#10 – Damian Drewniak

10 stycznia 2019, Author: Szymon Kasolik

Damian Drewniak – fotograf malarz i poeta, choć Damian z tego określenia się śmieje. Tworzy on niesamowicie poetycką i głęboką fotografię koncepcyjną zamkniętą w formacie kwadratu. Magia, kolory, historie – witajcie w Jego świecie.

damian-drewniak

Rozmawiamy m.in. o:

– W jaki sposób siłownia zainspirowała Damiana?

– Jak wiele w tym Photoshopa?

– Dlaczego Damian potrzebuje czasem 15 kadrów do jednego zdjęcia?

– Jak mogą inspirować second handy? 

– Jak zrobić zdjęcie o braku pomysłu? 


www: www.damiandrewniak.pl

Fb: Damian Drewniak Fotografia

Instagram: drewniakdamian


Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na iTunesie oraz Spotify.

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk

Kogo chcesz usłyszeć w kolejnym odcinku? Napisz!


Poniżej transkrypcja naszej rozmowy: 

Liryka, bo fotografia, która nie chce nam czegoś powiedzieć ma dla mnie mniejszą wartość. Pisanie obrazami idzie mi najlepiej – dziś rozmawiam z fotografem, ale mam wrażenie też, że z poetą i malarzem – Damianem Drewniakiem. Cześć Damian!

(śmiech) Witaj Szymonie, Boże, cóż za wstęp, takiego się nie spodziewałem. Ale fajnie, podoba mi się, początek dobry!

Twoje słowa, prawda? Dodałbyś coś jeszcze?

(śmiech) Ty już dodałeś! Zastanawiam się czy tego nie skorygować, bo co do poezji to… Nie wiem co moja polonistka powiedziałaby na ten temat, próbowałem, starałem się, ale mnie nie doceniała. Cudowna była! Pozdrawiam! Fantastyczna kobieta!

damian-drewniak

Nie czujesz się takim poetą obrazami? Mówisz, że nimi malujesz, że zdjęcie traktujesz jak płótno…

To, co wyciągnąłeś z tego, co napisałem kiedyś to cała prawda. To nie jest tak, że fotografia, która nie opowiada o czymś jest zła, absolutnie nie! Są krajobrazy, proste portrety i mam mnóstwo przyjaciół, którzy tworzą taką fotografię i ta fotografia ma swoje miejsce, ma swój czas i swoich odbiorców. Ja się znalazłem w tym miejscu, w którym jestem i dobrze mi z tym. Tzn. staram się coś obrazem opowiedzieć, wciągnąć widza w jakąś historię, a jeszcze jest fantastycznie, kiedy ten widz daje się wciągnąć i wtedy możemy „pogadać”. Czasami to zejście wspólnych światów – moje i widza – nie zawsze jest spójne i to jest jeszcze fajniejsze, bo okazuje się, że powiedziałem trochę więcej niż chciałem powiedzieć. To jest cudne i mnie tak naprawdę nakręca, bo jeśli ktoś powie o jakimś moim zdjęciu: fajny kolor, fajna modelka – ok! Ale jak opowie historię, którą ja poniekąd chciałem zasiać w nim to to jest jeszcze fajniejsze. Liryka – nr 1. Drugie miejsce: kolor i cała reszta.

Na Twojej stronie wita nas dział: w moim świecie. Na ile ten Twój świat odzwierciedla Twój prawdziwy?

To zależy, który jest prawdziwy (śmiech). Uwielbiam zderzenie dwóch światów. Nawet moje ostatnie kadry, które pojawiły się na social mediach, to one poniekąd mają łączyć te dwa światy, czyli ten, który mamy na zewnątrz i nas otacza i ten, który mamy w głowie. Nie zawsze są takie same, a wręcz przeciwnie. Natomiast my sami decydujemy, którego świata chcemy w swym życiu więcej. Wiadomo, że w momencie gdy mamy marzenia, nie jesteśmy w stanie od razu ich zrealizować, ale jesteśmy w stanie do nich dążyć. Te ramki, które ostatnio pojawiły się u mnie na dwóch kadrach, a pojawią się jeszcze na kolejnych, to miała być taka bezpośrednia refleksja na ten temat, czyli to, co w ramkach miało być naszym wnętrzem. I to jest to, trochę mój świat – trochę z pogranicza jawy i, może nie snu, bo to nie tak, nie opowiadam o snach, bardziej o wyobrażeniach ludzi, tego co mają w środku. Dzięki temu, że mam aparat a potem maluję po tych kadrach, jestem w stanie te wnętrzności wyciągnąć na ekrany monitora tudzież na printa.

