potrzeby fotografowania rzeczywistości.

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

A jakbyś miała powiedzieć do której z tych dziedzin jesteś najbardziej przywiązana?

Nie potrafię (śmiech). To wszystko zależne od nastroju.

Mnie zawsze się wydawało, że trzeba się trzymać tylko jednej kategorii fotografii.

A ja jeszcze robię zdjęcia produktowe, komercyjną też się zajmuję… Każda dziedzina fotografii jest mi bliska i nie potrafię tego mocno rozgraniczyć.

Czy miałaś już jakiś fotograficzny kryzys?

Nie. Teraz miałam taki ciężki okres pracy, bo to były 3 miesiące fotografowania bez dnia wolnego, to nawet wtedy nie myślała, żeby to odłożyć. Potrzebowałam tylko dwa, trzy dni na regenerację sił i dalej.

Mało Photoshopa używasz w swoich zdjęciach, jak sama zresztą piszesz. Jak przygotowujesz się do zdjęć, by były dobre u podstaw?

To jest podstawa. Zdjęcie musi być dobre już wyjściowo. Nie stosuję zasady, że staram się uratować coś, co nie ma sensu. Naładować kilka kilogramów Photoshopa, żeby miało jakiś odbiór – absolutnie nie.

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

Światło dzienne czy studio?

Wszystko to światło naturalne, rzadko kiedy blendę nawet wyciągam, bo z reguły pracuję sama.

Czyli nie korzystasz też z pomocy wizażystek/stylistyek?

Jeśli chodzi o moje prywatne sesje to nie.

Ciekawe… A ile z Twoich zdjęć to sesję na zlecenie, a ile prywatne projekty?

To co pokazuje na Facebooku to moje autorskie. Czasem pojawiają się zdjęcia z warsztatów, by pokazać, że też się tym zajmuje. A swoich sesji prywatnych nie pokazuję.

Nie licząc kalendarza „Wielcy Małym” bardzo często współpracujesz z osobami z showbiznesu. Jak dochodzi do takiej współpracy, pracuje Ci się trudniej?

Są różne osoby, dużo mam takich sesji prywatnych. Kobiety przyjeżdżają do mnie na sesję, które mają na celu poprawić im nastrój, bo coś się wydarzyło w ich życiu, troszkę tak jakby terapia. Z różnym nastawieniem przyjeżdżają, niektóre są mocno szczęśliwe, bo np.. schudły kilkadziesiąt kilogramów i czują się pięknie, natomiast są też w drugą stronę: kobiety po rozwodzie, zdradzone. Też chcą się lepiej poczuć i widać to inne nastawienie i inną aurę. Ale staram się każdą z tych kobiet, bez względu na to, co siedzi im w głowach, pokazać w piękny i delikatny sposób.

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

A współpraca z ludźmi z showbiznesu? Jest trudniej?

Nie. Wbrew pozorom to są bardzo otwarte i ciepłe osoby. Nie spotkałam się nigdy z negatywnym nastawieniem. To też wynika z mojego charakteru, ja jestem otwartą osobą, więc w trakcie sesji stwarzam atmosferę normalnej relacji. Nie ma tutaj, że jestem dyrektorką na sesji i proszę robić to, co każę. Absolutnie nie! Jestem otwarta na propozycję i współpracę. Staram się też dostosować, zawsze z uśmiechem na ustach, więc atmosfera jest zawsze miła i przyjazna.

Podczas fotografowania przekazujesz w jakiś sposób swoją wizję czy bazujesz na naturalności tych sesji?

Naturalność to jest podstawa w moich sesjach i staram się ew. wykreować sytuacje, która mogłaby być odzwierciedleniem jakichś naturalnych czynności. Jeśli to są kobiety lub sesje biznesowe i widzę, że temu modelowi/modelce nie wychodzi ta czynność to przeistaczam się troszkę w rolę modela i układam siebie pod kątem tego, jak to wg mnie miałoby wyglądać.

dziecinstwo-na-polskiej-wsi

Prowadzisz warsztaty „Zmysłowość w kadrze” czyli jak wydobyć zmysłowość z kobiety. Czy wg Ciebie da się ją wydobyć z każdej?

Tak (śmiech)

Czy możesz zdradzić coś więcej? Wiem, że od tego są warsztaty…

Po to one są, żeby pokazać jak ja to widzę. Z reguły staram się, żeby to były dziewczyny, które mają mniejszą styczność z modelowaniem. Zdarza się tak, że są wymogi od kursantów, żeby to były zwykłe kobiety – nazwijmy je „sąsiadkami”, które przed obiektywem w życiu jeszcze nie stały. Wszystko po to, by pokazać, że każdą kobietę można fajnie sfotografować. Staram się wykreować sytuację czy czynność, która ona ma wykonać. np. chociażby picie herbaty. Trzyma kubek, zamyśla się, wymagam od modelki tylko, by tą czynność robiła naturalnie. Albo np. dostaje książkę do czytania, zaczytuje się i ja staram się wyłapać odpowiednią perspektywę, moment i światło.

Czyli kompletnie nie przekombinowujesz. Sięgasz po bardzo proste metody, myślę, że kluczem w Twoich sesjach będzie ta otwartość, o której już wspominałaś.

Tak, to jest podstawa. To nie tak, że puka do mnie pani Zosia, która zamówiła sobie u mnie sesję, ona puka, wchodzi, zdejmuje płaszcz, a ja biorę aparat i robimy sesję. Absolutnie. Najpierw trzeba chwilę porozmawiać. Mam w tych dwóch godzinach przeznaczonych na zdjęcia czas poświęcony na herbatę i pogawędkę. I to bardzo pomaga, otwiera je.

