#27 – Szymon Barylski

18 lipca 2019, Author: Szymon Kasolik

Szymon Barylski – reporter, podejmujący trudne tematy. Mieszkał dwa tygodnie z uchodźcami w obozie, żeby udowodnić ludziom, że to, co widzimy w mediach niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością. Odwiedzał tereny objęte wojną, trzęsieniami ziemi… Chce, by jego fotografia dawała coś więcej. Laureat wielu prestiżowych reporterskich nagród, człowiek o wielkim sercu, którego główną poradą na robienie lepszych zdjęć jest to, że trzeba zapuścić długie włosy 🙂

szymon-barylski

W rozmowie m.in. o:

O wypadku samochodowym | O mieszkaniu 2 tygodnie w obozie uchodźców | O sytuacjach niebezpiecznych


Poczęstuj się linkiem

www: szymonbarylski.com


Wpadnij na grupę na Facebooku:  Fotograficznie Rzecz Biorąc

Jak i gdzie słuchać podcastu?

Pamiętaj, że podcastu możesz też słuchać na swoim smartfonie.  Wrzuć w Google Play hasło podcast i wybierz najwygodniejszą aplikację dla Ciebie. 

Możesz słuchać też na

Youtube | iTunes | Spotify |

Odwiedź mnie na Instagramie: @szymon_mowi_pstryk

Kogo chcesz usłyszeć w kolejnym odcinku? Napisz!


Gdy moim gościem jest reportażysta to bardzo łatwo zrobić mi wstęp, bo mogę po prostu wymienić kilka jego nagród – dziś jest nie inaczej, gdyż mój gość, czyli Szymon Barylski, taką listę ma bardzo długą. Cześć Szymonie!

Cześć, witam wszystkich!

Zazwyczaj zaczynam rozgrzewkowo od pytania „Co ostatnio fotografowałeś?”, ale jest jedna ważna sprawa, o której trzeba wspomnieć, a mianowicie o twoim niedawnym wypadku samochodowym.

Około roku temu miałem dość poważny wypadek, po którym wylądowałem w szpitalu na osiem miesięcy. Skutki odczuwam do dziś i nadal nie jestem w pełni sił, żeby fotografować, ale wszystko jest na dobrej drodze i na pewno do fotografii wrócę. A odpowiadając na twoje pytanie, gdy byłem jeszcze w szpitalu i w końcu stanąłem na nogi, zacząłem sobie załatwiać pozwolenie na fotografowanie w ty miejscu. Po kilku mailach oraz dwóch miesiącach oczekiwania mogłem złapać za aparat.

Masz już jakiś materiał? Jest co pokazać?

Tak, coś już mam! Czy do pokazania to nie wiem czy są na tyle dobre, ale temat na pewno będę kontynuował. Chcę też oddać ukłon w stronę rehabilitantów, zdecydowanie im się to należy za pracę jaką wykonują. Pierwszy raz byłem dosłownie w środku tego wszystkiego.

Powiedziałeś mi przed nagraniem, że miałeś 3% szansy na przeżycie. Miałeś nie chodzić, nie mówić, takie były prognozy…

Tak jest. Tymczasem chodzę, mówię i chwytam za aparat! (śmiech). Niestety w wypadku ucierpiały też oczy. W dalszym ciągu widzę podwójnie i to jednak przeszkadza w fotografii, ale daję radę. Oczywiście jest coraz lepiej i za kilka miesięcy wszystko powinno wrócić do normy.

Masz na koncie bardzo wiele dobrych fotografii, sięgasz po trudne tematy, takie jak wojny, uchodźcy, trzęsienia ziemi, ale zaczynałeś od fotografii ulicznej, co dla początkującego bywa trudne. Było coś wcześniej? Jak się rozpoczęła twoja droga?

Zawsze powtarzam znajomym, że jeśli chcemy uczyć się fotografii to wyjdźmy na ulicę i miejmy chęć przebywania i obcowania z ludźmi. To jest coś, czego wielu fotografom dzisiaj brakuje, ludzie boją się człowieka, a niesłusznie.

Później doszła też fotografia podróżnicza. Zazwyczaj długo wybierałem miejsca i przygotowywałem się do swoich wypraw, ale często brakowało mi w nich aparatu. W końcu go spakowałem i tak to się zaczęło.