Zawsze chcesz opowiadać swoimi zdjęciami czy czasem wystarczy Ci po prostu ładny obrazek?

Oczywiście – mam dużo historii i chyba mam do nich największą słabość. Natomiast czasami spotykam fantastyczne dziewczyny na swojej drodze, które w jednej chwili mogą być każdą osoba, którą ja sobie wymarzę. I tak naprawdę czasami nie potrzeba mi więcej wyrazu i niezwykłej historii. Czasami wystarczają mi cudowne oczy, fantastyczne piegi, cudowna kompozycja kolorystyczna. Nie opowiadam zawsze, natomiast faktycznie największą słabość mam do tych kadrów, na których mogę sobie pogadać.

W przypadku Twoich zdjęć, nie mogę się oprzeć, żeby nie zapytać: jak powstaje ten proces jednego zdjęcia, jednej Twojej sesji. Czy zaczynasz może od lokacji, czy może modelki, czy najpierw jest pomysł?

To też trochę bardziej skomplikowane. Zazwyczaj najpierw rodzi się pomysł, a jeszcze fajniejsze są kadry, które zaczęły się od braku pomysłu. Zaraz opowiem fajną historię. Z reguły zaczyna się od czegoś jednego. Kawałka tekstu, kawałka jakiejś piosenki, tudzież obrazu Vermeera, czyli inspiracje. Modelka nie do końca na początku, chyba, że jest to bardzo charakterystyczna twarz. Najpierw historia, później rozbudowuje się to o kolor i oczywiście dopasowanie odpowiedniej modelki, nie każda osoba jest w stanie wyrazić każdą historię. Staram się szukać bardzo charakterystycznych twarzy, mam nadzieję, że to widać. Mógłbym wymieniać dziewczyny, ale bałbym się, że którąś pominę.

Czasami historia, czasami banalna kompozycja kolorystyczna, która mam w głowie lub widzę w danym momencie w miejscach obok których chodzę i wtedy zaczynam opowiadać od miejsca. Zdarza się też, że faktycznie jest to tak charakterystyczna twarz, że zobaczę ją na jakimś profilu i wiem, że muszę do tej modelki jechać.

damian-drewniak

A jak to z tą lokacją jest?

Wiesz, Częstochowa akurat, bo tu mieszkam, już jakby trochę mnie ogranicza. Aczkolwiek ostatnio moja cudowna znajoma – Asia, zabrała mnie w fantastyczne miejsce i okazało się, że nie wszystkie szufladki w tej Częstochowie już się pootwierały i nie wszystko stracone. Ale to akurat zaczęło się od koloru. Niesamowite miejsce ze starymi obdartymi, niebieskimi ścianami i wiedziałem, że tylko wystarczy coś do tego dopisać i będzie pięknie. I tak też było.

Charakterystyczne miejsce, nie kawałek krzaczka – chociaż… banalne historyjki też się zdarzają i wcale nie twierdzę, że są gorsze. Jesień tez można pokazać na kilka sposób i o ile bardzo bezpośrednie było moje zdjęcie jesienne, nie wiem czy wiesz, które mam na myśli – galopującej pani jesieni przez aleję klonową. O ile historia była banalna, to to co chciałem pokazać to pokazałem w sposób, który do dziś mnie zadowala, a minęły już dwa miesiące od stworzenia tej fotografii.

Przeglądając Twoje portfolio mogłoby się wydawać, że inspirujesz się jakimiś szalonymi rzeczami wręcz rzeczami, tymczasem, pozwól, że znów Cię zacytuję: „Rano spotkałem człowieka, który ubraniem, a w zasadzie jego kompozycją kolorystyczną nieco odstawał od otoczenia”. Zawsze inspirują Cię takie proste rzeczy?

