przemyślenia

Dlaczego warto się nie poddawać. Moja droga do fotografii

19 czerwca 2019, Author: Szymon Kasolik

Moja droga do fotografii

Ostatnio rozmawiałem z moim dobrym kumplem Konradem o szkoleniach/warsztatach, które marzy mi się zacząć organizować. Kiedy powiedziałem mu jak to u mnie było z fotografią, powiedział, że moja historia nadaje się na wystąpienia TedExu. Oczywiście było przy tym pełno śmiechu, jednak gdyby się dłużej zastanowić, to faktycznie: historia mojego fotografowania może być niezłym przykładem, dlaczego warto się nie poddawać.

BARDZO mocno postaram się ominąć patos i nadętość w tym tekście, dlatego poprzerywam tą opowieść kilkoma żarcikami, co by przypadkiem koszule w szafie nie zrobiły się Wam sztywne (żart nr 1).

Kiedy to było…

O rany, jak to się w ogóle zaczęło… Gdzieś już o tym na blogu pisałem, ale wszystkiemu winny jest mój kolega – Kamil. Mega uzdolniony gość, czego się tykał to wychodziło mu dobrze. W fotografii bił mnie na łeb świadomością, techniką i wyobraźnią. To on pierwszy pożyczył mi swój aparat, dzięki któremu mogłem poznać wszystkie dziedziny fotografii i zdecydować, która jest najlepsza dla mnie. Na początku myślałem, że będę robił fotomontaże. Już wtedy liznąłem trochę Photoshopa i lubiłem takie zabawy.

I teraz słuchajcie MŁODZIEŻY: za moich czasów (te słowa to ewidentny znak, że jestem stary) nie było takiego dostępu do Internetu jak dzisiaj! Mój pierwszy fotomontaż wrzucił mi do sieci właśnie Kamil, bo u mnie w domu nie było buszowania po sieci. Jesteście gotowi na tą cudną pracę?

jak-przelamac-fotograficzny-kryzys

Jakby ktoś nie wiedział co to jest, to to jest moje djembe, które miało wyglądać jak jakiś monument, czy nie do końca wiem co. Robi wrażenie, co? To cudo wylądowało na, już niestety nieistniejącym, portalu Fotoik.pl, ale czy zebrało jakiekolwiek oceny, nie jestem już w stanie sobie przypomnieć. Pamiętam też, że Kamil informował mnie telefonicznie o tym, co się tam pod zdjęciem dzieje itd.

Szybko jednak doszedłem do wniosku, że najbardziej podoba mi się fotografowanie ludzi. Jako, że miałem pod ręką głównie swoje rodzeństwo, męczyłem ich swoją obecnością z aparatem w ręku godzinami. Najbardziej dostało się mojemu młodszemu bratu, Krystianowi. Z szacunku i miłości do niego, nie będę tych zdjęć publikował 😀

Pierwsze problemy i kryzysy

Nie będę Was zanudzał, co było po drodze, bo chcę przejść do ważniejszych rzeczy, które będą bardziej związane z tytułem tego posta. W wielkim skrócie: kupiłem już parę lustrzanek, zrobiłem parę niezłych portretów, powiedzmy, że się rozwijałem i gardziłem ślubną fotografią bardzo mocno (it’s true).
W technikum byłem strasznym buntownikiem. Nie dogadywałem się absolutnie z nikim, komu musiałem się podporządkować, czyt. rodzice, nauczyciele. Oj, kiepski był ze mnie uczeń, a nauczyciele nie mieli łatwo. Dawałem w kość, rozburzałem całe lekcje, pyskowałem ile wlezie, kłóciłem się, wagarowałem. To wszystko odbijało się bardzo mocno na relacje z rodzicami, a głównie z mamą. Jedynym przedmiotem, z którego zazwyczaj brylowałem na tle całej klasy był język polski. Analiza wierszy, pisanie opowiadań czy pisanie czegokolwiek, interpretacja własna itd. – to były moje dziedziny. Zamiatałem nim resztę klasy. No, a potem była matma, fizyka i średnio 12 zagrożeń na semestr 😀

Spytacie: jak z tego wychodziłem? No w końcu mi się to nie udało i usadzili mnie z matmy. Miałem pisać tzw. komisa, ale kto by na to tracił wakacje. Tym sposobem powtarzałem klasę. I było spoko, dopóki nie doszedłem do drugiej, w której sytuacja zaczęła się powtarzać. Frustrował mnie przymus podporządkowania się, dostawania jedynek do dziennika za brak zeszytu czy zadania, które w większości niczego przydatnego do życia nie uczyły. Pedagog szkolna brała mnie na dywanik pytając:  „Co Ty chcesz Szymon w życiu robić?” Odpowiadałem, że fotografować. Za parę tygodni brała mnie znowu, pytając o to samo, więc już wiedziałem, że chyba tak naprawdę nie zależy jej na mojej odpowiedzi 🙂