W jaki sposób nawiązywałeś relację z ludźmi na ulicy?

Na początku nie pytałem o zgodę. Po prostu fotografowałem, potem podchodziłem i pokazywałem zdjęcia, jakoś się dogadywaliśmy. Czasem się szło z kimś na piwo i rozwijało znajomość. Zawsze starałem się nie zostawiać nikogo bez słowa.

A spotykałeś się z odmową?

Tak, bardzo często. To wszystko kwestia porozmawiania i uśmiechu. Zazwyczaj wątpliwości kończyły się zgodą i machnięciem ręki.

Czy zatem w fotografowaniu kluczem jest szczerość?

Dla mnie najważniejsze jest to, żeby człowieka poznać. Często jest tak, że sprzęt leży w plecaku kilka dni i ludzie są zdziwieni, że nie mam przy sobie aparatu i nie robię im zdjęć. Mówię wtedy „Bo was nie znam!”. Fotografie są lepsze gdy wiesz, kogo fotografujesz. Wiadomo, że nie zawsze tak się da, ale lubię gdy mogę kogoś lepiej poznać.

Kiedy uznałeś, że chcesz aby Twoje zdjęcia zaczęły mówić o dużych problemach i wzbudzać u ludzi potrzebę zmiany?

Od mojego ukochanego Maroka i zdjęcia kobiet w piekarni. Wszystko było pięknie, ale brakowało kontekstu, nie było wiadomo czego dotyczyło. Gdy z nimi rozmawiałem i słuchałem ich historii o tym, jak długa jest droga, żeby upiec chleb, jakie mają problemy… wtedy właśnie zechciałem zacząć prawdziwą fotografię. Prosta historia, która dała dużo do myślenia.

Skąd czerpiesz pomysły na tematy?

Zawsze interesowały mnie historia i prawa człowieka oraz to gdzie były łamane. Ludzkie nieszczęście i cierpienie często się omija, ignoruje, nikte się tym nie interesuje.

Dobra fotografia to dobry research. Jak wyglądają przygotowywania do tego typu zdjęć? Na przykład w kwestii uchodźców?

Idomeni to był bardzo spontaniczny wyjazd, praktycznie z dnia na dzień. Ten temat bardzo mnie interesował. Ludzie widzieli w tym wszystkim same skrajności, przypinali łatki, dla mnie to niedorzeczne. Chciałem pojechać i przekonać się kto ma rację.

szymon-barylski
Scene at refugees camp at Greek-Macedonian border. Idomeni, Greece, 5 March 2016.

Jak wygląda Twój pierwszy dzień w takim miejscu, gdy inni widzą, że nie jesteś jednym z nich?

Aparat leżał w plecaku kilka dni, na początku w ogóle go nie wyciągałem. Starałem się rozmawiać z ludźmi w sposób normalny, nie zadawać pytań typu „Jak się żyje w obozie?”. Żartowaliśmy nawet z młodymi chłopakami, że jak oni mogą żyć bez WI-FI! Jeśli będziemy mówić o współczuciu, to będą czekać aż sobie pójdziemy i powiedzą, że pomoc już mają. Wyczuwają gdy jesteś szczery, a gdy nie.

Wszystko się tak naprawdę zaczyna od zaproszenia do spania w czyimś namiocie, dołączenia do posiłku i tak dalej. Poznawałem coraz więcej ludzi, potem wiedzieli już też, że jestem fotografem, sami prosili o zrobienie zdjęć.

Jak wygląda życie w takim obozie?

Wstają rano, idą do kolejki gdzie mają nadzieję dowiedzieć się, że dzisiaj opuszczą obóz i uzyskają wolność. Ciężko mi o tym opowiadać.

Refugees in the queue for the checkpoint at a makeshift refugee camp in Idomeni at Greek-Macedonian border. Idomeni, Greece, 6 March 2016.

Ile czasu tam spędziłeś? Wyszedłeś stamtąd odmieniony?

Około dwóch tygodni. Odmieniony – nie. Po prostu spojrzałem na to na swój sposób, żeby udowodnić sobie, że mam rację i innym, że są w błędzie.

Jak fotografować takich ludzi nie robiąc im krzywdy, żeby nie czuli się wykorzystani?