(śmiech) To jest tak śmieszna historia, zawsze opowiadam ją na swoich warsztatach… Zaglądam czasami na siłownie, z racji tego, że mam problemy z plecami. I pewnego dnia na siłowni pojawił się trener personalny, wielki jak dąb – trzy razy jak ja. I on miał przekomiczne żółto – niebieskie gatki na sobie. Przysięgam Ci, że ja nie wiem dlaczego w tym momencie zobaczyłem portret modelki, które zdjęcie robiłem pół roku temu co najmniej, wróciłem do domu i inspirując się gatkami tego pana, obrobiłem zdjęcie dokładnie w takiej tonacji kolorystycznej.

Nie takie inspiracji się spodziewałem (śmiech).

To była jedyna w swoim rodzaju.

damian-drewniak

Czy już tworząc zdjęcie od razu wiesz, w jaki sposób zaingerujesz w nie w Photoshopie?

Tak, nie powiem, że w 100%, bo czasami coś mnie zaskakuje. Ale plan jest podstawą. W momencie, gdy idę w dane miejsce, ja wiem jak ubiorę swoją modelkę, mam jakiś plan na nią, na historię, co nie znaczy, że przy okazji nie powstają inne kadry, bo w trakcie tej współpracy różne rzeczy się dzieją i też kolejne szufladki potrafią się otworzyć.

Natomiast jeżeli o chodzi o sposób prowadzenia światła, kolorystykę – tak, plan jest i trzymam się go.

Nie będę pewnie oryginalny pytając Cię o obróbkę, ale skoro już zaczęliśmy ten temat… Sam mówisz, że zdjęcie traktujesz jak płótno naciągnięte na ramę. Czy jest w zdjęciach coś, w co nigdy nie ingerujesz?

Tak, historia (śmiech). Byłbym kłamcą, jeżeli powiedziałbym, że to co wychodzi z puszki, to jest to, co widzicie na ekranie. Nie jestem purystą fotograficznym, kłaniam się im nisko i hołduję temu, co pokazują, jeżeli robią to dobrze, a mnóstwo jest takich fotografów. Natomiast ja ingeruję mocno – nie mówię o zmianie kształtów, ale jeśli chodzi o światło, kolorystykę, kontrasty, cienie – tak.

Niektórzy piszą pod zdjęciami: czy mam to traktować jako zdjęcie, grafikę czy obraz? Róbcie jak chcecie, jest mi wszystko jedno (śmiech).

Myślę, że moją ideą jest wyraz, to co chce opowiedzieć i pokazać.

Wiesz jak jest, jeśli byś tego zdjęcia nie obrabiał, to ludzie tez by Ci zwrócili na to uwagę…

Tak, mamy takie czasy, że ludzie lubią troszkę czepiać. Ewentualnie są tak ugruntowani w swoich ideach, że krytykują innych. Nie mówię, że jest to złe, tylko i wyłącznie rozwijamy się dzięki mamy innych ludzi wokół, którzy zachowują się różnie. Świat byłby nudny, gdyby wszyscy byli tacy sami. Niczego innego mi bardziej nie trzeba jak dobrej, konstruktywnej krytyki, bo to jak nic innego powoduje, że idziemy do przodu.

damian-drewniak

Na samej sesji wykonujesz dużo czy mało zdjęć, skoro od razu wiesz jaki obrazek chcesz osiągnąć?

To zależy o czym myślimy mówiąc zdjęcie, ponieważ sposób, w którym ja wykonuje zdjęcia jest bardzo specyficzny, czyli potrzebuję czasem 15-16 kadrów, żeby złożyć jedno zdjęcie. Jeżeli chodzi o ilość kadrów, które mam w głowie to nie jest ich dużo. Jest plan, przy okazji tego planu powstają też inne kadry – czyli ten plan się rozszerza, ale raczej są one spójne.

Zaciekawiłeś mnie tym, że potrzebujesz dużo kadrów, żeby zrobić z niego jedno. Możesz dać przykład o co chodzi?