Takie podejście do portretów lubię nazywać reporterskim, bo wydaje mi się, że nie da zrobić się dobrego reportażu wskakując komuś np. do domu od razu z aparatem w dłoni, tylko trzeba tych ludzi poznać, zdobyć zaufanie do tego stopnia, że zacznę zachowywać przy nas naturalnie.

Tak, chociaż te dwie godziny to pewnie mało, ale chociaż to jakaś namiastka. Ale jeśli chodzi o reportaż, to zdecydowanie z fotografowaną osobą tego czasu musisz spędzić więcej.

Jasne. Czy te modelki, które do Ciebie przychodzą lubią się na zdjęciach?

Ojej, „Ja jestem niefotogeniczna, nie lubię zdjęć!” – to jest pytanie: czemu przyszłaś? (śmiech). To chyba rodzaj kokieterii.

A gdy już zobaczą efekty?

Nigdy nie spotkałam się z negatywnym odbiorem zdjęć i z reguły dostaję bardzo miłe wiadomości.

Te warsztaty to cykliczne wydarzenie?

Nie, indywidualne ustawiam pod konkretną osobę. Ostatnio współpracuję z Studio Huśtawka, więc mamy na ten rok wiosenne warsztaty ustalone.

Motyw tańca w Twoich zdjęciach… To kolejna rzecz, która dość często się pojawia.

(śmiech) Tutaj dochodzimy do mojej przeszłości, niespełnionych ambicji baletnicy. Kiedyś próbowałam, chociaż na pierwszej próbie się skończyło. Ale jako dziecko występowałam w różnych domach kultury, gdzieś ten taniec się przewijał. Jest to cudowna forma spędzania czasu, poza tym piękna wizualnie, więc czemu tego nie sfotografować?

Kurcze, jak tak rozmawiamy już 30 minut, to dochodzę do wniosku, że cała Twoja fotografia jest o Tobie. Bazujesz na naturalności, niczego nie kreujesz…

Tak, działam bardzo spontanicznie. Jedyna moja, mocno zainspirowana zdjęciami Davida Hamiltona, sesja dyplomowa była zaplanowana, ustawiona, gdzie rozrysowywałam sobie kadr. To był jedyny raz, kiedy było mocno przemyślane.

Myślisz, że kiedyś braknie Ci pomysłów?

To nie są jakieś mocne pomysły, to są rzeczy z życia wzięte. Wiele osób może to robić. Inspiruje mnie życie.

A gdybyś miała podać fotografów, którzy Cię inspirują?

Na pewno Sally Mann. Uwielbiam Sarę Moon – za jej formę, za taką nieoczywistą, mocno rozmytą i rozostrzoną fotografię. Davida Hamiltona – jak już wcześniej wspomniałam, mam ogromny sentyment do jego fotografii. Cartier Bression – jako mistrz dokumentalista i uchwycenia odpowiedniego momentu. Gregory Credwson – to tak apropo tego zdjęcia „Poltergeist”, to była moja inspiracja jeśli chodzi o światło. Ellen von Unwerth też…

A Twoje przemyślenia jeśli chodzi o dzisiejszą fotografię? Co myślisz o młodych twórcach, jest ktoś kogo obserwujesz?

Wiktora Franko uwielbiam… To jest cudowny człowiek i świetny fotograf.

Nie jest taki młody (śmiech)

(śmiech) Tak, ale mówimy o takich współczesnych. O ile mowa o naszym polskim rynku… Na pewno dużo tej fotografii, która pojawia się na Facebooku, muszę powiedzieć, że dużo jest niestety tego samego. Nie ma w tym czegoś, co łapie za serce.

Wiktor w podcaście wspominał o anonimowości na Instagramie, że tylko przeglądamy zdjęcia twórców, nie interesując się twórcami. Wiem, że tez tam działasz, jak do tego podchodzisz?

Muszę trochę to bardziej rozhulać (śmiech). A widzę, że ma potencjał. Facebook bardzo ogranicza zasięgi…

Jak znajdujesz w swoim życiu czas na to, by jeszcze prowadzić bloga „Chwilo trwaj”?

On jest dosyć chaotyczny, ale to tak jak w mojej głowie mniej więcej. Traktuję to jako formę pamiętnika, bo łatwiej zajrzeć mi pod adres strony internetowej, niż przeglądać kilkanaście dysków. Tak po prostu chaotycznie działam.

To na koniec, czy możesz się podzielić jakąś radą fotograficzną?

Ojej… Uważam, że jeśli kochamy to, co robimy to na pewno w jakimś stopniu osiągniemy sukces – mniejszy czy większy. To jest moja rada, żeby brać się za to, co rzeczywiście kochamy, co jest naszą pasją. Wiele razy słyszałam historie o osobach, którzy stwierdzili sobie, że zarobią np. na fotografii ślubnej dużo pieniędzy i zostają fotografami. To w ten sposób nie działa. To widać na zdjęciach, czy ktoś to tworzy siermiężnie czy od serca. Kierujmy się sercem.

Jakieś fotograficzne marzenie?

Chciałabym więcej miejsc odwiedzić na świecie, więcej sfotografować. Czasem mam koszmar, że jestem w jakimś pięknym miejscu i nie mam aparatu albo bateria mi siadła (śmiech). Nie potrafiłabym się cieszyć chyba byciem gdzieś bez możliwości sfotografowania tego. To jest już patologia (śmiech).

Zdrowa patologia. Twoich podróżniczych zdjęć w internecie nie ma zbyt wiele…

Nie dzielę się wszystkim. Dużo zdjęć robię do szuflady. Mam za duży miszmasz na Facebooku.

W takim razie życzę Ci jak najwięcej tych fotograficznych podróży i wszystkiego dobrego.

Dziękuję bardzo Szymon!

dziecinstwo-na-polskiej-wsi