Często tłumaczę im, jak to działa, po co fotografie są i gdzie te zdjęcia pójdą. Mówię, że nie jestem kolejnym gościem, który przyjechał tylko po zdjęcia, chociaż niejednokrotnie widziałem, jak fotograf płaci uchodźcom za zrobienie zadymy. Dlatego oni sami też się boją. I dlatego trzeba im pokazać, po co się u nich jest.

Byłem świadkiem takiej sytuacji – pięcioosobowa rodzina śpi w dwuosobowym namiocie, a gdzieś obok dwudziestu facetów rzuca się kamieniami. Idealna sytuacja do sfotografowania. A kontekst był taki, że ktoś tej rodzinie ukradł mydło. Ktoś inny po ludzku nie wytrzymał i rzucił kamieniem, zaczęła się jatka. Widziałem później opisy tych zdjęć i niestety były przekłamane. Często nie pisze się prawdy, sprzedaje się tylko zdjęcie. To nie o to w tym wsystkim chodzi.

Czy taki materiał jak z Idomeni musi u Ciebie odleżeć?

Edycja zajmuje trochę czasu, to są długie, nieprzespane godziny. Wracam, drukuję, rozwieszam na planszach. Jakieś pięćdziesiąt fotografii. Z nich dopiero staram się wybrać coś, co ma sens. Lubię jak wszystko jest na papierze, a nie na monitorze komputera. Dużo cierpi na tym moja dziewczyna, czasem nie śpię po dwadzieścia godzin, a ona pyta kiedy w końcu skończę (śmiech).

In the evening temperature are below zero, therefore refugees warming themselves by lighting fires at Greek-Macedonian border. Idomeni, Greece, 8 March 2016.
View of the temporary refugee camp at Greek-Macedonian border. Idomeni, Greece, 8 March 2016.

Ile spędzasz czasu w Photoshopie?

Mam Photoshopa, ale nie używam. Wolę Lightrooma, ale wszystko sprowadza się do jednego presetu, na którym bazuję. Przestawienie na tryb czarno-biały, kontrast, saturacja, wyostrzenie, ekspozycja. Staram się już nie obrabiać zdjęć.

Nie lubisz koloru?

Kolor troszeczkę odciąga uwagę od ludzi, od sensu zdjęcia. Fotografia czarno-biała pozwala bardziej skupić się na temacie.

Masz czasem tak, że wracając do jakiegoś fotoreportażu po latach wybrałbyś inne zdjęcia niż na początku?

Chyba każdy tak ma, że znajduje jakieś zdjęcie i zastanawia się czemu tego nie wybrał. Ale oglądając swoje reportaże raczej nic bym nie zmieniał, chociaż mam kilka dobrych zdjęć nigdy niepublikowanych. Ale niczego nie usuwam, wszystko trzymam.

Wolisz fotografować czy edytować?

Zdecydowanie fotografować! Nawet jeśli warunki są niesprzyjające. Koledzy mi mówią, że takiego uczucia jak podczas fotografowania żadne narkotyki mi nie dadzą. (śmiech)

Czy fotografowanie trudnych tematów jest uzależniające? Fotografowałeś kiedyś w miejscu, gdzie bałeś się o własne życie?

Zdecydowanie uzależnia. Trzy lata temu chciałem podjąć temat o uchodźcach na Sycylii. W takich rejonach warto mieć kogoś zaufanego, żeby w to miejsce wejść. W tym przypadku poznałem jakąś osobę na ulicy i ustaliłem bardzo szybki plan działania. Umówiliśmy się pod jednym z budynków, ktoś miał do mnie zejść i porozmawiać. I faktycznie tak się stało, tylko ten ktoś zaczął zapraszać mnie do środka. Gdy wyraziłem sprzeciw, przystawił mi pistolet do brzucha.

Na szczęście za mną jechała policja, pani która to widziała zaczęła krzyczeć, a facet uciekł. Potem okazało się, że to był tylko straszak.

Czy miałeś taki moment, gdy nie zrobiłeś żadnego zdjęcia?

W Bangladeszu, w zeszłym roku. Pracowałem w obozie z uchodźcami Rohingya. Leżało tam dziecko, które miało twarz wyjedzoną przez psy. Powiedziałem sobie, że to zdjęcie nikomu nie pomoże. Robiłem zdjęcia różnych rzeczy, ale tutaj powiedziałem dość. Często tak mam, że omijam zwłoki, wolę fotografować życie.