Dla efekciarstwa jakby, czyli nie musząc doklejać sobie czegoś sztucznego możemy stworzyć sobie wielokrotną ekspozycję, po prostu ją później poskładać. Głównie chodzi mi tu o głębię ostrości.

Aha, myślałem, że mówisz o latających elementach w kadrze, do których założyłem, że masz słabość.

To też, oczywiście. Głównie chodzi o głębie ostrości, poprawienia plastyki obiektywu, którym dysponujemy. Stworzenia wrażenia, że dysponujemy dużo jaśniejszy szkłem, niż w rzeczywistości posiadamy. Nie używam do tego żadnych sztucznych metod w postprodukcji, robię to na żywo w kadrze.

damian-drewniak

To ciekawe… Twoje modelki świetnie chodzą w postać, nawet ciężko je nimi nazwać. Jak przekazujesz im wizję sesji i czy już na początku mówisz im, jaki będzie finalny efekt?

Po pierwsze mam dużo szczęścia, bo trafiam na modelki, które albo mnie tak doskonale rozumieją albo po prostu wzajemnie się tak rozumiemy, że chyba wiele nam nie trzeba, by dojść do wspólnych wniosków. Chciałbym wymienić je z nazwiska, ale boję się, że kogoś pominę…

Fotografuję też komercyjnie, więc jeśli zgłasza się do mnie dziewczyna, która chce być fotografowana moimi oczami, to nie odmawiam. Ustalamy plan, który zaczyna się od tego, że rozmawiamy o tym kim ona jest, o czym marzy, co robi w życiu codziennym, co chciałaby robić. Z tego wszystkiego wychodzi nam mały scenariusz już związany z kadrem. Myślę, że jeśli tego się trzymamy to jesteśmy w stanie o wiele bardziej naturalnie pokazać osobę na swoich zdjęciach, niż wciskając ją w jakiś sztuczne scenki.

Myślę, że ja też szukam takich osób. Nigdy nie jest tak, że spotykam się z kimś przez przypadek, portfolio przejrzane przeze mnie jest dość dokładnie i wiem czego mogę się spodziewać później na zdjęciach.

Jak jest z tą wizją, mówisz od razu o efekcie finalnym?

Tak, poza sytuacjami warsztatowymi, w których spotykamy się w ostatniej chwili i bardzo pokrótce opowiadam. Ale poza tym to tak, jeżeli chcę mieć dany wyraz na zdjęciu, to oczywiście, staram się to przekazać jak najdokładniej mojej modelce i nie ukrywam, że każdy skrawek kadru ma dla mnie jakieś znaczenie i o ile dziewczyna jest mi w stanie odzwierciedlić emocje, których potrzebuję, to nie widzi się w lustrze, więc dbam o resztę szczegółów.

A czy sięgasz czasem po zwykłe dziewczyny czy to są zawsze modelki agencyjne?

Nie… wiesz, ja myślę, że ludzie którzy tworzą jakieś swoje wizje, bo wspomniałeś o modelkach agencyjnych i profesjonalnych. Wszyscy jesteśmy amatorami. Nie chcę czuć się zawodowcem czy rzemieślniczo. Wszystkie te dziewczyny, z którymi współpracuję chyba myślą tak samo. Pamiętam początki, kiedy widziałem mnóstwo świetnych portfolio i miałem ochoty napisać do tych dziewczyn. Pierwsza myśl, która się pojawiała to: Drewniak, co Ty napiszesz, to nie Twoje progi, zobacz jakie ona ma portfolio. Po czym okazywało się, że po pół roku to ta dziewczyna pisała do mnie. I te dziewczyny są naprawdę cudownymi ludźmi, normalnymi osobami, które nie chodzą w obłokach tylko stąpajacymi twardo po ziem, zupełnie jak my. One też czasem potrzebują się pokazać nie tylko z pięknej buzi.

To może działać tak samo w drugą stronę, że „gdzie ja do takiego Drewniaka”.

Ja mam ciągle z tym problem, wiesz? Jestem tradycyjny katol, wychodzę ciągle z załozenia, że ci ostatni będą pierwszymi (śmiech). Chcę być na tym końcu i zawsze uważam się za takiego niskiego i małego, jeśli inni mówia co innego – fajnie, jest mi miło. Ale nigdy nie chcę sam o sobie myśleć w taki sposób.