Skończyło się na tym, że rzuciłem szkołę pod koniec II klasy technikum. Rzuciłem, bo i tak by mnie z niej wyrzucili za nieobecności, które przekraczały grubo ponad 200 godzin. Nie piszę tego, dlatego, żebyście teraz wszyscy rzucali szkołę – wcale nie jestem dumny z tego, co zrobiłem. Zwłaszcza, że to jeszcze bardziej popsuło moje relację z mamą.

No, dość mocno popsuło. Zamiast się uczyć, wolałem robić zdjęcia, a mojej mamie się to nie podobało. Nie dogadywaliśmy się: były krzyki, było trzaskanie drzwiami i wybijanie mi zdjęć z głowy, nazywając je wprost „głupotami”, były niepotrzebne z mojej strony wyzwiska, łzy wściekłości. Buntownik, pamiętacie? 😉

jak-przelamac-fotograficzny-kryzys

Mój gniew i frustracja tym dość szybko przeszedł na moją twórczość. Przynosiłem do domu całe sesje, które wywalałem za jednym zamachem wściekły na siebie, że robię totalną kichę. Oddawałem koleżankom modelkom kilka zdjęć i kosz. Tłumaczyłem sobie moją słabiznę brakami sprzętowymi, brakiem współpracy z dobrymi ludźmi, brakiem dostępu do odleglejszych miejsc. Dopiero po latach zrozumiałem, że tak naprawdę nie miałem po prostu nic do powiedzenia w tym zakresie. Przynajmniej na tamten okres. Byłem wyjątkowo leniwym nastolatkiem, nie inwestowałem w siebie. Zamiast pojechać na warsztaty, plenery, zloty fotografów, wolałem przekurzyć kasę i kupić sobie kolejne ciuchy. Nie dawałem swojej głowie bodźców.

Jakkolwiek to fit-ekolo-bio-dupo zabrzmi, to nie dbałem w ogóle o siebie fizycznie, a to ma ogromny wpływ na stan Twojego umysłu. Nie winię się za to, wtedy nie wiedziałem. Dopiero kilka lat później zacząłem odkrywać wpływ jedzenia i trybu życia na nasze samopoczucie i na funkcjonowanie mózgu.

Fotograficzny kryzys

No i bum. To nie miało sensu. Zakładałem notatniki na pomysły ze zdjęciami, ale żadnego z ich nie realizowałem. Wymyślałem kadr, ale nie potrafiłem go zrealizować. Brałem aparat na spacery, ale nie widziałem nic specjalnego dookoła, bo mimo że patrzyłem, to umysł miałem kompletnie zamknięty. Po drodze zaliczyłem kilka ślubów na zlecenie, które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, jak bardzo nienawidzę tej dziedziny.

Aparat wylądował w szafie. Nawet nie potrafię Wam powiedzieć, czym się wtedy zajmowałem. Nie mogę powiedzieć. że nie próbowałem wracać. Pewnie! Szukałem, ciężko było mi całkowicie zapomnieć o fotografowaniu. Nie robiłem jednak nic wartościowego, wszystko to było bez przyjemności fotografowania i bez polotu. Najczęściej kończyło się na autoportretach. Czasem mniej dosłownych, a czasem bardziej.

jak-przelamac-fotograficzny-kryzys

Przez cały ten czas, gdzieś przewinął się Michał, mój późniejszy wspólnik i przyjaciel. Spotykaliśmy się czasem na kawę, gadaliśmy o fotografii. Zawsze podziwiałem w Michale taką ogólną radochę fotografowania i doceniałem jego zawziętość w chęci wypicia ze mną tej kawy. Z perspektywy czasu jestem mu nawet wdzięczny za to, że się o tą kawę przypominał. Wiecie, byłem takim dość mocnym bucem, jeżeli chodziło o życie towarzyskie.