Jak działa na człowieka widzenie śmierci z bliska?

Na pewno po przyjeździe trzeba odpocząć przez parę dni. Człowiek zadaje sobie pytania czy jest w ogóle sens robienia takich zdjęć, czy to nie jest zbyt wiele.

Jak Ci się udało przekonać dzieci i rodziców tych dzieci do serii portretów z cyklu „I, Refugee”?

Ten cykl był częścią serii „Missing Children” poruszającej problem zaginięcia dziesięciu tysięcy dzieciaków (i to tylko tych zarejestrowanych w obozach) w ciągu dwóch lat. Takich niezarejestrowanych było zapewne też mnóstwo. Z dziećmi jest tak, że nie do końca zdają sobie sprawę z sytuacji, w której się znajdują, są bezbronne, bawią się jak wszystkie inne. To chciałem pokazać. Rozmawiałem też z ludźmi, którzy teraz mają po trzydzieści lat i dopiero do nich dochodzi ogrom problemu.

Pokazujesz zdjęcia, które robisz czy może wysyłasz odbitki?

Zdarzyło mi się podarować odbitki, na przykład w Nepalu. Nie wszędzie jest to możliwe. W Idomeni niektóre osoby opuściły obóz, ale wciąż staram się utrzymywać z nimi kontakt. Niektórzy zdobyli pracę, w Hiszpanii, we Francji, zaczynają prowadzić normalne życie.

Porozmawiajmy o serii „Warehouse” zrobionej w Serbii, o ludziach szukających schronienia przed wojną. Czy gdy jesteś z takimi ludźmi i żyjesz w ich świecie, również przestajesz czuć się bezpiecznie?

To było dość specyficzne miejsce, pełne młodych chłopaków, po piętnaście lat. Z Syrii i głównie Afganistanu. Siadaliśmy przy ognisku, dzielili się swoimi historiami, czemu tam byli, co się wydarzyło. Jemy wspólny posiłek, zdobywam zaufanie, poznaję ich i potem czuję, że mogę fotografować.

Refugees make tea on makeshift stove inside a abandoned warehouse in Belgrade, Serbia 28 February 2017.

Czy fotoreporter musi poczuć się jak tacy ludzie, żeby zrobić dobry reportaż?

Nigdy nie będziemy w stanie poczuć się tak jak ci ludzie, dopóki taki problem nie dotknie nas samych. Próba zrozumienia to mały procent tego, co mają w głowach.

Jakie plany na przyszłość?

Szpital. Chcę pokazać ludzi, którzy są po ciężkich wypadkach i mają urazy mózgu. Chcę zrobić cykl o tych, którzy z tego wyszli i byli bliscy śmierci.

To będzie najbardziej osobisty projekt w Twoim życiu? Zawęzisz się tylko na teren Irlandii?

Osobisty na pewno tak. Reportaż na pewno zacznie się w Irlandii a skończy nawet nie wiem gdzie, może objąć nawet cały świat.

15 years old refugee from Afghanistan ( at the front) with his friend in abandoned warehouse in Belgrade, Serbia 02 March 2017

Jak wyszukujesz takich ludzi?

Najlepiej udać się właśnie w takie miejsca i porozmawiać. Mam o tyle łatwiej, że moja historia powoduje, że ludzie bardziej chcą ze mną rozmawiać. Przeżyłem to samo co oni i znam sytuację.

Wiem, że jedną z Twoich porad dla fotografów jest to, żeby zapuścić długie włosy. Masz jeszcze jakieś?

(śmiech) Rozmawiajmy z ludźmi, których chcemy fotografować. To jest dla mnie sens fotografii. Jeśli ktoś pozna Ciebie i Cię polubi to jest duża szansa, że zdjęcie być może się uda.

A marzenie fotograficzne?

Jest takie jedno, ale odległe. Pulitzer. Jeszcze nie startowałem, ale kiedyś spróbuję.

No to powodzenia! Na koniec życzę Ci zdrowia. I czekam na nową serię. Dzięki za rozmowę!

Dzięki!

szymon-barylski
A refugee man shaves another man outside the abandoned warehouse near main train station. Belgrade, Serbia 02 March 2017