Też nie wychodzę z bardzo niskiego pułapu, co nieco już zrobiłem, wiem, że to co robię nie jest złe (śmiech). Na maxmodels napisałem, żeby napisać do mnie, tylko zeby nie pisac, że mam ładną sukienkę ale kim jesteś. Ktoś napisał do mnie kiedyś tak długiego maila do mnie, że jak zacząłem czytać to stwierdziłem, że nie mam czasu i muszę go odłożyć na jakiś wieczór, kiedy będę miał naprawdę dużo czasu. Widziałem oczywiście jej portfolio i było przyzwoite, ale myślę, że nawet gdybym go nie widział to i tak bym do niej pojechał zrobić zdjęcia.

Każdego można wsadzić w historię zbliżoną do tego, kim jest. Nie byłbym w stanie fotografować pięknej dziewczyny na plaży, a może bym był, tylko to nie mój świat. Preferuję pewne osoby i styl urody, sposób bycia, wyrażania się…

Swoją fotografią lubisz zadawać pytania i często to robisz, bo przeglądałem Twojego facebooka i widziałem, że często tworzą się tam dyskusje w komentarzach. Czy chcesz, aby dowolnie interpretowali Twoje zdjęcia czy jednak masz zamysł, który chciałbyś, żeby był w ten sposób odczytany?

I tak i tak. Jeżeli odczytają mój zamysł jest fantastycznie, ale absolutnie nie odcinam się od tych osób, które widzą coś innego. Czasem nie do końca jest to spójne z tym, co myślałem wcześniej, ale jest tak spójne z tym, co one napisały, że nie jestem w stanie z tym się sprzeczać. Cudownie, że ktoś potrafi to zinterpretować na inny sposób niż ja. Myślę, że nie zawsze poeci byli odczytywani tak, jak chcieli być odczytani na początku, ale nie mieli na pewno nic przeciwko, gdy ktoś interpretował to po swojemu.

damian-drewniak

Widzisz, czyli jednak jesteś poetą…

(śmiech).

Jakie ma dla Ciebie znaczenie format kwadratu?

Na początku swojej kariery byłem zachłyśnięty kierunkiem wschodnim. Byłem na warsztatach u Anki Zuravlevej, w mojej pierwszej fazie twórczości to widać. Ale teraz mój świat jest już inny, ja sobie poszedłem swoją drogą. Natomiast odpowiadając na Twoje pytanie – trochę stamtąd. Ci fotografowie dużo fotografują w średnim formacie analogowym i średni format bardzo często ograniczał się do kwadratu. Gdzieś tego spróbowałem, polubiłem i tak zostało. Teraz ciężko tak naprawdę komponować mi w inny sposób.

Od razu masz łatwiej na Instagramie… (śmiech)

(śmiech) Ale to nie od tego się zaczęło, założyłem go stosunkowo późno, chyba nawet za późno.

Kwadrat w fotografii był dużo wcześniej niż Instagram. Jakie ma znaczenie dla Ciebie sprzęt? Nie pytam tu o konkretne marki aparatów, ale jestem ciekawe czy masz coś takiego, bez czego nie możesz się obejść na sesji?

Tak, oczywiście. Możemy kłamać, że komórką zrobimy równie fantastyczne zdjęcie. W pewnym zakresie tak, ale nie w takim w jakim ja potrzebuję. Potrzebuję jasnych szkieł i stosunkowo długich. Najczęściej fotografuję 85 mm, jeszcze częściej 135 mm. Jeżeli chodzi o puszkę to nie, jeżeli ktoś mi powie, że Nikon jest lepszy od Canona, a Sony od Nikona, to nie. Pomijając tam jakieś aspekty związane z szumami itp. To my fotografujemy, a fotografujemy głową. Pewne sprzęty nam to ułatwiają, natomiast zdjęcie to nasza głowa, a nie aparat.

Oczywiście. Czy w swojej fotograficznej karierze miałeś już ochotę odłożyć aparat na półkę?