A może by tak na śluby

Musicie wiedzieć, że w tamtym okresie, czyli ponad 6 lat temu, byłem mocno zażenowany poziomem swoich prac. To nie była konstruktywna krytyka, po prostu mówiłem, że jest do dupy i usuwałem. Po jakimś czasie postanowiłem jakoś spróbować ze ślubami, bo szkoda aparatu, żeby się marnował. Niech na siebie zarabia, niech coś się dzieje. Jakoś przeboleję te śluby. Wtedy własnie spotkałem się z Michałem ponownie i, już w nieistniejącym dziś lokalu w Wadowicach, powstała Moka Foto. Nie mieliśmy wtedy zielonego pojęcia jak to zrobić, żeby miało ręce i nogi. Nie mieliśmy pojęcia ile sprzętu nam jeszcze brakuje, ile wiedzy, ile umiejętności. Ale ruszyło.

jak-przelamac-fotograficzny-kryzys

Ok, przyznam, że nie odczuwałem w tym przyjemności na początku. Wydawało mi się, że wszystkie wesela muszą tonąć w tandecie i kiczu. Ta, jakże ponura, wizja stopniowa topniała, gdy z czasem trafialiśmy na coraz fajniejszych ludzi. Z roku na rok bardziej się otwierałem. Zrozumiałem, że jest to klucz do robienia coraz lepszych zdjęć. O ile przez pierwsze kilka lat nie sięgałem już po aparat poza ślubami, tak z ich upływem zacząłem sięgać częściej. Chęć fotografowania wzrosła. Na ślubach zacząłem odczuwać ogromną frajdę i przyjemność z tego, co robię. Zrozumiałem też, że mogę przynosić do domu klatki, które autentycznie mnie cieszą, i z których mogę być dumny. Zacząłem się otwierać na ludzi i zamiast przemykać plecami do ściany w ich domach, wychodziłem naprzeciw. No i kurde, coś się zmieniło.

Światełko w tunelu

Dzisiaj stwierdzam, że fotografii zawdzięczam wszystko, co dzieje się wokół mnie. Fotografia ukształtowała moje życie. Fotografia mnie utrzymuje. Fotografia mnie cieszy. Nie wiem gdzie bym był, gdybym nie zajął się wtedy fotografią ślubną i gdyby nie Michał, bo zważywszy na mój stan ogarniania na tamten okres czasu – nie podjąłbym się tego sam.

Więc coach Szymon mówi Wam, że trzeba walczyć. Trzeba się czasem kłócić, drzeć koty z samym sobą i innymi. Ja o swoją fotografię walczyłem, broniłem jej. Mam nadzieję, że akurat Wy macie kogoś, kto Was w tej pasji wspiera, jeśli jednak tak nie jest, to pokażcie kły. Mój buntowniczy charakter akurat się bardzo motywował, gdy słyszał o swoich zdjęciach, że to głupoty i nic z tego nie będzie i chciał robić na przekór gryząc i drapiąc. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdy taki jest. Jeśli macie pasję, musicie nauczyć się dobrze filtrować krytykę.

Musicie być jak Dafi! Przepuszczać do środka siebie najcenniejsze minerały (to taka metafora wartościowych informacji), a cały ten chlor i syf z rur (to z kolei metafora hejtu i dziadostwa) zostawiać w rurach. Niech niszczą dalej, ale tylko samego siebie.

Trzymam za Was, każdego z osobna kciuki! Nie tylko fotografów, bo wiem, że nie tylko ta grupa będzie to czytać 🙂

PS. Moje relacje z mamą się poprawiły 😉

 

comments (6)

  • avatar image
    Heheheh :) jest mi niezmiernie miło że pojawiłem się w tym wpisie ;) no i że miałem jakiś tam chociaż minimalny wpływ na Twoje życie fotograficzne ;) aż się łezka w oku kręci ;) dzięki ;)

    Michał

    19 czerwca 2019 Reply
    • avatar image
      Dobrze, że potwierdzasz, że tak było i że nie jest to wymyślona historia :D

      Szymon Kasolik

      19 czerwca 2019 Reply
  • avatar image
    Oj. Dobry wpis i potrzebny. Dla mnie nawet powiem Ci, że chyba ważny. Podziwiam, jestem dumna, trzymam kciuki za dalszą radość z tego co robisz i dziękuję.

    P.

    19 czerwca 2019 Reply
    • avatar image
      Dzięki Paulina. Wahałem się chwilę, ale potem uznałem, że trzeba pisać :) Skoro okazał się ważny, to znak, że to publikacja go była dobrym pomysłem :0 To ja dziekuję :)

      Szymon Kasolik

      19 czerwca 2019 Reply
  • avatar image
    Fajnie, że podzieliłeś się swoją historią.Patrząc na Twoją buntowniczą przeszłość to nie wiadomo gdzie być wylądował, gdyby nie fotografia. Jednak fajnie mieć jakąś pasje z swoim życiu. :)

    Emilia |Psychologia Fotografii

    10 lipca 2019 Reply