Nie. Natomiast miałem etap, kiedy nie wiedziałem, co zrobić i miewam takie momenty. Przyzwyczaiłem się jednak do nich i już mnie nie stresują.

Kiedy był taki etap, że nie myślałem o swoich warsztatach, bo ich nie miałem, tylko robiłem zdjęcia od pomysłu do pomysłu to było ok. W momencie gdy zacząłem prowadzić warsztaty, okazało się, że mam 10 edycji z rzędu, tydzień po tygodniu, a moją wewnętrzną potrzebą jest to, żeby nie powielać pomysłów. Owszem, mógłbym pokazać siebie robiąc 20 razy z rzędu to samo i pewnie ci ludzie wyjechaliby ode mnie zadowoleni, natomiast ja nie byłbym zadowolony. To by mnie zabiło twórczo.

I czasami przychodzi ściana… Dokładnie rok temu miałem taką sytuację. Przyjeżdżał do mnie warsztatowicz w sobotę. Przesiedziałem środę i czwartek w garderobie, nic nie wymyśliłem. W pewnym momencie pojawiła się myśl: skoro nie mam pomysłu, to może zrobię zdjęcie o braku pomysłu! I pojechałem do Castoramy, kupiłem listewki i pozbijałem proste ramki. Postawiliśmy modelkę na tle drzewa, z powieszonymi pustymi ramkami, a ją pośrodku jednej z przewiązanymi oczami czyli o braku wizji, braku sposobu na to jak wyrazić siebie pośród pustych ram. Tak powstało zdjęcie o braku pomysłu.

Wręcz z sentymentem wspominam tą historię, bo to był moment, gdy pierwszy raz zderzyłem się z taką ścianą. Od tamtego momentu odblokowałem się i kolejne warsztaty, mimo że były tydzień po tygodniu, przychodziły mi z łatwością.

damian-drewniak

Twój rodzaj fotografii jest dość wymagający z racji tego, że bardzo dużo kreujesz. Ostatnio rozmawiałem z Izabelą Urbaniak, która bazuje na prostocie i naturalności fotografii, więc pomysłów jej nie braknie. Natomiast w Twojej masz trudno… Dobrze, że masz chociaż te Castoramy…

(śmiech) Tak! Wspomniałem te ramki dlatego, że dokładnie po roku czasu do nich wróciłem. Pokazałem je w innym kontekście – przełamania się dwóch światów. Czasami jest tak, że jeden pomysł generuje kolejne.

Cztery razy byłem już na tej samej ulicy w Częstochowie – brukowa, czysta, bez samochodów – nie boję się tam wracać i za każdym razem opowiadam tam inną historię. Mimo, że to ta sama ulica to nie czuję, że się powtarzam. Myślę, że wrócę tam jeszcze niejeden raz i opowiem nowe historie.

Fajnie, że o tym mówisz, bo wydawać by się mogło, że zawsze trzeba szukać nowych miejsc i przejechać czasem niewiadomo ile kilometrów.

Trochę taki kiedyś miałem. Do tej pory się ciągle rozglądam, czasem mam wrażenie, że wpadnę do rowu, bo jak jadę autem w nowym miejscu to głowa mi chodzi dookoła.

Kiedyś tak chłodnicę rozwaliłem, bo wjechałem w zaspę (śmiech). Wracając do tych ramek, często odwiedzasz markety budowlane?

(śmiech). W kontekście artystycznym nie. Bardzo często odwiedzam natomiast second handy.

Sam stylizujesz swoje modelki?

Tylko i wyłącznie. Korzystam i pozdrawiam Ulę Kutur, fantastyczne i proste stroje. Mam ich kilka w szafie. Kazia też szyje – cudowna i wspaniała kobieta, uratowała mnie nieraz.

Niepowtarzalne rzeczy jestem w stanie gdzieś wygrzebać właśnie w second handach, komponuję je kolorystycznie. To też jest bardzo dobre miejsce do inspiracji. Rzucę przykładem.

Kojarzysz mój kadr z sadu, dziewczyna przewieszona przez drabinę?

Pewnie!

Historię miałem już w głowie. Natomiast miałem na myśli jakąś lekką, zwiewną, letnią sukienkę kolorystycznie pasująca do zdjęcia, ale w second handzie znalazłem takie świetne spodnie – coś ala ogrodniczki, więc koncept się zmienił…

damian-drewniak

A jak z rozmiarem?

Wszystko można dopasować. Są wspaniałe spinki i agrafki, które robią cuda (śmiech).

Ok, proste metody. Jeszcze mi powiedz, że malujesz sam modelki…

Nie. Jestem minimalista jeśli chodzi o make up. W większości przypadków dziewczyny są na tyle charakterystyczne, że niewiele im trzeba. W ostatnim czasie praktycznie zrezygnowałem z usług makijażystek. Dziewczyny, które przyjeżdżają do mnie warsztaty malują się z reguły same.

Dajesz jakieś cykliczne warsztaty? Tak, jak mówisz o warsztatach w Złodziejewie, bywasz tam regularnie?

Jeżeli chodzi o Złodziejewo to mój dom fotograficzny. Jestem strasznie wdzięczny Marcelinie. Historia jest bardzo dziwna. Jakiś czas temu byłem tam na warsztatach, potem wróciłem do domu, tworzyłem sobie po swojemu. Pojechałem do mamy i brata do Anglii i mojemu bratu mówię pewnego wieczora: wiesz Tomek, jak poprowadzę kiedyś swoje autorskie warsztaty w Złodziejewie, to będzie zwieńczenie mojej kariery. I wiesz co się stało? Na drugi dzień dostałem wiadomość od Marceliny: „Nie chciałbyś poprowadzić warsztatów?”. (śmiech).

Zawsze z wielkim sentymentem tam wracam, jedziemy tam całą rodziną – córką i moją cudowną żoną i czujemy się tam jak w drugim domu. Tam jest cudownie. I to nie chodzi tylko o moje warsztaty, każdy kto kocha fotografię, powinien tam pojechać.

Prowadzę też warsztaty indywidualne, zapraszamy do siebie do domu. Dobrze gotujemy, jak coś jest nie tak ze zdjęciami, to nadrabiamy w kuchni (śmiech)

(śmiech) Damianie, co myślisz o dzisiejszej fotografii czy są jacyś młodzi twórcy, których śledzisz?

Kurcze, to takie egocentryczne, bo bardziej skupiam się na tym, co sam robię. Więcej oglądam klasyki. Sięgam do malarstwa holenderskiego – uwielbiam Vermera.

Współczesna fotografia ma na pewno mnóstwo fantastycznych artystów, to nie tak, że nasza cywilizacja zabija sztukę. Mam mnóstwo osób w swoim gronie, które podziwiam. Zaczynając od nieskomplikowanego portretu: Paulina Duczman, bo ona pięknie wyraża tym jak maluje światłem – głównie dzieci, ale nie tylko. Wystarczy też spojrzeć na wschód, jest fantastycznie.

Bardzo lubię spoglądać w stronę obrazów Brooke Shaden. Uwielbiam fotomalarstwo Beatki Banach, która bardzo często też jest w Złodziejewie. Marysia i Krzysiu Słowińscy też.

Nie można więc powiedzieć, że nasz współczesny świat jest ograbiony z dobrych fotografów.

Myślę, że fotografia w Polsce ma się bardzo dobrze i to w każdej kategorii. Skoro jesteśmy przy fotograficznej mądrości, to tak prawie na koniec czy masz jakąś poradę dla początkujących i nie tylko fotografów?

Bądźcie sobą i oglądajcie wszystko dookoła, wkładajcie do swojej głowy, ruszajcie korbką i na pewno coś wyjdzie. Dużo osób stara się być na początku jak ktoś inny. Każdy przez to przechodził.

Moje pierwsze warsztaty fotograficzne, które otworzyły mi oczy, to była Agnieszka Rzymek z Krakowa. To był jeszcze czas, kiedy ja umawiałem się z dziewczyną na sesję, przychodziliśmy i coś tam robiliśmy bez pomysłu. Wychodziło z tego 200 klatek w puszcze i może 2, które nadawały się do pokazania. Do teraz zastanawiam się o czym one były…

Nie wiedziałem wtedy co ta dziewczyna przyniesie na sesję, jak będzie ubrana, gdzie pojedziemy… Takie to było wszystko przypadkowe. I pojechałem do Agnieszki, mieliśmy jedną modelkę. Agnieszka wyciągnęła z samochodu wielki wieszak z ubraniami i powiedziała, żebyśmy nie liczyli na to, że dziewczyna ubierze się tak, jak my to sobie wyobrażamy. Szanujmy to, co mamy w głowie i nie nastawiajmy się za dużo na totalny spontan, tylko starajmy się to układać. Im mamy więcej pomysłów tym myślę, że te zdjęcia będą lepsze – oczywiście w przypadku fotografii koncepcyjnej.

Jeszcze jedno! Róbmy zdjęcia, ale nie bójmy się krytyki. Nie takiej fejsbukowej, ale konstruktywnej. Wrzucajmy zdjęcia do porządnych portali fotograficznych. To bardzo ważne, bo jeśli nie zamkniemy się na krytykę i wyciągniemy wnioski, to jest to naprawdę w stanie nas dużo nauczyć.

Jakie portale masz na myśli?

Publikowałem na Obiektywni.com.pl – tam najwięcej przeczytałem o swoich pracach. Ten portal nie zamykał się na osoby początkujące. Czasem było przykro czytać, ale one sporo wniosły. Jestem wdzięczny, że te osoby chciały się rozpisywać pod moimi zdjęciami.

damian-drewniak

To ostatnie pytanie: gdzie się widzisz za 5 lat? Jakieś marzenie fotograficzne?

W kontekście artystycznym chciałbym się widzieć w tym miejscu, w którym jestem. Chodzi mi o ten głód, który ciągle czuję. Chcę tworzyć i wymyślać. To co powiedziałem wcześniej: nigdy w życiu nie chcę być nazwany profesjonalnym rzemieślnikiem. Nie chcę nigdy obrobić zdjęcia, bo ja muszę je obrobić i komuś pokazać.

Będę szczęśliwy, jeśli będę w stanie dalej utrzymywać z tego co robię rodzinę i dawać jej również satysfakcję z tego, że prócz tego, że się realizuję to jestem jeszcze w domu. Rodzina jest dla mnie najważniejsza, bo fotografia zaczęła się od rodziny. Mój tata był fotografem, zawsze robił zdjęcia na imprezach. Mój dziadek i wujek też. Zresztą mój tata do dziś ma zawsze aparat przy sobie, więc myślę, że geny maja tu jakiś wpływ. Mój brat zaszczepił w zasadzie we mnie fotografię, bo on przytargał do Polski pierwszą lustrzankę.

No i moja córeczka, żona – które ciągle mnie wspierają. Dzięki córce zaczęły powstawać w zasadzie jakieś pierwsze konkretniejsze kadry.

Jeszcze jedna rzecz, nigdy nie dążyłem do tego, żeby być gdzieś na afiszu. Nie zależy mi na splendorze, cudownie jest po prostu słuchać, spotykać, czytać na swoich warsztatach prawdziwych ludzi, którzy potrafią powiedzieć mi bezpośrednio o tym, jak i co robię. To, że ich inspiruję – to jest fantastyczne.

W takim razie życzę Ci tego fotograficznego głodu! Gościem podcastu był Damian Drewniak, dzięki!

Bardzo dziękuję, pozdrawiam wszystkich.

comments (4)

  • avatar image
    W sumie to nie interesuję się fotografią, ale bardzo przyjemnie było posłuchać tego odcinka.

    Łukasz

    11 stycznia 2019 Reply
  • avatar image
    Swietny artykul, ciesze sie ze moglam dowiedziec sie czegos wiecej o czlowieku, ktory mnie inspiruje od dawna... mam nadzieje poznac osobiscie bo takie warsztaty w Zlodziejowie to moje marzenie:)) pozdrawiam i zycze zeby ten glod artystyczny wiecznie trwal:))

    Mariola

    11 stycznia 2019 Reply
    • avatar image
      Cieszę się, że stworzyłem taki wywiad :) Dzięki Mariolu, pozdrawiam :)

      Szymon Kasolik

      11 stycznia 2019 Reply